CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAleksander Fredro

Aleksander Fredro · Romanticismo

Rymond — Akt I

polaco

Boże wojny! Boże męstwa!

Opiekuńczy duchu Litwy!

Użycz, użycz nam zwycięstwa

W dniu najświętszéj ludom bitwy

Za swą wiarę, za kraj swój.

Za wiarę, za kraj

Zwycięstwo nam daj!

Broń nas broń.

Wiedź nas w bój!

A pień miłych tobie drzew

Suto zleje wrogów krew.

A ucześci święty gaj...

Woń i kwiat.

I krwi zdrój.

Broń nas broń.

Wiedź nas w bój.

Za wiarę, za kraj

Zwycięstwo nam daj,

A pień miłych tobie drzew

Suto zleje wrogów krew.

Potężnéj Litwy dzielni Wodzowie,

Słudzy Bogów, ludu Ojcowie!

Zakon Krzyżacki, zdradzieckie plemie,

Na pradziadów naszych ziemie

Świętokradzką stawia nogę

I znowu ciska

W nasze siedliska

Mord i pożogę.

Uderzcie w tarcze i bojowy róg,

Niech odgłosem zagrzmią bory, skały,

Zagrzmi kraj cały.

Niech Litwin zbrojny

Staje do wojny.

W Litwie Litwy wróg!

Do broni bracia do broni!

Do broni do koni!

Pogoń w górę, kopja w dół,

Pierś do piersi jakby skuł.

Wichrem wpadniem na Krzyżaki

Krwią zalejem obce szlaki,

Kto za własne walczy progi

Przy tym szczęście, za tym Bogi.

Daremnie zemsty zapałem

Chcę zapełnić serce moje,

Miłości ujęty szałem

W jéj okowach drżący stoję.

Ta w niewoli u mnie

Któréj ja dziś jeńcem,

Odpowiada dumnie,

Gardzi moim wieńcem.

Ach wyrzec się ciebie

Zofjo, bóstwo moje

Mało siły mam,

Lecz za miłość twoje

Z rozkoszą w potrzebie

Własną wolność dam.

Do broni bracia do broni!

Do broni do koni!

Pogoń w górę, kopja w dół,

Pierś do piersi jakby skuł.

Wichrem wpadniem na Krzyżaki

Krwią zalejem obce szlaki,

Kto za własne walczy progi

Przy tym szczęście, za tym Bogi.

Wstrzymaj się książe! Nim bojowe znamie

Rozwinie twe potężne ramie,

Bogi każą słuchać wprzódy

Słowa pokoju i zgody.

Hufiec Zakonników Krzyża

W te strony się zbliża.

Mir z Zakonem, piorun właśnie

Który w chmurze niby gaśnie,

Ale w istocie

Rośnie w ciemnocie

Póki z czarnych szat

Nie uderzy w świat.

Idź Trójnacie, tu cię czekam,

Ale nie składaj oręża

Póki w zanadrzu mięć będę

Zakonnego węża.

Księciu i Panu litewskiego tronu

Bernhard de Szwenden wielki Mistrz Zakonu

Przez moje usta pozdrowienie składa.

Niezwyciężonym zastępem on włada

Ale w chrześcijańskiéj pokorze

Nim wystąpi do boju,

Chce przebaczyć co przebaczyć może

I żąda pokoju.

Pozdrawiaj tego z kim jesteś w przyjaźni,

Przebaczaj winie i bojaźni.

Nie wstępuj do boju

Gdy żądasz pokoju.

Cóż chcesz jeszcze? prędko z mową,

Przykre jest uszom najezdnika słowo.

Mowca kornego Zakonu

Z pokorą obelgę znoszę,

Ale nie chcę widzieć tronu

Kiedy ludziom prawdę głoszę.

Mowca kornego Zakonu

Niech pamięta w swéj pokorze,

ZeŻe tu nie chcąc widzieć tronu

Miecz litewski zoczyć może.

