CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Szewc i Diabeł — Część VI

polaco

Zaledwie diabeł był wolny,

De noviter zaczął wichrzeć,

Aż się dziwił cały świat.

W konwiktach często réj wodził,

Referaty pisał w biórach,

Starych żenił, młodych brał,

A modniarek i bankierów

Pełną garścią wszędzie siał.

Do tego jakby zaraza,

Nowiniarzy, dziennikarzy

Padło nagle z dziesięć kop.

Przytem diabli i nie diabli

Śmiać się muszą do rozpuku,

Bo nikt w piekle nie łgał tak,

Bo nikt z diabłów tak nie umiał

Czarne z białem zmieniać w lot.

Szczególnie w mieście Uhnowie

Miał szewcowi na wątrobie,

Że szewc takie ciągi dał,

Że wziął na lep jak sikorkę,

Że jak piwo zakorkował,

Że go ostrzygł jakby psa;

Ztąd go potem kusym zwano,

Aż sam szatan z niego drwił.

Więc nasłał Panu Markowi

Czeladnika do warsztatu,

Serafinem zwał się on:

Włos długi, krótką miał bródkę,

Wzrok anioła, głos słowika,

Tęgo jadał, lepiéj pił,

Lecz dlatego, by do służby

Braci, ludzi nabrać sił.

„Rób, mawiał, ale zarobku

„Nie zachowuj, bo to kradzież,

„Co zarobisz, w czambuł daj.

„Z łotrami dziel się sumiennie

„Bo łotrowstwo to choroba,

„Na chorobę trza mieć wzgląd.

„Wspólne żony, wspólne dzieci,

„Taki nowy będzie skład.“

Na takie mowy Pan Marek

Wzruszał tylko ramionami,

A spytany rzekł: Ot kiep!

Serafin tem się nie zrażał,

Lecz szewcowi pochlebstwami

Tak podkadzał, że aż fe!

Zrazu szewc się krztusił nieco

Późniéj łykał cały dym.

Tak dobrze, iż do pół roku

Już uwierzył, że na niego

Posłannictwo zesłał Bóg.

Porzucił szydło, kopytka,

Świat chciał podszyć jak cholewę,

Zaczął szaleć, spiski knuć.

Za nim Melchior i Baltazar

Jakby jego własny cień.

Jednego targu w Uhnowie

Szewc wyszedłszy z przyjaciołmi,

Nuż rozdawać wszystkim chleb,

Lecz cudzy, potem obuwie,

Ale cudze, potem odzież,

Ale cudzą. — Hałas, krzyk!

Vivat Marek! Szewca Marka

Na ramionach niesie tłum.

Jak skargi doszły na ratusz,

Ratusz wysłał swych pachołków,

By zrobili jaki ład.

Pachołki prędko zgarnęli

Dziesięcioro ludu z brzegu

I pod wielki wzięli klucz.

W Uhnowie wszystko spokojnie,

Wieczór Sędyk wino pił.

W dni kilka nadszedł i jarmark,

Już na szewca nikt nie czekał,

Każdy sobie brał, co chciał.

Jak swoje brał i bił jeszcze,

Bo łupieżcom z dawien dawna,

Złupionego przykra twarz.

Co to będzie? Co to będzie?

W mieście rozbój, w mieście gwałt.

Jak skargi doszły na ratusz,

Ratusz wysłał swych pachołków,

Lecz pachołków motłoch w łeb,

Pachołki w skórę ławników,

A ławniki w czub Sędyka;

Wszędzie nieład, wszędzie bój...

Wywrócono i kałamarz,

Diabeł z śmiechu boki rwał.

Baltazar, Melchior i Marek

Wyszli z domu i patrzali,

I widzieli, że tu źle.

Lecz ufni w swoją powagę

I w swój tryumf w dzień targowy,

Śmiało poszli w dziki tłum.

Prośbą, groźbą, ba i pięścią

Trzeba miastu wrócić ład.

Baltazar w przedniéj stał straży,

Chciał zawołać: Tandem tedy...

Lecz nie skończył wielkich słów,

Bo maziarz kwacz mu ciekący

W gębę wsadził i zakręcił,

Potem tylcem walnął w nos.

Tkacz się zwinął jak półsetek,

I potoczył gdzieś pod wóz.

Z kopyta naprzód szewc pomknął,

Machnął lagą w prawo, w lewo,

Aż z czupryny para szła.

Co sięgnął, to i dosięgnął

I okładał i dokładał

Pro memoria jeszcze coś;

Bo szewc Marek chciał porządku,

Więc porządnie w skórę bił.

A krawiec niby nożyce

To rozciągnie, to przyciągnie,

Chwyta, tłucze, łeb o łeb!

Łby trzeszczą, trzeszczą jak dynie,

Jak na nieszpór dzwonią zęby,

Że aż z dala słychać strach.

Aleć zawsze śliska sprawa,

Gdzie ze stoma walczy dwóch.

Już lecą garnki jak bomby

Z mąką, masłem i śmietaną,

Biją jaja jakby grad...

I na ich pafle gorące,

Jak na jakie dwie patelnie

Naleśniczy leją płyn;

Szewca, krawca już nie poznać —

Diabeł z śmiechu boki rwał.

Od stóp do głów oblepieni,

Krawiec niby długa kluska,

Niby pieróg stanął szewc.

A koniec końców tej sprawy

Szewc wziął w skórę, wziął i krawiec

Wzięli oba... że aż nu!

Szewc się spytał: Żyjesz Wasze?

Krawiec odrzekł: Teraz szyj!

Serafin nie rwał się naprzód,

Bo lękliwéj był natury;

Bić się nie chciał, wolał kraść.

Jak nakradł, hulał; o ludzkość,

O braterstwo nie dbał wcale,

Bo on z diabłem w zmowie był,

Bo on piekłu za garść złota

Liwerował biedny lud.

Straszliwy diabeł, to prawda,

Kiedy w własnej swéj postaci

Na ród ludzki ogniem dmie;

Straszliwszy jednak sto razy

Gdy w anioła czystej szacie

Zdradny wonią sieje kwiat.

Poznać diabła, na tem mądrość,

Tę nam mądrość Boże daj!

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Szewc i Diabeł — Część VSztuka (Fredro, 1880) →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Szewc i Diabeł — Część VI
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-szewc-i-diabe-czesc-vi--aleksander-fredro-49f78c
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Szewc i Diabeł — Część VI», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-szewc-i-diabe-czesc-vi--aleksander-fredro-49f78c.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.