Czy mam złoto, czy bez złota,
Zawszem żwawy i wesoły;
Poczciwego zdobi cnota,
Ani mu wstyd kiedy goły.
Żony nie mam, mieć jéj nie chcę,
Bo znam co to być żonatym;
Próżna duma mnie łechce,
I na cóż mam być bogatym?
Gdy mi dobrze idą rzeczy,
Fortunie bardzo dziękuję;
Gdy mi swoich względów przeczy.
Wcale się tém nie turbuję.
Żeby mię niewiem jak srogim
Ciosem, fortuna ściskała,
Nie zrobi mnie tak ubogim,
By mi cnota nie została.
Niewielkich skarbów potrzeba
Na moje drobne ekspensa:
Żyję bez białego chleba
I bez kosztownego mięsa.
Ni mnie trzeba kosztu na to,
Żebym coś na świecie znaczył;
Ani się stroję bogato,
By mię ktoś przywitać raczył.
Nie zabieram spółki z temi,
Których przyjaźń ma kosztować,
Bo nie chcę pieniędzmi memi
Przyjaciół sobie kupować.
Przyjaźń, co odbiega w nędzy,
Co się nie jedna z przymioty,
Co jest tylko dla pieniędzy,
Traci u mnie imię cnoty.
Tak więc żyjąc w własnym domu,
Mam się za dość bogatego;
Kiedym niedłużny nikomu,
Kontent jestem z losu mego.