Zmazałeś Rymondzie chrzest z twojego czoła.

A tak... Chrzest z mojego czoła.

Wyrzekłeś się wiary i wiernych kościoła.

Wiary i wiernych kościoła.

Zdeptałeś ślub święty którym Zakon wiąże.

SwiętyŚwięty którym Zakon wiąże.

Z mnicha pogańskie Książe.

Z mnicha pogańskie Książe.

Wstrzymujesz brankę ze krwi książęcéj.

Stój Zuchwały! ani słowa więcéj.

Ha już dosyć, już za wiele!

Cierpliwością go ośmielę.

Hańbą dla mnie dalsza mowa

Z wrogiem więcéj ani słowa.

Górę bierze słuszny gniew,

Dziś rozstrzygnąć musi krew.

Próżna, próżna ta rozmowa,

Groźne, groźne obu słowa.

Przed znakiem Krzyża ugnij kolana,

Uznaj jednego Boga i Pana,

Litwę w opiekę oddaj Zakonu

Albo Mnichu ustąp z tronu.

Masz poselstwa cel prawdziwy,

Lecz nim zagrzmi hasło bitwy

Zakon korny i cierpliwy...

Lecz cierpliwszy książe Litwy,

Kiedy dotąd za tę mowę

Masz na karku jeszcze głowę.

Ha już dosyć, już za wiele!

Cierpliwością go ośmielę.

Hańba dla mnie dalsza mowa

Z wrogiem więcéj ani słowa.

Górę bierze słuszny gniew,

Dziś rozstrzygnąć musi krew.

Próżna, próżna ta rozmowa

Groźne, groźne obu słowa.

Wojny zatém chcecie?

Wojny.

Wojny, wojny.

Wojnę mieć będziecie.

Litwin zawsze zbrojny

Nie lęka się wojny,

Napady odpiéra,

Lub wolnym umiéra.

Zakon zawsze zbrojny

Nie lęka się wojny,

Kto mu się odpiéra

Służy lub umiéra.

Pozwól Panie...

Ten głos!...

Przyjaciela.

Witenes! O dniu wesela!

Tu, tu, w objęcia moje,

Tu na mém sercu zajmij miejsce swoje.

O Książe mój drogi,

Dobroczyńco, ojcze.

Tak, sercem ojca myślałem o tobie,

Lecz jakiż los srogi

Stawia cię w téj dobie

W nieprzyjaciół rzędzie?

Jako rozjemca przybyłem tu z niémi

By pokój zjednać méj rodzinnéj ziemi,

Ale ty Panie...

Wstrzymaj się w zapędzie,

Rymond Witena był godnym i będzie,

Gdy Dowmund berło uchwycił morderca,

Krew mego ojca a z nią Litwa cała,

Przez mur klasztorny do mojego serca

O zemstę wołała.

Miałem walczyć z własnym wrogiem

I z pogańskim Bogiem.

Pierwszegom wkrótce dokonał:

Dowmund pod mą nogą skonał.

Drugie puściłeś z pamięci...

Bóg widzi niezmienne chęci...

Ale naród niedowierza

Błogosławieństwu ręki, co uderza.

Szuka nauki w uczonych przykładzie,

A Zakon Krzyża jak sromotny kładzie.

Jego łupiestwa bez miary

Pod zasłoną świętéj wiary

Zmusiły niegdyś Mendoga

Wyrzec się prawego Boga.

I dziś nienawiść sieją do téj sprawy

W któréj obronie podnosi miecz krwawy,

A naród bluźni, naród niedowierza

Błogosławieństwu ręki, co uderza.

Wierzę ci Panie, lecz gdy Twe zamiary

Dążą drogą świętéj wiary,

Czemuż księżniczka Zofja Mazowiecka,

Którą porwała przemoc Dowmunda zdradziecka,

Do ojczystych nie wraca stron?

Z nią podzielę litewski tron.

A twojeż śluby zakonne?

