CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMaciej Bogusz Stęczyński

Maciej Bogusz Stęczyński · Modernismo

Tatry w dwudziestu czterech obrazach — V

polaco

Minąwszy Gołkowice na żyznéj równinie

I na wzgórzach stojące dworki i świątynie,

Zatrzymujemy kroki w Kadczy przed kaplicą

I uchylamy czoła przed Bogarodzicą,

Któréj tu są obrazy ustrojone w kwiaty,

I ołtarzyk z skarboną, lecz go strzegą kraty.

Z boku wchodząc po schodach do izby rażącéj

Ciemnością, wita Chrystus u słupa stojący,

Skrępowany łańcuchem, rózgami sieczony,

I samotnie w potokach krwi swojéj zbroczony. —

Jestto skromna budowa, ale osobliwa,

Swoją malowniczością i myślą szczęśliwa....

Ledwie rozchmurzyliśmy czoła trudów troską,

Witamy za Dunajcem leżące Jazosko;

Jestto wiejska osada u stóp gór lesistych,

Ponurych, prostopadłych, nawet przepaścistych.

Na pagórku dwór biały mile wzrok zajmuje,

A na nim malowniczo kościółek panuje,

Który ksiądz Jan Owsiński, z uczoności znany,

Wzniósł ze składek, i stoi często odwiedzany;

A we dworze oglądać można dawne szczątki,

Jako naszych praojców wymowne pamiątki:

Miecz, niegdyś używany w krwawéj wojny wirze,

Ma na ostrzu wyryte dwa komturskie krzyże:

Znak maltańskich rycerzy dumnego zakonu,

Który cnotę i czystość poślubił do zgonu,

Aby nawracać ludy w Chrystusa niewierne,

A czynił zbrodnie i miał dostatki niezmierne,

Zamiast swego ubóstwa i pogardy świata,

W szalonéj rozwiozłości trawił swoje lata!

Bylito najstraszniejsi, zagorzali Niemcy,

I Prusacy i inni z nimi cudzoziemcy,

Którzy sępiemi szpony na nasz kraj czychali,

Starając się zuchwale by w nim panowali!

Aż król polski Kazimierz Jagielończyk zwany,

Stoczywszy bitwę walną z owémi Giermany,

Zuchwałą ich potęgę przełamał i skruszył,

A co trupem nie padło, na wieki rozprószył!....

Po mieczu ujrzysz kielich ozdobny, kwartowy,

Chociaż srebrny, zawracał najwytrwalsze głowy:

Bo gdy w dni uroczyste Szlachta się zjechała,

Za zdrowie gospodarza kolejno pijała;

A kto nie mógł od razu kielicha wychylić,

Dolewano mu wina i musiał się silić,

Bo mu drugich przymówki nie dały spokoju,

Dopóki jednym ciągiem nie wypił napoju.

Ztąd urosło przysłowie za Augusta Sasa:

„Baw się, jedz i popijaj, a popuszczaj pasa!”

I Szlachta więc pijała, a pan Król tymczasem

O sobie dobrze myślał i sobie był Sasem.

Pochlebiał możnym panom, miło z nimi gadał,

A język swój wprowadzał podatki nakładał;

Zaszczycał orderami, różnemi honory,

Rozweselał, zajmował, a korzystał z pory! —

Gościniec w malowniczym kierunku się wije,

I łamie i prostuje i znowu się kryje;

Albo też wychylony, z swemi poręczami

Przeraża cię z wysoka nad rzeki wodami;

To przez most nad parowem głębokim przechodzi,

I spokój twemu oku i twéj duszy rodzi,

I znowu swoją wstęgą prosto się rozkłada,

Albo pnie się na górę, lub w dolinę spada. —

W Jazowsku jest jaskinia pomiędzy skałami,

Zasłoniona w około gęstemi jodłami,

W któréj Józef Baczyński przesiadywał dawno,

I trwożył okolicę swoją ręką sławną;

Z nim okrutny Łazarczyk, rodem z Tylmanowy,

Rabował i przestraszał bluźnierczemi słowy;

Którego gdy w Lewoczy na Spiżu ujęto,

Przeczytano mu wyrok i głowę ucięto! —

Już pojawia się Łącko w średniém oddaleniu,

Wabiące po utrudach odpoczynkiem w cieniu;

Widać sady przy chatach i wierzby wyniosłe,

I góry bukowemi drzewami porosłe,

Co za wodą nad wioską Zarzeczem się jawią,

A pagórki i pola piękném zbożem bawią,

Które wiater nagina i podnosi wdali,

Że podobieństwo wodnych przedstawiają fali.

