Strumień stał się był potokiem,
I nagłym deszczem nadęty,
Wzgardziwszy dawne łoże, leciał wielkim skokiem
Ukryć się w morskie odmęty.
Lecz wśród spokojnéj doliny
Napadł na strumyczek drugi,
Który tocząc swój kryształ przez zielone smugi,
Szedł się gubić w cień olszyny;
Po drodze wdzięczne kwiatki napawał,
Bawił się po wonnéj łące,
Nigdy się nie powiększał, nigdy nie ustawał,
Choć się w wężyków dzielił tysiące.
Uchodził niby, i znowu szeleścił
Pomiędzy pachnącém zielem.
Wierzę któż się dość kiedy napieścił
Z swojego kochania celem?
— „Umknij się, rzecze mu potok, z drogi,
Mój ty strumyczku ubogi,
Nie zawadzaj mi, powiedz, dla czyjéj wygody
Sączysz tę niteczkę wody?
I co masz za cel gnuśnieć w téj dolinie?
Mnie gdy wyniosła fortuna,
Do rozległych państw Neptuna
Moja woda z hołdem płynie.“
— „Spiesz się do oceanu
Strumyczek mu odpowiedział;
Nie zazdroszczę twego stanu,
Ja tu sobie będę siedział:
Nie podlegam bynajmniéj tym chęciom szalonym,
Ani też moja żądza w projektach się gubi;
Wolę, że mnie łąka lubi,
Niż być od morza wzgardzonym.“