»Wielkości! komu nazwę twą przydano,
ten tęgich sił odżywia w sobie moce,
i duszą trwa wielekroć powołaną,
świecącą w długie narodowe noce;
więc choć jej świeży grób opłakiwano,
przemoże Śmierć i trumien głaz zdruzgoce;
powstanie z martwych na narodu czele
w nieśmiertelności królować kościele«.
»Lichy nawet wróbel nie padnie bez dopuszczenia Opatrzności.
To samo i ze mną.
Jeśli się to stanie teraz, — nie stanie się później.
Jeśli się później nie stanie, stanie się teraz.
Jeśli nie teraz, — to musi się stać później.
Wszystko na tem polega: — żeby być w pogotowiu«.
»iskra jedyna, gdy dogasa,
cała jej wtedy widna krasa...«
»Dziś wszystko dnia jednego zdolę,
gdy wszystko mam stracone«.
»Wstajesz w chwale, sławie żywej,
masz w koronie dębów liść;
koło bieży w bieg straszliwy,
musisz z kołem na dół iść.
Chwilę jeno w górnym szczycie,
chwilę jeno w słońcu świeć;
złudnym jeno blaskiem życie,
w kole wiecznem na dół leć.
Szczęście kołem bieg swój toczy:
dziś u szczytu, jutro w dół;
koło płynie z wód przeźroczy,
w wodę ginie, w piach i muł«.
»Struny harfiane przez pierś moją grają
i dźwięczą jęk i rozpacze«,
»Byłam wolną,
buntowna przemocy,
oto mię w kajdany zakuto.
Byłam panią, oto mam być sługą,
bom dłoń wzniosła,
skowaną dłoń nieudolną. —
Zagojone mi rany rozpruto.
Otom w niemocy,
żelazną spowita kolczugą«.
»Leć nasz orle, w górnym pędzie!«
1. »Bywało, bywało,
wesele się śmiało
i Gody.
A owo jak ptacy
wesele pierzchało
i gasły jak zorze urody.
2. Jak Zorze, jak Zorze,
wesele się śmiało;
nie smętni byliśwa,
nie tacy.
A owo jak woda
wesele spływało;
kaj w czeluść zapadło, jak wody«.
»Tak was proszę, weźcie w dłonie
z mojej torby ziaren garść;
wraz zakwitnie w zieleń błonie...
Hej, bo ziarno ze mną tonie,
hej, bo ziarno idzie w nic;
weźcie ino trochę w dłonie,
wraz zakwitnie w zieleń błonie,
będzie można siec...«,
»ten trud co mnie zabijał«,
»w marność idą ziarna moje,
kto wie, kto je siał?«
»A kiedyż się wypłaczą łzy,
i spłyną lód i kry —?
A kiedyż przejdzie straszna noc,
i wróci krew i moc?« —
»Miałeś chamie złoty róg,
miałeś chamie czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur...«
»Miałeś, chamie, złoty róg...
Miałeś, chamie, złoty róg...«
»Jezu, Jezu!...
Hej, hej, bracia, chyćcie koni!
Chyćcie broni, chyćcie broni!...
Nic nie słysom, nic nie słysom,
ino granie, ino granie,
jakieś ich chyciło spanie...«
»Miałeś chamie złoty róg..
Ostał ci się ino sznur...
Ostał ci się ino sznur!...«
»Pod skejskim donżonem, na blankach, na murach
pancerni przysiedli stróżowie;
łby wsparli na szpadach, na srogich kosturach,
na czatach na zamku w Krakowie.
Noc w mieście głęboka, Skamander połyska,
wiślaną świetląc się falą...«
»Hej, Wisłą płynie kra...
Wiosna, — kto jej doczeka?...«
»Nie będzie już bólów ni łez!...
Przybywasz oto włady Lew,
na wozie Bóg ognisty;
ognisty deszcz, gdy zmarszczysz brew,
O Wielki, Wiekuisty!
O Nieśmiertelny, ponad świat,
nad światy władny mnogie;
położysz kres niewoli lat
i pęta ujmiesz wrogie.
Pokruszysz pęta, w skrzydeł lot
na nieśmiertelne trwanie.
