Dziękuje tobie, mój panie Nakwaski,
Żem się zabawił wczoraj z twojéj łaski,
Bo ci się przyznam, że chociem nie letki,
Z tém wszystkiem lubię wino i kobietki.
Lecz na nieszczęście, niełaskawe losy
Dawszy gust pański, usunęły trzosy.
Przy miernéj jednak nie rozpaczam doli,
I milczeć zwykłem, choć mię coś zaboli;
Wolałbym prawda ja tak jak i drudzy,
Których być musim uniżeni słudzy,
Na giętkich prętach, w angielskiéj karecie,
Sześciu kucami wiatr pędzić po świecie,
Albo na dzielnym Turczynie zawodzić,
Bo zawsze lepiéj jeździć niżli chodzić;
Ale coż robić mój kochany bracie?
Jedni się w zamku, drudzy lęgną w chacie.
Nie wszystkich równie natura obdarza,
Nie nam to pierwszym nieszczęście się zdarza.
Ubóztwo czasem na dobro wychodzi,
I zbytek w ludziach często głupsta rodzi;
I stan ubogi godzien jest zawiści,
Ma i on swoje nad inne korzyści:
Nie będziem szaleć, bo nie mamy z czego,
Lecz też nikt błędu nie wskaże naszego.
Patrzaj, ów książę, panek zawołany,
Jaką ma sławę i jak jest wyśmiany!
Czemu? bo liczne dziedzicząc zagrody,
Życie prowadzić musi podług mody;
Przeto z konwiktu pobiegł do Paryża
I tam to naprzód zgrał się do halérza;
A chociaż jeszcze nic nie znał w swym kraju,
Musiał tam jechać przecie dla zwyczaju,
Bez doświadczenia, nauki, rozsądku,
Utracił honor z połową majątku.
Powrócił nazad, jakoż nie bez zysku,
Przywiózł gryz w kościach a nędzę na pysku.
Wzgardził ojczyzną i z niéj się naśmiéwa,
A w gnieździe własnem z wstydem przemieszkiwa.
Tak więc, dobrego plemię patryoty,
Stał się wyrodkiem narodu i cnoty.
Fortuna ludzi zwyczajnie odmienia
I śmieszne w głowie roi ułożenia:
Widzisz z owego co się stało teraz,
Co z nami chodził i przesiadał nieraz,
Jak posłużyły dubieńskie kontrakty,
Innemi zaraz zaczął stąpać takty,
Skoro się przeniósł z bruku do karety,
Stroi narowne jak rumak korwety,
Jak się nadyma z swojéj karyolki,
Śmiałem się ongi, aż mię sparły kolki.
Głowę na karku jak orzeł kieruje,
Nikogo nie zna, choć się przypatruje.
O równych nie dba, a niższych nie widzi,
Nie pomnąc na to, że z takich świat szydzi.
Chwała bądź Bogu, że mamy niewiele,
I z nas by może drwili przyjaciele.
Któż wie mospanie, czyby przez pieniądze
I w nas się inne nie wznieciły żądze?
Możeby i my posiadając zbytki,
Pańskiéj próżności stawiali przybytki,
Może by i my skarby tkali w mury
I mniéj potrzebne wznosili struktury,
W których na pozór uboga prostota,
A wewnątrz zbytki i rozpusta złota.
Może by i my z kaprysu lub z mody
Wspaniałe chcieli wystawiać ogrody,
Wyspy cypryjskie, mruczące fontanny,
W nich labirynty, świątnice Dyanny.
Wszyscyśmy ludzie podlegli odmianie,
Może by i my szaleli mospanie!
Bo któż dziś dobrze majątku używa?
Jeśli nie szumi, to w karty przegrywa;
A chociaż nędzarz od głodu umiera,
Któż na te jęki swój worek otwiera?
Lepiéj mieć mało, mierność cnoty cechą:
Można z pałaców śmiać się i pod strzechą.