CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJuliusz Słowacki

Juliusz Słowacki · Romanticismo

Jan Bielecki (1857) — Bal maskowy

polaco

Oto ubogie szlacheckie komnaty,

Skromne jak niegdyś naszych przodków życie.

Ściany drewniane, po ścianach obicie

W różne obrazy, w różne chińskie kwiaty.

Straszne jak mary, które roi dziécie,

Z ram poczerniałe patrzą antenaty.

A przed obrazem jedna lampa płonie,

Gdzie Matka Boska w gwiaździstéj koronie.

Noc nadchodziła, mrok zapadał szary;

Lecz budzą ciszę wieczornéj godziny

Głośném wahadłem po ścianach zegary.

A na dziedzińcu lipy i osiny

Szumiały smutnie — i gdzieś między szpary

Świérszcz się odzywał. — I pies, stróż rodziny,

U wrót podwórza nieraz się odwoła,

Na psów szczekanie z pobliskiego sioła.

Siedziała Anna, przy niéj ojciec stary

Otwiéra świętych poważne żywoty,

I czyta głośno, a spokojność wiary

Jak deszcz wiosenny krzepi bujną niwę,

Zamienia rozpacz w uczucie tęsknoty,

I łzy zamienia w płacze nieszkodliwe;

Jako płacz dziecka, kiedy rozkwilone,

Ściga za matką, chwyta za kraj szaty.

W tém zaszczekały brytany zbudzone,

I nagle drzwi się otwarły komnaty.

Wszedł mały karzeł — czapkę miał na głowie,

Brzmiącą dzwonkami, obszytą w galony,

I rzekł: „Niech będzie Chrystus pochwalony!”

— „Na wieki wieków” starzec mu odpowie.

A karzeł znowu nisko schylił głowy,

I rzekł: „Sieniawski, Pan mój na Brzeżanach,

Dziś mnie posyła po paniach i panach,

Jutro was prosi na swój bal maskowy.

Jutro do zamku tłum się wielki ściąga,

A wszyscy w dziwne przybrani maszkary”. —

— „Ha! precz mi z oczu!” krzyknął Cześnik stary,

„Precz! pan twój z nędzy, z łez naszych urąga!

Precz! bo na Boga....” Lecz nie skończył mowy,

Upadł na krzesło i zdjęty niemocą,

Już gniewu swego nie mógł wywrzéć słowy....

Była to straszna chwila przed północą,

W około słychać nocnych kurów pianie,

I psy szczekały, co wrót chaty strzegły.

Znagła zadrżały obrazy na ścianie,

Znów się drzwi domu na ścieżaj rozbiegły:

Wszedł blady człowiek — lecz na powitanie

Jak zwykle Boga imienia nie chwalił;

I opatrzone w pieczęć zawinięcie

Złożył na stole i sam się oddalił.

„O córko! córko! to Jana pieczęcie!”

Wykrzyknął starzec, wosk rozłamał kruchy,

I znalazł słowa: „Anno! bądź na balu....”

A daléj szaty z tureckiego szalu,

Wielkie ze złota ulane łańcuchy,

Brylanty lśniące jak gwiazdy w noc ciemną,

Perły daleko łowione w Basorze.

Anna spojrzała i zbladła: „O! Boże,

Zmiłuj się nad nim — zmiłuj się nademną”.

Jak cudny obraz oczom się odkrywa!

Czy Zygmunt z grobu wstaje, tron zasiada?

Czy znów z Wenecyi, co po morzu pływa,

Do Polski wnosi karnawału święta?....

Odkąd Batory sławną Polską włada,

Polak się bije, zabaw nie pamięta.

Snem mu się zdają te świetne Brzeżany.

Oto są złote Krakowskie komnaty,

Podobne kształtem, złoconemi ściany,

Strojne w atłasy i drogie bławaty.

Oto jest zgraja Królewska barwiona,

Szaty ma cudne, dorobione twarze;

Weszli na salę.... Ale gdzież jest Bona?

Może truciznę podaje Barbarze?....

Snują się tłumem pomiędzy kolumny,

Ujrzysz tu wszystkie zwyczaje, narody.

Patrz! oto piórem błyska hiszpan dumny,

Nadto poważny, chociaż jeszcze młody;

Krzyż ma na piersiach, jak obrońca wiary,

Krzyż ma na piersiach i szablę szlachcica;

A w ręku jego drżą struny gitary.

Patrz! oto w czarnéj zasłonie dziewica,

Z różanym wiankiem, a przy niéj młodzieniec.

Oboje widać z wysokiego stanu;

Ona zbierała w Neapolu wieniec,

On się urodził w Rzymie Oceanu.

A pieśni majtków i szum cichéj fali,

Ukołysały umysł jeszcze młody;

I rzucił ślubny pierścionek do wody, —

Poślubił morze i jak Tass się żali.

Lecz w jedną stronę zbiegł się tłum balowy;

Dziwna tam maska! dziwne jéj ubiory!

Kaszmirska szata w cudne szyta wzory,

Od szaty bije blask dyamentowy,

We włosach toną przepaski z korali....

Wnet się rozlega szmer wielki po sali:

Kto jest ta maska?.... Sam król nasz Batory

Nie ma tak wielkich brylantów w Krakowie,

W skarbcu królewskim.... Kto jest ta dziewica?....

Próżna ciekawość, pod maską jéj lica,

Ani się słowem wydała w rozmowie.

Sigue explorando

Por su autor
Juliusz Słowacki · 192 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Jakaś pasterska, ciągła, smętna nuta...Jan Bielecki (1857) — Wesele →

Expediente

Autor
Juliusz Słowacki
Título
Jan Bielecki (1857) — Bal maskowy
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-jan-bielecki-1857-bal-maskowy--juliusz-sowacki-eeacf4
Cita recomendada
Juliusz Słowacki, «Jan Bielecki (1857) — Bal maskowy», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-jan-bielecki-1857-bal-maskowy--juliusz-sowacki-eeacf4.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.