Szereg dobrych błaznów zrzedł,
przywdziewamy szarą barwę,
koncept narodowy gaśnie.
Gasną coraz te pochodnie,
które, do hajduków ręku
przywiązane, żarem płoną.
Skapały, zżarły się świece,
a że do rąk przytroczone,
więc jeszcze palą się ręce,
w tę samą zaklęte stronę.
Trzebaby do służby narodu
błaznów całego zastępu;
palą się hajduki w męce,
z własnego bolu się śmieją;
gasną świece narodowe...
Okropne rzeczy się dzieją —
śmiechem i szyderstwem biegu
obudzić, ośmielić zdolne.
Domek mały, chata skąpa
Polska, swoi, własne łzy,
Własne trwogi, zbrodnie, sny,
Własne brudy, podłość, kłam...
Znam, zanadto dobrze znam!
Kłam sercu — nikt nie zrozumie!
Hasaj w tłumie!
Masz tu kaduceus, chwyć!
Rządź!
Mąć nim wodę, mąć!
Na Wesele! Na Wesele!
Idź!
Mąć tę narodową kadź,
serce truj, głowę trać!
Na Wesele, na Wesele!
Staj na czele!!!
Do góry, bracia, do góry,
gdzie orzeł, ptak białopióry,
roztoczy nad wasze głowy
osłonę skrzydeł!
Do góry bracia, do lotu,
do wyżyn, uniesień ducha,
pod gwiazdy, duchem wzwyż!
Patrzajcie, oto krzyż!
................
Za chmury, bracia, do lotu,
do wyżyn, gdzie Bóg wszechwłady!
Czoła podnieście i szpady
w przysiędze na miłość wieczną,
za wierność niebieskiej nagrody,
którą weźmiecie z zagłady
zła — i niewoli — i nędzy,
w ciał wielkiem zniszczeniu i skrusze,
ratując duszę, dźwigając dusze!
Do góry, bracia, do góry,
gdzie orzeł, ptak białopióry,
Polskę na skrzydłach ponosi!
...........
Bóg Polskę we mnie głosi!!!
Przez serce do serca droga!
Ogień, co tleje w iskierce,
rozniecę w łunę pożaru
serdecznym porywem daru,
ust złotą, miodową wymową.
Przyjmijcie Słowo!
Kochajcie! Miłość — płomienie!
O miłość, kwiecie różany!
Róż wieńce rzućcie kobiecie,
mnie — wieniec cierniów wiązany.
Cierniami serce oplotę,
w słońcu je przyjmę za złote,
za więzy złote, słoneczne,
miłośnie wiążące duszę.
Kochajcie! Zawiść przygłuszę,
przygłuszę zazdrość i złości
godłem jedynem miłości.
Kochajcie! Ogień w iskierce!
Do serca droga przez serce!
Wy, a wy — co wy jesteście?
Wy się wynudzicie w mieście,
to się wam do wsi zachciało;
tam wam mało, tu wam mało,
a ot, co z was pozostało:
Lalki, szopka, podłe maski,
farbowany fałsz, obrazki;
niegdyś, gdzieś tam, tęgie pyski
i do szabli i do miski;
kiedyś, gdzieś tam, tęgie dusze,
pół-waryackie animusze;
kogoś zbawiać, kogoś siekać...
Dzisiaj niema na co czekać!
Nastrój? Macie, ot, nastroje!
W pysk wam mówię litość moję.
A gdyby tak stroić się w róże
i wejść na ogromny stos
drzewa
i pokazać, jak śpiewa
człowiek, co w różach na czole
umie — a — — ?!
.......To byłaby siła!
Talent jej się rozwija,
Gdy duch się marnuje.
Nie znasz swoich aktorów?
Przyjaciół?...
— Chcę ludzi!
Zgrałeś się przy zielonym stoliku,
czy z kobietami w gorączce
opętałeś duszę mdłością —
i w tej momentu palączce
oślep gnasz we własne próchno.
..............
Znam ja, co jest serce targać
gwoźdźmi, co się w serce wbiły;
biczem ciało własne smagać,
plwać na zbrodnie, lżyć złej woli,
ale świętości nie szargać,
bo trza, żeby święte były —
ale świętości nie szargać,
to boli!