Niechaj na dzwonach bije młot
Twe wielkie Zmartwychwstanie!«
»Leć, nasz orle, w górnym pędzie...«
»Rzeź wam wróżę! A śmierci wam życzę,
któren pierwszy mnie pojrzy w oblicze!...«
Joas. »Bracie, mnie jasność przejmywa
i widzę wtedy wskróś serca
i czytam wtedy pisane
myśli na czole ojcowém
i wiem, że są sprawiedliwe.
A gdy się, o broń że Jehowa,
myśl jakaś wkradnie mętliwa,
to zaraz mię serce zaboli.
Muzyka się moja urywa...
Natan. Myślisz ty, że Bóg tobie gada?
Joas. Że Bóg przezemnie ostrzega
przed karą, co późna spada...«
»Grzesznico, — Bóg cię skarze!
Kajaj się życia twego! Strzeż dusze;
zdala od domu tego idź we skrusze!
Pobierz het wszystko, co twoje;
idź sama precz daleko,
nim na cię Boże Sądy się zwleką...«
»mam się strzedz
czyjego przeklinania,
bo stałoby się prawdą
co ze snu wiem«.
Priam. »Ja ino ku temu patrzę, co przyjdzie, im dalej, im dalsze, tem mnie milsze i duszy mojej...
Hekuba. Cieszą cię dzieci moje?
Priam. Nie, — to już minęło.
Hekuba. Radują cię dzieci dzieci moich?
Priam. Nie, — to już minęło.
Świat ich się zamknął,
mój stoi otworem.
Ja widzę dalej, het poza ich żywot,
który się zdaje krótki«.
»Prawda Twa
we śmierci jeno wiecznie trwa.
Gdy żywi życiem poczną żyć,
z żywymi Ty nie możesz być«.
»Ducha twego siłą zgonu mierzą«.
»Duch wielki zadrżał we mnie znów na głos wojenny.
Drżę, drżę, to radość, ton, — Sen, Los niezmienny.
Z założonemi na piersiach rękami,
czekam, aż sen się stanie prawdą żywą,
a rzeczywistość zasunie się mgłami.
i widzę gwiazdę mą szczęśliwą... leci,
jak meteoru błysk ogniowy, —
upadła w otchłań,... na dnach otchłani
jeszcze zwodniczym błyskiem gwiazdy świeci...
— Los niech dopełni się...; Fatum mnie mami.
Dobrze i dobrze, z wami idę, z wami!«
»Iść muszę, kędy sztandar mój,
kędy proporzec załopoce;
przeznaczeń wicher go podrywa;
tam wiem, że Bóg Hektora wzywa,
bym szedł i walcząc przetrwał noce.
Wiem, jaka moja moc i siła,
Wiem, jaka wola...«
»...W męce,
we wiecznej męce ducha.
Jakowejś władzy górnej słucha
i ognie ma w sobie...«
»Dusza«.
»Ojcze, — to co ja robię,
czynię dla się i przez się«.
»Pokrusz me ciało, spal i zniszcz
a duszę daj zwycięską,
niech zapanuje duch nad zgliszcz
a Sława ponad Klęską!«
»Jestem na to postawion
walką, ustawną walką...
Wytrwam i będę zbawion«.
»Wiara znaczy:
co masz w twem sercu — strzeż i tego słuchaj;
głos to jedyny który prawdą woła
i nie pozwoli splamić rąk ni czoła.«
»Chcę w czynach swoich obaczyć swą duszę«,
»od czynów muszę zacząć byt, by myśl rozwinąć...
...bo myśl własną zdobyć można jeno w walce«.
»A czyny wielkie to są czyny prawe!«
Hestja. »Strzegę twoich ócz i twoich rąk,
uchylam od cię mąk,
zdejmuję z czoła znamię trwóg,
byś był, jako ten, co nie pamięta,
przez jakie przeszedł ciemnie dróg.
Ty masz być z Bożych sług.
Panem będziesz moim i sługą.
Strzedz tobie ognia, który palę
rękoma mojemi.
Wziąć tobie topór oburącz
i siąść stróżem u proga.
