CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaStanisław Wyspiański

Stanisław Wyspiański · Modernismo

Achilleis — Scena XXV

polaco

Raz oto pierwszy ręce twoje

ujmuję w uścisk powitalny,

witaj monarcho.

Witaj mężu.

Miło mi twarz twą ujrzeć znowu

i znów do piersi mej przycisnąć

tę dłoń, — wczorajszy gościu miły.

Tak, to pragnieniem tylko było,

by jeszcze wczora zajść w te progi;

lecz mnie inaczej darzą Bogi.

Namioty Greków mię więziły

po czas aż Jutrznia weszła błysnąć.

Dziwna dłoń twoja jest w ujęciu.

Witając, chwytasz w pół tułowu

i skroń ku mojej chylisz twarzy...?

Gdy przyjaciela Bóg nadarzy,

to ojce moi we zwyczaju

tak go witają.

Czemuż wczora

z daleka tylko na kolana

padłeś przedemną, kryjąc lico — ?

Nie kryłem nigdy lica chustą

przed nikim, — jeno w świętym chramie.

Przywiodłem świętość waszą w miasto

i tam ostawiłem przy bramie,

gdzie lud się zebrał wesoły

i będzie strzegł ofiary;

by, jak było rzeczono,

ofiarą sojusz uświęcono.

Weź miejsce twoje znajome,

gdzieś z nami siedział wczora.

Ostaniemy tak w zadumie

do późnego gwiezdnego wieczora.

Niech nikt nie przerywa wrzawą,

ani okrzykiem

spokoju i ciszy, którą Bóg zseła.

Wskaż mi miejsce.

Wskazałem je wczora.

Cóż głos się twój załamał?

Czyżbyś ty kłamał?

Idę prawdą. Dla prawdy walczę.

Czemuż wy mnie podstępnie pytacie — ?

Czyż wy kłamiecie — ?

Zuchwalcze!

Jedyny ty mąż żywy

na którego nie porwię za nóż,

choć mnie twój język lży.

Mącisz nasz spokój — —

I wszystko, co mówisz ty

jest dziwne, — inaczej zgoła

wydałeś mi się wczora.

Cóż dziś obejście twoje i ruchy

szorstkiəszorstkie i niehamowne

i oczy takie błyszczące

niepokojem...?

O wasze życie!!

O kim, wy to, monarcho, mówicie?

Raz oto pierwszy dziś tu stoję

gościem wśród was.

Tę samą zbroję

miałeś na sobie wczora

i zapinki te same i szaty.

Te mi właśnie wczora ze mnie zdarto

i jako żebraka puszczono

przed namiot Agamemnona,

gdzie mnie jako waszego posła

i zakładnika ugoszczono.

A dziś rano, — Achajów straże

złodziei onych wychwytały,

którzy moje ukradli ubiory

i ubiory moje mnie zwrócono.

I otom jest w szatach moich przed wami.

Oszuście!!

Imajcie mieczów.

To nie on, co wczora był z nami.

Wszakże mamy w stajniach twoje konie

i wozy twoje złociste.

O potęgi światła, wiekuiste!

Wszakże konie me wczora skradziono

i to pewno z waszego rozkazu!

O królu! Tobie szedłem z pomocą

i ty na mnie wysłałeś zbrodniarzy,

którzy zdradą opadli mnie nocą,

mnie i dziewczę to o cudnej twarzy,

które zbójce porwali przemocą.

Więc ci zbójce, to wy, królowie — — ?!

To jawne! — Z Atrydą jest w zmowie!

Otoczcie go mieczami!

To nie on, co wczora był z nami!

Puszczaj! Puszczaj! Płomienie!!

Kasandry to zwodnicze wieszczenie.

Odjętą będzie od was wieki ręka Boża,

żeście się zbójeckiego jęli wszyscy noża.

Łamiecie mir! W świadectwo wzywam Boga wód.

Przeklęte wodze wy i naród wasz i lud.

Stawaj do walki!

Nie walczę z podłymi.

Służalcze ziemi, rzeź spraw nad świętymi.

Czas widzę zda się, byś zmilkł usieczony.

Siłą wieczystą ostanę pomszczony.

Stawaj do walki. Niech się spełni dola!

Ja z woli Bóstwa idę, gdzie mnie wola.

Rzuciłeś włócznię! — Więc zmierz się na miecze!

Grot!

Łuk Pozejdona! Ha, krew z rany ciesze!

Śmierć twoja była konieczna... człowiecze.

Myślałem, że ty Boży — i już drżałem w lęku,

jeźli moc Boża zjawi się w twym ręku.

Wiedz, że moc Boża jawi się w mej duszy,

Przekleństwo Boga ciało twoje skruszy.

Cokolwiek będzie, przyjmę mękę godnie.

Spełniłem dzieło. Wiem, że spełniam zbrodnie.

Zarzezać męże! — Niewiasty ocalić.

Śmierć królem naszym! Mordować, ciąć, palić!!!

Dzięki Odysie za usługi twoje.

Dziś oto jako pan Iljonu stoję.

Biorę w opiekę tych ludzi.

Spokojni,

przychodzim tutaj zwycięzcy. — Niech zbrojni

wszelką broń złożą. — Darzym was pokojem.

Przestać możecie na tem słowie mojem.

Orężne walki i zbójcza chuć syta.

Troja dziś twoja ogniami spowita.

Mocarzu-starcze. — — Życiem was obdarzę.

Niech choć tem słowem zdrady zbrodnię zmażę.

Zaiste wielkie słowa łatwo płyną. —

Ci na których nie patrzysz...

Tam za ciebie giną.

Których Bóg zechce, ocali lub zgnębi.

Mnie posłuszeństwo jesteście powinni.

Spryt wasz oceniam. — Ostańcie bezczynni.

Z wszelkich zdobyczy część wam się wyznaczy.

Lecz tu ja rządzę, — głos wasz nic nie znaczy.

Jesteśmy oto stado gołębi,

błagalnice u twoich kolan.

Twoja wola nas ocali lub zgnębi.

Oto patrzaj na nasze dziewice.

Wszystkie zabierz złote skarbnice,

ostaw życie, — niechaj z wami żyją!

Klęknij stary przed ich siłą....

Przed czyją —?

Sigue explorando

Por su autor
Stanisław Wyspiański · 91 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Achilleis — Scena XVIIIAchilleis — Scena XXVI →

Expediente

Autor
Stanisław Wyspiański
Título
Achilleis — Scena XXV
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-achilleis-scena-xxv--stanisaw-wyspianski-dc4a17
Cita recomendada
Stanisław Wyspiański, «Achilleis — Scena XXV», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-achilleis-scena-xxv--stanisaw-wyspianski-dc4a17.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.