Ongi z Jagusią moją w gaiku
Siedliśmy sobie pod drzewem;
Tam miły zefir w lubym chłodniku
Bawił nas swoim powiewem.
Raz zerwał chustkę z piersi Jagulki,
Drugi raz igrał z włosami,
A raz też podniósł trochę koszulki
I coś pokazał nad kolanami;
Jam prędko sobie oczy zasłonił,
Bo mi ksiądz na to patrzeć zabronił.
Tak się więc w cieniu tym zabawiając,
Nie wiem jakeśmy spostrzegli,
Że między liściem gęstém igrając
Dwaj wróble z sobą się zbiegli.
Mniéj uważałem na to ciekawy,
Jagusia tém się bawiła,
I rozkosznéj ich zabawy
Trzydzieści trzy razy naliczyła.
Wtém jeden, wzniósłszy skrzydełka, uciecze;
Nie podobało się to méj Jagusi:
— „Ten co uleciał, z gniewem do mnie rzecze,
Przysięgam, samiec być musi.“