Tym pięknościom nie mało powabu przyczynia

Stojąca na pagórku poważna świątynia,

W któréj łonie białemi ozdobna ścianami,

Słynie Bogarodzica licznymi cudami;

Na dowód tych, świątynia dwa razy przetrwała

Pożar, jaki wznieciła oziębłość zuchwała!

Tutaj Michał z Lipnicy był proboszczem dawnym,

A po nim Jan Boczkowski był następcą sławnym;

Mateusz z Sieciechowa i inni kapłani

Żyli tutaj przykładnie dla ludzi wylani. —

Tu Dorota Byliczka szpital wystawiła,

A sama dni zakonne w Sączu prowadziła. —

W téj włości, gdzie nie jedna dolina zaklęsła,

Powiedzą ci mieszkańcy: że się ziemia trzęsła,

Że wszystko niespodzianie drżało jak na wiatrach,

Aż zlękli się górale mieszkający w Tatrach! —

Wyszedłszy z granic Czerńca, widzimy zdumieni,

Wielkie mnóstwo w Zabrzeziu i skał i kamieni;

Przy których zapieniona woda krążąc młyńcem,

Wieczne spory prowadzi z upartym gościńcem,

Który tu pokazuje jak przemysłu siła,

Wytrwale przez czas długi z naturą walczyła:

Było wiele trudności, było pracy wiele,

Nim człowiek wswym zawodzie osięgnął swe cele.

A teraz te wybrzeża przystępne każdemu,

Jadącemu powozem, albo idącemu,

Zajmując wźrok ciekawy swemi widokami,

Równają się wspaniałe z Renu wybrzeżami!

Po prawéj stronie w głębi wioska Kamienica,

Chociaż nie okazałym domem się zaszczyca,

Lecz tam różne obrazy, i książek dobory,

Uprzyjemniają chwile w zimowe wieczory;

A gościnność szanowna tak się tutaj święci

Że wiecznie ci zostanie w sercu i w pamięci!

A jeżeli tu w lecie wźrok wodząc obszernie,

Zwiedzisz z czynną hamernią, obfitą papiernię;

To pomyślisz z radością: że w naszéj krainie

Już przemysł, acz powoli, wznosi się i słynie!

Opuściwszy Zabrzezia skaliste doliny,

I w Wietrznicy głuszące tartaki i młyny,

Witamy Tylmanowy wspaniałą posadę:

Ciemne lasy i krzaki i opoki blade,

Przez które droga wiodąc nad wodą zwieszona,

Mocnemi poręczami jest ubezpieczona.

A wszędzie widok miły, chociaż niedaleki,

Odkrywa chaty, pola, sady i pasieki.

Na wyższym zaś pagórku zasiadł dwór przyjemny,

Wystając biało na tle odległości ciemnéj;

Otacza się wysmukłych topoli strażnicą,

I kwiatów ogrodowych szacowną skarbnicą,

A Luboń nad wszystkiemi wyższy jest górami,

Dziwi na swoim szczycie cichemi wodami,

Przy których wędrujące spoczywają ptaki,

Dając owym mieszkańcom niepogody znaki.

Tu gdy słońce przy wschodzie zapala obłoki

I rzuca promień złoty na owe widoki:

Myśl twoja uniesie cię najwyższą radością,

A w dolinach, gdy rosa ranna lśni świeżością,

Nie zdołasz twoich wrażeń ująć w żadne słowa,

Tak mocno cię uderzy piękna Tylmanowa!