I nie zwolić ni piędzi ziemi.
Co Bóg rozwiązał — łącz!
Z rozkazu i woli Boga!«
»Niegodni, niegodni istnienia!
zaparliście się tworzenia,
odprzysięgliście sumienia,
cóż ręce wasze mogą?
Trwożliwe duchy, zaprzańce,
precz w otchłań, w Noc zapomnienia —
Niegodni, niegodni istnienia...«
»Gdy straci żarów świętą siłę,
choćby w ofierze dla narodu —
dościgną mściwe Erynije,
doścignie sęp wiecznego głodu«.
»Już biegną w stronę drzwi gromadą...
Zaparte wrota. Nadaremno.
Wracają znów na scenę — noc:
szukają wyjścia w noc tę ciemną; —
żelaznych wrót żelazna moc!
Ku innej stronie znów się rzucą
i bieżą, gonią i znów wrócą,
szukając wyjścia w Noc tę ciemną
daremno, zawdy nadaremno«.
»pójść tam musisz, — gdzie się pali
płomień dla twego ducha,
gdzie ciało lżyli i stargali
że schnie jak prątka krucha;
chociaż się dusza męce żali,
pójść musisz ciężar przyjąć twój
i przyjąć wieniec łez, korali,
którym cię truli i kochali
w ten sam doczesny znój«.
»Wytrwam, — i będę zbawion.
I walcząc przetrwam noce«.
»idziesz przez świat i światu dajesz kształt przez twoje czyny,
spójrz w świat, we świata kształt, a ujrzysz twoje winy«.
»Żywot twój nie na jednym zakończy się bycie.
Będziesz się błąkał duchem we gwiazd zawierusze,
Aż trud podejmiesz nowy, nowe zaczniesz życie...
W odległe wbiegniesz puszcze, nad jeziorne głusze.
Jako orzeł polecisz na skrzydłach niesiony.
Wzbudzisz nowe narody do siły i czynu.
I zginiesz, jako teraz, gdy sięgniesz wawrzynu«.
»Oto wieki ożywię idące.
Wieki i lata, co przyjdą,
żyć będą ziaren tych treścią.
Ziemia rodzić będzie,
kędy siew padnie zdrowy.
Ludzi zbudzę, roześlę orędzie,
na żywot, — żywot nowy!
Pokoleniom ostawię czyny —
po ojcach wielkich, — wielkie wskrzeszę syny, —
kiedyś, — — będziecie wolni!
Co złego w was i co marne,
to jako plewy i ziele złe zgarnę;
co chwastu na waszej roli
i co szkodzi wam i co was boli,
to ukoję — czasu przebiegiem...
Przejdziecie jeszcze niejedną nędzę
i niejedną przebolicie próbę.
A jeżeli lichego serca ludzie
w was samych gotują wam zgubę, —
ja ich powołam, — i jak plewo zmiotę!
I w ziarnach tu — na dnie — przechowam cnotę!
Za czas znów wrócę — i jeszcze razy wiele
przyjdę — Wiosna, z gwiazdą na czele
i żywot dam, — tlejący w zgliszcz popiele!«
»Ludów przedemną idzie rząd,
ich żywot zwarty pisem ksiąg,
jak rzeka płynie mętem wód,
myśl je przechodzi w bród,
na wierzch dobywa szponem węd,
co kryje tajń w topieli głąb:
jasno widzę ich Sąd.
Rodów przedemną idzie ciąg,
jako ten gajnych dębów krąg;
padają, źre je grzyb i pleśń,
a jużci nowy pnie się pęd,
jak moja pieśń, —
za nimi idzie moja pieśń«.
»Chcę dzisiaj modlić się do Ciebie
na dobie tej jutrznianej,
bym opowiedział słońcu siebie,
jakom jest powołany.
Żem powołany jest tu zostać
przy harfie mej na straży,
Twoję widzący złotą postać
na szczytach u ołtarzy.
Że jestem mocen twoją wolą
i wolą Twoją silny;
że wszystkim trudom ręce zdolą,
gdy głos Twój nieomylny«.
»we gwiazd zawierusze«,
»w nieśmiertelności kościele«.