Raz oto pierwszy ręce twoje
ujmuję w uścisk powitalny,
witaj monarcho.
Witaj mężu.
Miło mi twarz twą ujrzeć znowu
i znów do piersi mej przycisnąć
tę dłoń, — wczorajszy gościu miły.
Tak, to pragnieniem tylko było,
by jeszcze wczora zajść w te progi;
lecz mnie inaczej darzą Bogi.
Namioty Greków mię więziły
po czas aż Jutrznia weszła błysnąć.
Dziwna dłoń twoja jest w ujęciu.
Witając, chwytasz w pół tułowu
i skroń ku mojej chylisz twarzy...?
Gdy przyjaciela Bóg nadarzy,
to ojce moi we zwyczaju
tak go witają.
Czemuż wczora
z daleka tylko na kolana
padłeś przedemną, kryjąc lico — ?
Nie kryłem nigdy lica chustą
przed nikim, — jeno w świętym chramie.
Przywiodłem świętość waszą w miasto
i tam ostawiłem przy bramie,
gdzie lud się zebrał wesoły
i będzie strzegł ofiary;
by, jak było rzeczono,
ofiarą sojusz uświęcono.
Weź miejsce twoje znajome,
gdzieś z nami siedział wczora.
Ostaniemy tak w zadumie
do późnego gwiezdnego wieczora.
Niech nikt nie przerywa wrzawą,
ani okrzykiem
spokoju i ciszy, którą Bóg zseła.
Wskaż mi miejsce.
Wskazałem je wczora.
Cóż głos się twój załamał?
Czyżbyś ty kłamał?
Idę prawdą. Dla prawdy walczę.
Czemuż wy mnie podstępnie pytacie — ?
Czyż wy kłamiecie — ?
Zuchwalcze!
Jedyny ty mąż żywy
na którego nie porwię za nóż,
choć mnie twój język lży.
Mącisz nasz spokój — —
I wszystko, co mówisz ty
jest dziwne, — inaczej zgoła
wydałeś mi się wczora.
Cóż dziś obejście twoje i ruchy
szorstkiəszorstkie i niehamowne
i oczy takie błyszczące
niepokojem...?
O wasze życie!!
O kim, wy to, monarcho, mówicie?
Raz oto pierwszy dziś tu stoję
gościem wśród was.
Tę samą zbroję
miałeś na sobie wczora
i zapinki te same i szaty.
Te mi właśnie wczora ze mnie zdarto
i jako żebraka puszczono
przed namiot Agamemnona,
gdzie mnie jako waszego posła
i zakładnika ugoszczono.
A dziś rano, — Achajów straże
złodziei onych wychwytały,
którzy moje ukradli ubiory
i ubiory moje mnie zwrócono.
I otom jest w szatach moich przed wami.
Oszuście!!
Imajcie mieczów.
To nie on, co wczora był z nami.
Wszakże mamy w stajniach twoje konie
i wozy twoje złociste.
O potęgi światła, wiekuiste!
Wszakże konie me wczora skradziono
i to pewno z waszego rozkazu!
O królu! Tobie szedłem z pomocą
i ty na mnie wysłałeś zbrodniarzy,
którzy zdradą opadli mnie nocą,
mnie i dziewczę to o cudnej twarzy,
które zbójce porwali przemocą.
Więc ci zbójce, to wy, królowie — — ?!
To jawne! — Z Atrydą jest w zmowie!
Otoczcie go mieczami!
To nie on, co wczora był z nami!
Puszczaj! Puszczaj! Płomienie!!
Kasandry to zwodnicze wieszczenie.
Odjętą będzie od was wieki ręka Boża,
żeście się zbójeckiego jęli wszyscy noża.
Łamiecie mir! W świadectwo wzywam Boga wód.
Przeklęte wodze wy i naród wasz i lud.
Stawaj do walki!
Nie walczę z podłymi.
Służalcze ziemi, rzeź spraw nad świętymi.
Czas widzę zda się, byś zmilkł usieczony.
Siłą wieczystą ostanę pomszczony.
Stawaj do walki. Niech się spełni dola!
Ja z woli Bóstwa idę, gdzie mnie wola.
Rzuciłeś włócznię! — Więc zmierz się na miecze!
Grot!
Łuk Pozejdona! Ha, krew z rany ciesze!
Śmierć twoja była konieczna... człowiecze.
Myślałem, że ty Boży — i już drżałem w lęku,
jeźli moc Boża zjawi się w twym ręku.
Wiedz, że moc Boża jawi się w mej duszy,
Przekleństwo Boga ciało twoje skruszy.
Cokolwiek będzie, przyjmę mękę godnie.
Spełniłem dzieło. Wiem, że spełniam zbrodnie.
Zarzezać męże! — Niewiasty ocalić.
Śmierć królem naszym! Mordować, ciąć, palić!!!
Dzięki Odysie za usługi twoje.
Dziś oto jako pan Iljonu stoję.
Biorę w opiekę tych ludzi.
Spokojni,
przychodzim tutaj zwycięzcy. — Niech zbrojni
wszelką broń złożą. — Darzym was pokojem.
Przestać możecie na tem słowie mojem.
Orężne walki i zbójcza chuć syta.
Troja dziś twoja ogniami spowita.
Mocarzu-starcze. — — Życiem was obdarzę.
Niech choć tem słowem zdrady zbrodnię zmażę.
Zaiste wielkie słowa łatwo płyną. —
Ci na których nie patrzysz...
Tam za ciebie giną.
Których Bóg zechce, ocali lub zgnębi.
Mnie posłuszeństwo jesteście powinni.
Spryt wasz oceniam. — Ostańcie bezczynni.
Z wszelkich zdobyczy część wam się wyznaczy.
Lecz tu ja rządzę, — głos wasz nic nie znaczy.
Jesteśmy oto stado gołębi,
błagalnice u twoich kolan.
Twoja wola nas ocali lub zgnębi.
Oto patrzaj na nasze dziewice.
Wszystkie zabierz złote skarbnice,
ostaw życie, — niechaj z wami żyją!
Klęknij stary przed ich siłą....
Przed czyją —?