Z Kłody do Ligaszówki postępując cieniem,

Znów droga nad Dunajca zwiesza się strumieniem,

A kryjąc się pomiędzy wyniosłemi góry,

Obudza twe natchnienie na cześć téj natury. —

Zostawiwszy za sobą gór smutnych obniża,

Gdy podróżny nad brzegi Dunajca się zbliża.

Boki gór prostopadłych groźnie wystające,

Ledwie po wązkiéj drodze przejechać dające,

Która nad przepaściami z poręczą nie cienką

Łamie się i odkrywa miasteczko Krościenko

Na wybrzeżu téj rzeki domami zasiane,

Z poczciwości mieszkańców i ubóstwa znane;

Ma z wysoką dzwonicą obszerną świątynię,

A przez rynek umyślnie bystry strumień płynie,

Którego czyste wody góralki czerpają,

I ciekawe urody, w nich się przeglądają.

Tu podanie zapewnia: „że laty dawnemi

„Zginęło mnóstwo ludzi przy gościńcu w ziemi;

„W karczmie, gdy do chorego szedł ksiądz, wrzawa była,

„Starzy pili za stołem, a młodzież tańczyła;

„Nikt nie wyszedł do sieni uklęknąć na progu

„I w skruszonéj pokorze oddać pokłon Bogu;

„Wkrótce czarna powłoka zakrywszy ustronie,

„A ziemia się pod karczma zamieniła w tonie;

„Ogarnął wszystkich postrach i widok ponury,

„Zamieniwszy tę przepaść w obrzydłe jaszczury;

„A teraz na przestrogę, jako znak przygody,

„Widać martwo stojący ciemny strumień wody!”

Tu pełnych zabobonu wiele krąży wieści,

Jedna z nich osobliwsza, jest następnéj treści:

„Gdy święta Kunegunda z Sącza biegnąc skora

„Przed najazdem Tatarów — piękna była pora:

„Góral siejąc przenicę na swojéj zagrodzie,

„Ujrzał grono dziewicze, a jednę w urodzie

„Okazalszą nad inne, która przystąpiła

„Do niego, i zwyczajem: Boga pochwaliła,

„Oznajmiając, że jutro drogą w téj ustroni

„Tatarzyn zapalczywie za niemi pogoni;

„I pytać się go będzie: czy nie widział okiem

„Niewiasty, śpiesznym wczoraj uchodzącąuchodzące krokiem? —

„By powiedział: że widział wtenczas, gdy pszenicę

„Siał w tém miejscu. — I zaraz odbiegły dziewice.

„Nazajutrz dzika horda pośpiesznie jechała,

„I przed chatą górala swe konie wstrzymała,

„Pytając się surowo: czy nie widział wczora

„Pań, ze Sącza-Starego biegnących z klasztora?

„A góral odpowiedział: — „Widziałem dziewice

„Przechodzące tą drogą, gdy siałem pszenicę;

„A teraz oto pięknym kłosem już dojrzywa,

„Nachyla się dorodna i już bliska żniwa!”

Zdumiał się wódz Tatarów i zawołał głośno:

„Ha! gdy tędy niewiasty przeszły jeszcze wiosną,

„To szatan nam przeszkadza chmurą swego dymu,

„Musimy bez niewolnic powrócić do Krymu;

„Niech przepadną giaury!” — Tłumy swoje zwrócił

„I gęstym pyłem drogi powietrze zakłócił;

„Uciekając przez Węgry w dalekie swe strony,

„Górala niepocieszną wieścią przerażony”...

Sigue explorando

Por su autor
Maciej Bogusz Stęczyński · 7 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Tatry w dwudziestu czterech obrazach — IIITatry w dwudziestu czterech obrazach — Wstęp →

Expediente

Autor
Maciej Bogusz Stęczyński
Título
Tatry w dwudziestu czterech obrazach — V
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-tatry-w-dwudziestu-czterech-obrazach-v--maciej-bogusz-steczynski-d5d756
Cita recomendada
Maciej Bogusz Stęczyński, «Tatry w dwudziestu czterech obrazach — V», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-tatry-w-dwudziestu-czterech-obrazach-v--maciej-bogusz-steczynski-d5d756.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.