W piersiach miłość srebrnéj bieli;
Jéj strzałą przeszyty, proszę
O rękę panny Anieli;
Któréj blaski i przymioty,
Jako słońca promień złoty....
Niech pan siada; jabym trocha
Rad wiedzieć jak to tam było...
Czy Anielcia pana kocha?
Znacie się od dwóch miesięcy
Zaledwie, od trzech najwięcéj...
Zawarłyby me zamiary,
Gdybym od drogiéj osoby
Bezwiednéj żądał ofiary.
Sądzę mieć za sobą losy;
Duszy oddźwięk srebrnogłosy...
Niech mi pan za złe nie bierze;
Lecz zadam drugie pytanie:
Czy téż pan ją kochasz — szczerze?
Ona nie jest piękną wcale;
Pan wiesz o tem doskonale...
Są znikome; serce moje,
Czując ubóstwiania męki,
Zanurza się w głębsze zdroje;
W zdroje cnoty i słodyczy;
Wzywam nieba! niech przeliczy...
To też lękam się jedynie,
Czy Anielci dobrze będzie
Potem, gdy zachwyt przeminie.
To sierota nieszczęśliwa,
Jéj przyszłość na mnie spoczywa...
Każ podać świętą; wyszlocham
Tutaj, przed Bogiem przysięgę,
Że będę kochał jak kocham.
Złotem uścielę jéj drogę!
Ja bez niéj już żyć nie mogę!
Będzie twoją mój kochany;
Ja, który nie mam majątku,
Nie dziw się, żem był stroskany.
Chodźmy do Anielci, ona,
Pewnie nas czeka stęskniona.
Drży mi jak na odgłos gromu,
Ja w moich marzeń rozterce....
To jest... muszę iść do domu;
Bóg świadkiem... po wódkę z solą;
Okropnie mnie zęby bolą!