Tyś pobladła, drżą ci dłonie,
Dziewczę lube, nie bój się;
Ho — ho! marne ich pogonie,
Nie dosięże Tatar mnie.
Koń chowany w wolnym stepie,
Patrz! jak lekko niesie w cwał,
Ledwo nóżką łzy otrzepie,
Które wiatr po kwiecie siał.
W plon iść tobie? stój poganie!
Czekaj na to długi czas,
Ho, tchu pokąd w piersiach stanie,
W jasyr nikt nie pójdzie z nas.
Patrz, my dwoje, a za nami
Stokroć większa wrogów moc, —
Śmiej się, luba, choć my sami,
Lecz nas bronią step i noc.
Ho, tam błyska Dniepr w oddali,
Fala szemrze nutą dum,
Wnet poranek się zapali...
Cyt, cyt, strzał tatarskich szum.
Koń raniony, koń słabieje,
A już blisko dyabły stąd,
Luba, jeszcze miej nadzieję: —
Wolno płynie Dniepru prąd.
1855.