CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Więc cóż?

polaco

IX.

WIĘC CÓŻ?

Więc cóż?... więc wam się zdaje, że w tym świcie

Przyszłego jutra wisi mgła zgnilizny,

Która zadusi szlachetniejsze życie

I naszą łódkę stawi śród mielizny

Hen! od słonecznych daleko przebłysków?

Więc wam się zdaje, że ciężkie spowicie

Z owocu naszych serdecznych uścisków

Da paryasów, żądnych krwi i zysków?...

Może myślicie, że w wielkim »obłędzie«,

Jaki zawładnął, podług was, sercami,

Na gruzach znowu wasz liktor zasiędzie

I zwyciężonym pogrozi rózgami!

Że wy, odziani w bramowane togi,

Cisnąc przez tłum się w gorączkowym pędzie,

Tak go śród swojej nadepcecie drogi,

Aż nie zawoła: bogi idą! bogi!...

Może myślicie, że ziarno pszeniczne

Znów wyłuskniecie dla własnego stołu,

By nas za trudy darzyć tytaniczne

Garścią plew lichych i garścią popiołu?

Że świat zmienicie na swoje zwierzyńce,

A on wam słupy stawi niebotyczne

Tam, gdzie się ludne krzyżują gościńce,

I będzie krzyczał: »moi dobroczyńce!?...«

Może myślicie, że u bram świątnicy

Waszej Astarty będą w znak się kładły

Chóry sióstr naszych i waszej źrenicy

Odsłonią łona, drżąc, jak kłos pobladły,

A wy, pożądań obryzgawszy pianą

Nagą ich czystość, pobożni cynicy,

Rzucicie drachmę, łzą nieszczęsnych zlaną,

W cześć swemu bóstwu i swoim kapłanom?!

Więc cóż?... milczycie?... znam wasze milczenie!

Potajemnymi nas szepty przeklniecie:

Dziś zachodzące waszych słońc promienie,

Co niegdyś krwawo błyskały po świecie,

Rozgłośnej pieśni ze statuy Memnona

Już nie wywabią. Zamarło wam tchnienie,

Zamarło życie śród zwiędłego łona

I wasza lutnia kona... kona... kona...

Dawniej, tak! dawniej, ten wasz wieszcz zbolały,

Owiany czasów minionych pomrokiem,

Patrząc, jak łamią waszych gór się skały

Od błyskawicznych piorunów, potokiem

Łez z swego serca zalewał pożary —

I płakał — płakał — tonął we łzach cały

Nad grobowiskiem tej sławy prastarej,

Która dziś poszła między sny i mary...

I była pieśń ta szelestem więdnących

Ziół na ściernisku spalonem; jesiennym

Jękiem tych wiatrów północnych, bijących

O szyby pustych kościołów; brzemiennym

Trzaskiem ołtarzy — bez ofiar i cześci;

Odbiciem zorzy wieczornej, gasnących

Gwiazd, meteorów, co, ginąc bez wieści,

Pozostawiają tylko noc boleści.

I można było wówczas schylić czoła

Przed tych serdecznych cierpień majestatem;

Przed tą postacią chorego anioła,

Który, nie w świecie żyjąc, lecz za światem,

Chciał Chrystusowym do przeszłości krzyża

Przykuć go gwoździem, z wiarą apostoła

Lub mistycznego krzyżowca-rycyrza

Czekając cudu, czy się cud nie zbliża.

Lecz z ołowianych chmur waszego nieba

Złociste dotąd nie spłynęły smugi,

Aby z grobowisk, gdy wam życia trzeba,

Wskrzesić stalowych mężów szereg długi —

Abyście, młodzi na własnych mogiłach,

Z tymi, co światła chcą i pragną chleba,

Mogli iść w boje z świeżą krwią w swych żyłach,

O własnej broni i o własnych siłach...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Widzenie (Kasprowicz)Wieczności wielki, głęboki, nieobjęty sen →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Więc cóż?
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-wiec-coz--jan-kasprowicz-9420a7
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Więc cóż?», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-wiec-coz--jan-kasprowicz-9420a7.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.