Stał kędyś kościół drewniany;
Tysiące wróblów w nim swe gniazda miało,
Proboszczowi się zachciało
Żeby był reparowany.
Strach około naszych ptaków,
Wypędzono nieboraków.
Gdy wszystko było gotowo,
I swą robotę skończył ksiądz pleban gorliwy,
Przyleciał rój świegotliwy
Szukać mieszkania na nowo.
Wszystkie dziury załatane,
Wróble nie miały gdzie siedzieć.
Powracając się stroskane,
Rzekły: — „Radebyśmy wiedzieć,
Ten gmach duży
Na jaki teraz użytek służy?“