Gadu gadu — przy herbacie —
po kolacyi na kwaterze...
Lica ogniem płoną szczerze —
»Panie druhu!« — »Panie bracie!«
»Jak to Pan Bóg litościwy,
»że my się was doczekali!« —
I tam dalej — i tam dalej —
gwar dokoła rośnie żywy...
Każdy chciałby stwierdzić czynnie,
że rad gościom jako może...
Panna spyta cię niewinnie:
»Był pan kiedy w ogniu może?!
»Pan żartuje! — dzień w dzień prawie?«
— »Proszę też obywatela,
»a ta dziura na rękawie
»czy to może — od szrapnela?«...
Malec bagnet rwie znienacka
⟨którym kraje się konserwy⟩
i morduje cię bez przerwy,
zali jest to krew kozacka?
Każdy pyta na wyścigi
o zdarzenia — o przygody —
Ów — za stołem pan niemłody
pokazuje coś na migi
— snać łez mając pełną duszę —
A zaś żołnierz — syt dziś chwały —
w onej rozmów zawierusze
śni na jawie sen zuchwały —
jak po tylu — tylu pracach,
zadowolon dzisiaj z kwater,
zaśnie wreszcie — jak bohater...
na prawdziwych materacach!...
Kołomyja, 15 marca 1915 r.