Naprawco obyczajów, którego uwagi
Nierównej są u wszystkich i ceny i wagi!
Pojętne serca, smak w nich i słodycz znajdują,
Zepsute, obrzydliwość i wstręt jakiś czują.
Zostaw ich w téj gorączce, a miéj sprawę z tymi,
Którzy są przyjaciołmi i prawdy i twymi.
Niech cnota pożytkuje, niech się złość rodziera,
Z tegoż kwiatka miód pszczółka i pająk jad zbiera.
Lecz przystąpmy do rzeczy. — Radzisz, byśmy sławy
Prawidłem, wszystkie nasze wymierzali sprawy:
Pozwalam, z najmędrszymi w tém się zdaniu zgadzasz,
Lecz radbym wiedział, na czém tę sławę zasadzasz?
Każdy i najpodlejszy człowiek z tém się głosi,
Iz sławę kocha, iż ją nad życie przenosi;
Ale każdy ją w innéj maluje postaci;
Jeden jéj przez to szuka, przez co drugi traci.
Harpagon, który w pośród bogactw żyje w nędzy,
Zasadza ją na mnóztwie ukrytych pieniędzy,
I mniema, że tém większy szacunek posiędzie,
Im więcéj źle zebranych dochodów mieć będzie.
Marnotrawca przeciwne ma zdanie w téj mierze,
Bez nadziei oddania od każdego bierze;
Rozprasza majętności, i rozumie głupi,
Ze złotem pożyczaném sławy się dokupi.
Szumny junak zakłada onéj pozyskanie
Na mocnym fordymencie i grubym kaftanie;
A gdy krzesze żelazem brukowane drogi,
Mniema, iż promień sławy leci mu pod nogi.
Pijak kiedy zagrzeje łeb, bohater wielki,
Szuka sławy usilnie aż na dnie butelki;
I jakby heroizmu jakiego dokończył,
Chlubi się, że rzęsiste kielichy wysączył.
Dama przy gotowalni cały zaszczyt stawi,
Gdy wdzięków lub pożyczy, lub tylko przyprawi;
Zda się w tém upiększeniu gasić cuda świata,
A sława taka bardzo krótkie żyje lata.
Dumnomyślny postawę z twarzą górnie byczy,
A nawet ton mówienia z gestem pompatyczy,
Mniemając, że ma wziętość największą na ziemi
Gdy sam wzgardzon od wszystkich, pogardza wszystkiemi.
Uparty, w każdéj nawet sprawiedliwéj rzeczy,
Każdemu się przeciwi i wszystkiemu przeczy;
Choć czuje zdania swego próżność, nie odmieni,
A ten upór jak wielki rozum z sławą ceni.
Niewdzięczni, rodzaj ludzi najgorszy na świecie,
Sądzą, że przez to imię swe mają w zalecie,
Iz wdzięczności łaskawcom swym nie okazują,
A co drugim są winni, sobie przypisują.
Tersytes pokładając sławę w próżnéj chlubie,
Szuka dla siebie sławy w cudzéj sławy zgubie,
Mniemając, iż mu przez to przybędzie ozdoby.
Kiedy poczerni wszystkie społeczne osoby.
Prawnik na tém zasadza swą wziętość i sławę,
Gdy najniesprawiedliwszą chytrze wygra sprawę;
Rozumie, że go każdy musi za to chwalić,
Iż umie grzech obronić, niewinność obalić.
Mijam inne rodzaje i starców i młodzi,
Jednych mi się tknąć nie chce, a drugich nie godzi.
To mówię, że jak różnych gatunków są sprawy,
Tak różne są sposoby nabywania sławy.
Jeden cnoty stopniami jéj kresu dochodzi,
Drugiemu i występek częstokroć ją rodzi:
Rozbójnik wieś zrabował, na pal wbity ginie;
Aleksander świat złupił i wielkim ztąd słynie.
Bywa to, że uboga cnota w więzach stęka,
Wtenczas kiedy przed zbrodniem szczęśliwym świat klęka;
Występki nawet górnych ludzi są fraszkami,
Nieszczęśliwych i fraszki sądzim występkami.
Niech więc za życia żaden o sławie nie sądzi,
Ślepe szczęście żyjących ludzi sławą rządzi.
Zostawmy potomności: co u nas sekretem,
To ona sprawiedliwym ogłosi dekretem.