Wczoraj, całym dzień płakała,
Noc otarła łzy;
Wzruszona, jeszcze drżę cała,
Jakie miałam sny!
Świetny salon złotem kapie,
A ja chodzę wciąż;
Przy kominku, na kanapie
Siedzi sobie mąż.
Kamerdyner, u kotary,
Stoi tuż jak cień;
Bo pan mąż jest trochę stary,
I głuchy jak pień.
Ja, z wyniosłym ruchem głowy,
Zwracam mowę doń;
Pyszny djadem brylantowy,
Zdobi moją skroń.
Wdziewam suknię ogoniastą
Na książęcy bal;
Widzę już jak całe miasto,
Rwie zazdrości żal.
Rozległ się turkot karety,
Pan mąż żegna mnie...
W tém budzę się, i niestety!
Już po złotym śnie!
Wzruszona, jeszcze drżę cała,
I patrzę przez łzy;
O! wieszczko! gdybyś ty chciała
Ziścić moje sny!