CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaWacław Potocki

Wacław Potocki · Barroco

Peryody — Peryod XV

polaco

Pięknie ktoś nazwał i bardzo do rzeczy

Świat oceanem, łodzią — żywot człeczy.

Cóż wzdy w śliczniejszym oczy mogą wzorze

Widziéć nad ciche i spokojne morze;

We dnie i w nocy, nie patrząc do góry,

W wodzie niebieskie obaczysz figury,

Wszech rzeczy kształty, odległych skał grzbiety,

Swéj nawet twarzy ujrzysz konterfety.

Cena zwierciadła za wielkością chodzi,

W żadnéj się ziemskiéj hucie nie urodzi,

W żadnym na świecie nie obaczysz kramie

Takiego, jakie Bóg osadził w ramie.

Miła żegluga i za trud pieszczoty,

Dopiéroż jeśli mierne wieją Noty,

Dla sporszéj jazdy, kto daléj żegluje,

Płócienne nawom rozdymając buje.

Tam kupiec zysku niepewnego chciwy,

Lubo kto pragnie widziéć świata dziwy,

Lubo na morze dla nauki wsiędzie,

W port naznaczony szczęśliwie przybędzie.

Lecz gdy mu Neptun pozwoli igrzyska,

Strasznie się burzy, rzuca, miece, ciska,

I piasek ze dna głębokiego wzięty,

Z pianą na górne pryska firmamenty,

Opoki tłucze, a na nizkie lądy

Jeden za drugim pasmem pędzi prądy.

Nie radzę podczas takiego odmętu

Nikomu z lądu wypychać okrętu,

Abowiem który zastanie ta szarga,

Najgrubsze liny i kotwice starga;

I to mistrz u mnie, co tak styrem władnie,

Że choć pod niebem, chociaż będzie na dnie,

Chociaż go fala miesza rozmaicie,

Wzdy o żałosne nie przyjdzie rozbicie.

Nie trzeba szukać morskiego meatu,

Kto się przypatrzy dobrze temu światu;

Tak doskonały, tak piękny, choć stary,

Cóż potém insze dowody do wiary

Zbierać, że Bóg jest? podnieś w górę karku,

Albo po ziemi pojźry, niedowiarku,

Gdy słońce wschodzi, albo w morzu narza,

Ziemia swe co rok owoce powtarza,

Tamto za ojca, ta na miejscu matki,

Zkąd rzekom wody ciekącéj dostatki;

Jeśli część lata, albo księżyc który

Uchybił danéj sobie pozytury?

Taż materya w różne się przetwarza

Formy: nie może być bez gospodarza

Świat, więc na jego kto pływa powodzi,

(Bom żywot ludzki przypodobał łodzi)

Niechaj o cichéj żegludze się pyta,

Łakomie wiatru fortuny nie chwyta.

Lubo-to wdzięcznéj przejażdżki chce zażyć,

Lubo towary swoje wyposażyć,

Zyskać na handlu albo onym świętem

Drugi i trzeci urobić talentem;

Niechaj mu będzie zdrowy rozum styrem,

Cnota i żądza pobożna Zefirem,

Który tak żagiel serca niech rozdyma,

Że cierpliwości kotwica wytrzyma.

Choć będzie woda spokojna i cicha,

Przestrzegam, niech nikt nawy nie wypycha,

Żeby mu z oczu ziemia miała ginąć,

A jaknajwcześniéj do portu zawinąć;

Bowiem kto w takiéj zginie zawierusze,

Nikogo morze nie cierpi bez dusze.

Więc lepiéj żywym z swym wysieść pokupem,

Niźli na piasek wyrzucon być trupem.

Kto sobie w niebie złote kładzie góry,

Kompas ma: bozkie i prawa natury:

Choćby sam Neptun, lucyper przeklęty,

Co tego morza zaswoił odmęty,

Wzburzył nań fale i wściekłe powodzi,

On stanie, dokąd z towarem cnót godzi;

Lecz komu z dumną ambicyą pycha

Serce na takiéj żegludze rozpycha,

Albo łakomstwo, które chce miéć tylo,

Co okiem zajrzy niesyty Akwilo,

Lub za miłości ślepéj idą szumem,

Kotwica z styrem, cierpliwość z rozumem;

Nie ważą boże i natury prawa,

Samopas lata za wichrami nawa,

Na port nie wspomni, o ziemi ni dudu;

Nie masz téż, nie masz żadnego w tém cudu,

Kiedy raz na dno, pod obłoki drugi

Latając, musi nadwerężyć fugi;

Wpadłszy w najgłębsze naostatek nurty,

Rozpuści nagle źle sklejone burty,

Żadnego jazdy swéj nie mając kresu,

Wpada na górę mocnego magnesu,

Gdzie zbywszy goździ, sług, przyjaciół, braci,

Oraz i towar i zdrowie utraci.

Któż kiedy Scylle i policzy wstręty

Płochéj fortuny na takie okręty,

Gdy malacyi zwabiwszy obłudnéj

Smakiem i z ludźmi razem topi sudny.

Już-to jéj więzień, kto się z swoim prómem

Za takich wiatrów z portu ruszył szumem,

Jéj-to igrzyska, jéj-to są zabawy.

Jeszcze nie wypchnie drugi z portu nawy;

Dopiéro linę do kotwice skrąca,

Gdy go ta pani o skopuł roztrąca.

Drugi na haku ukrytym tak siędzie,

Że go Eolus duży nie dobędzie.

Leda remora inszego zatrzyma,

Aż go na morzu śnieg zajdzie i zima,

I wtenczas-by się rad do brzegu kwapił,

Skoro go mrozem twardy lód ułapił.

Późno do wiosła, późno się masz, stary,

Gdyć miasto łodzi śmierć postawi mary.

O, niejednegoż na téj świata toni

Uśpią Syreny, ustraszą Trytoni,

Wielu przyjaźni, wielu i rozkoszy

Z upatrzonego portu respekt spłoszy.

Lecz na cóż ludzkie zbierać mam przygody?

We mnie téj, we mnie, niestatkowi wody,

Niech się napatrzy, we mnie niechaj czyta

Każdy, co zwykło potykać rozbita.

Nie trzeba Scylle, Charybdy i fale,

Bo na kogo Bóg dopuścić chce żale,

Niech się od lądu na włos nie oddala,

Potka go smutne rozbicie u pala,

Ledwie że nagi i na desce gołéj

Wnidzie, skąd wyjście miał, w grobowe doły.

Któż dalszy nad mię wszelkiéj był żeglugi?

Domku mojego trzymając się strugi,

Która tak gęste daje przez się brody,

Mniemałem głupi, że dojdę bez szkody,

Gdzie port każdemu jeszcze przed pieluchy

Na nowym świecie naznaczono suchy;

Ali dziś tonę z całą moją flotą,

Bo to nie żywot u mnie żyć sierotą.

W tobie-m żył, w tobie, drogi synu, tonę,

I choć nie wodę, lecz łzy piję słone;

Wiatry i żagle, wota i nadzieje,

Wszytko to morze łez moich zaleje.

Sigue explorando

Por su autor
Wacław Potocki · 17 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Peryody — Peryod XIIIPeryody — Peryod XVI →

Expediente

Autor
Wacław Potocki
Título
Peryody — Peryod XV
Lengua
polaco
Época
Barroco
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-peryody-peryod-xv--wacaw-potocki-236d3a
Cita recomendada
Wacław Potocki, «Peryody — Peryod XV», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-peryody-peryod-xv--wacaw-potocki-236d3a.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.