Gdy zaś dzień siódmy przyjdzie — Sóbota,
A w domu praca — wszędzie robota,
Niech będzie mleczna zupa z migdałami,
W niej lane kluski z cukrem, rodzenkami,
Do tego brukiew i omlet smażony,
I szczupak w marchwi dwie godzin duszony.
A gdy wędrując po świecie
Któś zajdzie do twego domu,
Nie wielka to jest rzecz przecie
Cicho, niemówiąc nikomu
Zrobić i dla swéj zalety
Dać na stół rybne kotlety.
Wypić szklaneczkę piwa dobrego.
Byleby tylko nie bawarskiego.
Wziąwszy butelki, piwa zwyczajnego,
W każdą na koniec noża stołowego
Masz w sypać prochu tartego,
Z korzenia fijałkowego.
Jeźli zaś dobra w butelkach jest miarka,
Wrzuć w każdą pieprzu prostego trzy ziarnka.
A gdy postoi dobę, lub cztery godziny,
Pić będziesz nektar słynny zapachem maliny.
Nader jest dobrym i miodek stary,
Przy którym giną nudy i swary.
I to być może bo Kaźmierz wielki,
Był z nim szczęśliwy u swéj Esterki.
Gdyż przy Mostowéj u Winawera,
Stokroć jest lepszy niźli madera.
Kto mówię łyknął tego tokaju,
Mniemał że duszą w leciał do raju.