Dawniej prorocy przyszłość zgadywali przecie,
Dzisiaj nikt nie przepowie odmiany na świecie;
Jednak czy Twórcy mocą, czy dziełem natury,
Wszystko się przewróciło nogami do góry.
Nie śmiać się, chociaż się chce, nie płakać choć boli;
Zniesiono nieuważnie potomków Lojoli;
Na nieszczęście sąsiadów król nie jeden żyje;
Niemiec się za Anglików w Ameryce bije;
Dla mody, monarchowie po krajach się włóczą;
Francuzi codzień nowych systemów się uczą;
Polak cierpi i płaci; wzdęta wiatry Newa
Cofa się, i szkodliwie w miasto się rozlewa;
Horacyusza, major wojsk pruskich tłomaczy;
Dorant się już nie pyszni ani się junaczy;
Harpagon bale daje, paraduje, szumi,
I naszych elegantów bodaj nie zatłumi;
Tymanta chęć honorów i bogactw nie łechce;
Węgierski już nikomu prawdy mówić nie chce,
Już tylko na pochwały usta swe otwiera;
Tobie syn niespodzianie tak młodo umiera,
I kiedy w czułem sercu rodziców żal sieje,
Bierze z sobą do grobu narodu nadzieje.
Jeżeli śmiertelnikom wolno czynić wnioski,
Przyzwoitsze daleko nam, niż tobie troski;
To dziecię, pod roztropnym chowane dozorem,
Mogłoby się stać kiedy narodu honorem,
I dziedzicząc przymioty przez pomyślne spadki,
Wzięłoby rozum ojca, gust z wdziękami matki,
A widząc codzień w domu przykłady szczęśliwe,
Miałoby umysł stały i serce uczciwe.
Umarło, gdy mu takie los dary udziela,
Bo Polsce nie jest wolno mieć obywatela.