Magdo! zawołaj Kachny,
Pójdziemy do Szachny,
Na dobrą kminkówkę,
Za naszą gotówkę.
Słuchajcie kucharki i wy kuchareczki,
Przy kieliszku zawsze lube kumoszeczki,
Wy prawie wszystkie tak womówne w rynku,
Wymówniéjsze jeszcze między sobą w szynku,
Gorzałeczka
Kochaneczka
Troski zaciera
Życie zabiera
Myśli zachmurza
Serce odurza.
A wódka, napój to straszny, przeklęty,
Jak w lejesz w gardło, idzie w łeb i pięty,
Oko się z mruży, niedójrzy, zniweczy,
Z psują się sosy — mięso nieupieczy,
Chwieją się nogi — ręka niezna miary,
A usta twierdzą — że to tylko czary.
Chodziły czysto, ochędożnie,
Pilnując wszystkiego ostrożnie,
Bo to dobro pana i dobro pani,
Która być może iż za złe was i zgani.
Niebierz więc groszy z danych do miasta pieniędzy,
Bo to przywiedzie ciebie do okropnéj nędzy.
Za drzwi domowe z rądla nie wynoś pańskiego,
I nie karm pańską strawą kochanka swojego.
Że przypinając do czepka kokardki,
Z tleje wątróbka i skrzydła pulardki.
Gdyż bawiąc się myślą z pięknością Homera,
Można zupełnie popsuć pirogi z sera.
A gdy to wszystko zrobisz — hojnie cię nagrodzę
I gdy już zamąż pójdziesz — to na twym weselu
Oberka wywinę i to na jednéj nodze
I będę cię chwalić przed każdym i przed wielu. —
Nigdy nie będą gorżko przydymione,
Ani też kwaśne, ani nadto słone.