I Kazimierza dla polskiego tronu

Nie były dozgonne.

Kochasz ją Panie?

Ojczyznę jedynie

Więcéj kochać mogę.

Jeszcze jedno pytanie

Pozwól niech uczynię.

Ona — kocha cię wzajemnie?

(na stronie) Serce stygnie we mnie.

Czy mnie kocha?

Truchleję.

Niestety! Chcę mieć nadzieję.

Jak gałązką zmienna fala

Tak nadzieja mną kołysze,

To przybliża, to oddala,

Serca w sobie już nie słyszę.

Chcę pewności a truchleję

Czy zachowam i nadzieję.

O Witenie! Ty co siebie

Zwałeś zawsze moim synem,

Dziś mi odpłać jednym czynem

Wszystko com zrobił dla ciebie,

Nieś Zofji me błaganie,

Mojéj miłości wyznanie.

Ja Zofji mam nieść Panie

Twojéj miłości wyznanie?

Niech przyjmie rękę i tron

Da mi życie...

A mnie zgon.

Przez cię pozna moję duszę

Całą siłę méj miłości,

Pozna walkę i katusze,

Ach godne są jéj litości!

Ale na cóż srodze,

Srodze i daremnie

Sam siebie uwodzę?...

Nie kocha wzajemnie.

Ach dlaczegóż milczyć muszę,

Nie wyjawiać méj miłości.

Gdyby spojrzał w moję duszę,

Nie odmówiłby litości.

Ale na cóż srodze,

Srodze i daremnie

Sam siebie uwodzę?...

Kocha go wzajemnie.

Czarny Litwy las a czyste jeziora,

Nad jeziorem wonny kwiat,

Piękny u nas Maj, piękna mroźna pora,

Drugiéj Litwy nie ma świat.

Kogo z obcych stron, los do nas zarzuci,

Nie długo się smuci.

Milszy Litwy kraj, sam wkrótce to przyzna,

Niż własna ojczyzna.

Cicho i powoli Wisła nurty toczy,

Kiedyż ja w niéj ujrzę, łzawe moje oczy?!

Nie żal mi bogactwa, nie żal mi korony,

Milszy nadwiślański murawnik zielony.

Milszy mi tam księżyc niż gdzie w innéj stronie,

Bom go z méj kolebki chciała ująć w dłonie.

Milsze mi tam kwiatki niż na całéj ziemi,

Bom ojca i matkę ubierała niemi.

Wisło moja, Wisło, gdzież się twój nurt toczy...

Kiedyż w tobie ujrzę łzawe moje oczy.

Dzielna nasza młodź od Ponarskich gór,

Oszczep w ręku, nóż przy boku,

Czy to Krzyżak zbój, czy najdzikszy tur,

Nie ustąpi ani kroku.

Z obcych dziewic ta, z którą Litwin wróci,

Niedługo się smuci.

Milsza Litwa z nim, sama wkrótce przyzna,

Niż własna ojczyzna.

Biała gwiazdo moja, perełko wieczorów,

Gdy cicho wypłyniesz z nad litewskich borów,

Głaśnij tam światełkiem mazowieckie pola,

Powiedz braciom moim, gdzie moja niewola.

Powiedz na ustroniu i jeszcze jednemu

Niech wypuści wodze rumakowi swemu;

Niech przez lasy pędzi, niech przez rzeki płynie,

Niech dla mnie i ze mną żyje albo ginie.

Powiedz gwiazdo biała, perełko wieczorów,

Żeś łzę moję wzięła w mgle litewskich borów,

Że ją spuszczasz z rosą w mazowieckie pola,

By bracia wiedzieli gdzie moja niewola.

Jest tu, widziałam, przybył z Krzyżakami.

Jest tu! Witenes! przeczucie nie mami,

Przybył, zwyciężył te hordy pogańskie.

(klękając) Tobie najprzód niech złożę

Dzięki o mój Boże.

