CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaStanisław Jachowicz

Stanisław Jachowicz · Romanticismo

Deszcz złoty (Jachowicz, 1916)

polaco

Skarżył się lud na biedę; źle mu się zdawało,

Że choć miał dosyć chleba, pieniędzy miał mało;

A niepokojąc Bóstwo prośbą natarczywą,

Uzyskał, iż go złotą skarało ulewą.

Jak grad na ziemię padały dukaty.

Z wzniosłych pałaców i ubogiej chaty,

Jaki taki zadyszany,

Leci zbierać czemprędzej ów dar pożądany.

Gdyby wtenczas filozof, co zna wartość złota,

Widział, jak ta się skrzętnie zwijała hołota;

Gdyby był na to patrzył obojętnem okiem,

Byłby się najśmieszniejszym ubawił widokiem.

Ten znosi ciężki kufer, ów beczkę pękatą,

Tamten nadstawia szaflik, ów urnę bogatą,

Jeden bieży z kobiercem, drugi z płachtą w ręku,

Ten się pieści połyskiem, ów powabem dźwięku.

Bogacz, co się nie schylił może całe życie,

Ową marność znikomą zgarnia pracowicie,

Od pracy nadzwyczajnej potu płyną strugi,

A łzy mu w oczach stoją, że zbiera i drugi.

Skąpiec radby z jednego zrobić trzy dukaty,

Nie wie już, gdzie je podziać, jeszcze nie bogaty:

Napchał w łataną kieszeń, ta mu się rozdziera,

Mniema, że wszystko stracił i z żalu umiera.

Widać było nędzarzy, co nie znali złota,

Zdumiewała ich postać, zdziwiała prostota;

Niejeden nie mógł pojąć, jak zapamiętali

W bezprzykładnym zapale te cacka zbierali.

Widać było i takich, co z pracy rąk żyli.

Nie śmieli tknąć tych skarbów, iż nie zarobili;

Ale co jeszcze bardziej uwagę zwracało,

Że takich nawet było tam niemało,

Co wprzód ganili zbytnie złota zbiory,

A potem sami napełniali wory.

Wszystko wtenczas ze zwykłych karbów wyboczyło,

Nikogo ni w świątyni, ni w domu nie było,

A choć niejeden dostał potężnie po głowie,

Choć niejeden utracił życie, albo zdrowie,

Wszystko to było niczem, blask złota nagrodził,

Utratę nawet ojca wyrodkom osłodził.

Lecz nie długo mniemana uciecha potrwała:

Ta ulewa obficie cały kraj zalała,

A że to był kraj ludom niedostępny innym,

Nie dzielili się z nikim darem dobroczynnym.

Wkrótce jednak powoli poznali to sami,

Że nie wszystko jest dobrem, co nas wdziękiem mami.

Mieli dosyć pieniędzy, lecz gdy kupić trzeba,

Nikt nie dał za dukata i kawałka chleba.

Każdy miał dość dukatów, a jednak żył w nędzy,

Wtenczas wartość prawdziwą poznano pieniędzy.

Nikt nie chciał być rolnikiem, pola zarastały,

Rękodzielnie zamknięto, młyny mleć przestały.

Praca zbrzydła każdemu, bo czuł złoto w worze,

Zdarły się dawne szaty, zjadło dawne zboże.

Niejeden z płaczem westchnął, umierając z głodu,

Że nie w złocie prawdziwa szczęśliwość narodu.

Sigue explorando

Por su autor
Stanisław Jachowicz · 254 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Dąb umierający (Jachowicz, 1916)Deszczyk (1915) →

Expediente

Autor
Stanisław Jachowicz
Título
Deszcz złoty (Jachowicz, 1916)
Lengua
polaco
Época
Romanticismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-deszcz-zoty-jachowicz-1916--stanisaw-jachowicz-170448
Cita recomendada
Stanisław Jachowicz, «Deszcz złoty (Jachowicz, 1916)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-deszcz-zoty-jachowicz-1916--stanisaw-jachowicz-170448.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.