Krzyż w jednéj ręce, żelazo ma w drugiéj,
Zasłonił oczy, pozatykał uszy,
Tak świat obiega, jak jest w sobie długi,
Wszystkiego dotknie i z gruntu poruszy.
Gdzie tylko przeszedł, krwią ludzką spluskany,
Dojdziesz go czarnym zostawionym śladem;
Lubi kaleki, śmierć, nędze i rany,
Pije łzy cudze, tuczy się swym jadem.
Gdy złych od dobrych świat zobaczy przedział,
Temu Sędziemu co na ten czas rzeczem,
Który swym uczniom wyraźnie powiedział:
Ja was na ziemię nie posyłam z mieczem?
Czy Molochowe wskrzeszamy obrządki,
Gdzie krwią człowieka błagany Bóg srogi?
Czy Buzyrysa milsze nam pamiątki,
Który zabijał przychodnie w swe progi?
Oto syn tłumiąc przyrodzone prawo,
Z własnego ojca uczynił ofiarę;
Ten padł, ów na nim trzymając broń krwawą,
Wraz woła ranny z raniącym za wiarę.
Wiaro! ty czysta przysłana na ziemię,
Ale cię człowiek zabobonem szpeci;
Ty chcesz, by ludzkie kochało się plemię
Jako jednego ojca jedne dzieci.
Bóg od nas wszystkich wyciąga swéj chwały.
Pod jednym żyje naród ludzki panem;
Afryckich pustyń tułacz ogorzały,
Z Japonem, albo Chińczyk z Luzytanem.
Za cóż dla wiary miecz kto w ręku nosi?
Pokrzywdza Niebo i prawo natury:
Kiedy ktoś ręce równo zemną wznosi
Nie potępiać go, on je wzniósł do góry.
Czyż to nie lepiéj Rzym rozumiał stary?
Aby zamieszkom powszechnym zaradził,
Szczęśliwe skutki z różnéj robiąc wiary,
Bogi narodów w stolicę wprowadził.
Gdy różne bóztwa ręce sobie dały,
Serapis został Jowiszowym bratem,
Eufrat się z Tybrem w jedno łoże zlały,
Rządził Rzymianin uciszonym światem.
Jeśli niebaczność dotąd była głucha,
Idź, ktoś wykroczył przykładami temi;
Człowiek szczególniéj niech zwierzchności słucha,
A tego wielbi, co jest ojcem ziemi.
Nie mamy prawa z bronią w ręku pytać
I o rzecz świętą pastwić się nad bratem;
Ty co te wiersze będziesz kiedyś czytać,
Wspomnij, że chciałem być sędzią nie katem.
Jam ci z rąk wydarł oręż zgotowany
I ślepy zapęd zwolna ułagodził,
Żeś się nareszcie i sam przekonany
Z rozumem, sercem i wiarą pogodził.