Ujrzę rodzinę, niwy nadwiślańskie,

Jestem już wolną, wolną z jego ręki.

O Boże, mój dobry Boże,

Stokrotne składam ci dzięki.

Ach pozwól Pani... Jeszcze w ręku Boga...

Cicho cicho moja droga,

Nie przerywaj szczęścia tyle;

Mnie Niebo stoi otworem,

Ja z Aniołów śpiewam chórem

Wdzięczność Bogu za tę chwilę.

Ale gdzież jest?... Nie zna tych stron...

Idź.... spiesz... cicho!... Ach to on!

O Zofjo

O Witenie

Czytam w oku jakby w Niebie.

Słucham głosu jak w téj dobie,

Kiedy rzekłaś

Kiedy rzekłeś

Ach sam nie wiem

Sama nie wiem

Jeśli sen niechże trwa

Póki trwać życie ma;

Miły błędzie ty nas zbaw.

Tobie Witenie zwyciężco tyrana,

Więcéj jak życie, winnam wolność moję.

Wraca niestety myśl czuciem zbłąkana,

Milczeć i mówić zarówno się boję.

Ach! Czemuż oko odwracasz odemnie?

O Zofjo droga, nie zwodź mnie daremnie...

Jeszcze nie koniec naszej smutnej doli...

Jam nie zwyciężył, ty jesteś w niewoli...

Książe o rękę błaga cię przezemnie.

Ja, ja w niewoli, a ty broń masz w dłoni?

I wstyd nie kryje twéj bezczelnéj skroni?

I głos twój jeszcze wrogom się pożycza..

Precz zdrajco podły z mojego oblicza.

O żałości! O boleści!

Serce moje cię nie zmieści.

Bo ta miłość jest udana,

Kto ukocha lepiéj zna.

Ale z własnéj cnoty hardy

Umysł mój nie wzniesie wzgardy,

Zginę, zginę ale w sobie

Zamknę czucie jakby w grobie.

Grób nie wyda co raz ma.

Chwile uchodzą — czekamy cię Panie.

O wielkie Nieba jakieżto rozstanie.

Już sztandar Krzyża powiéwa,

Już do boju wiernych wzywa.

Odchodzisz z niemi? i przeciw pogoni

Podnosisz dłoń bratnią.

Z litewskiéj braterskiéj broni

Odbiorę dzisiaj usługę ostatnią.

Zdrajca!

Witenie!

Wracam z Krzyżakami.

Ty z nią podziel serce, tron...

Bądź ojcem Litwy i wspomnij czasami

Moję przyjaźń i mój zgon.

Jaki bądź powód ze mną cię rozdziela,

W tak okropnym duszy stanie

Oko nad tobą i broń przyjaciela

Czuwać nie przestanie.

Już sztandar Krzyża

Z wiatrem powiéwa.

Chwila się zbliża,

Chwila szczęśliwa.

Daléj za sławę,

Za świętą sprawę

Bierzmy, bierzmy

Bierzcie, bierzcie

Prawowiernych broń.

Już sztandar Krzyża

Z wiatrem powiéwa.

Chwila się zbliża,

Chwila szczęśliwa.

Kiedy w to prawe

Lecz serce krwawe,

Własnych braci dłoń

Zwróci swoją broń.

Już sztandar Krzyża

Z dala wyzywa,

Chwila się zbliża,

Chwila szczęśliwa.

Daléj za sławę,

Za kraju sprawę

Bierzmy, bierzmy w dłoń

Ojców naszych broń.

Sigue explorando

Por su autor
Aleksander Fredro · 191 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Rybka (Fredro)Rymond — Akt III →

Expediente

Autor
Aleksander Fredro
Título
Rymond — Akt I
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-rymond-akt-i--aleksander-fredro-971e4d
Cita recomendada
Aleksander Fredro, «Rymond — Akt I», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-rymond-akt-i--aleksander-fredro-971e4d.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.