Próżna twa chluba, nie kochay się w sobie,
Nie wszytkoć prawda, com pisał o tobie.
Miłość mię zwiodła, i przez mię mówiła,
Ze nad cię nigdy wdzięcznieysza nie była.
Jako lilia różą przeplatana,
Zdała mi się twarz twoia malowana:
Oczy twe, iako gwiazdy się błyskały:
Piersi twe śniegu sromotę działały.
Gniewliweś morze śmiechem uśmierzała,
Kamienneś serce słowy przenikała.
Teraz w mych oczach wszytko się zmieniło,
Obłudne serce wszytko pokaziło.
I twa niewdzięczność, którą pokazuiesz
Tam, gdzie powolność i chuć prawą czuiesz,
Czego mi tedy stateczne namowy,
Nie mogły wybić żadną miarą z głowy:
Czegom zbyć nie mógł, przez zioła, przez czary,
To sam dziś wyznam na się z prawey wiary:
Zem był zbłądził w swey niemądrey sprawie,
A byłcim, ieśli komu, iak żyw prawie.
Ale żeś tego wdzięczna bydź nie chciała,
Daley nie będziesz ze mnie sługę miała.
To comci służył, niech iuż w niwecz idzie,
Bo iednak ten czas kiedyżkolwiek przyydzie,
Ze ty wspomniawszy na me powolności,
Musisz zapłakać nie raz od żałości.
A ia bych ieno o tobie nie wiedział,
I w pustych lesiech sam rad będę siedział.