Przynosisz pokój. — Gardzę twoim mirem!
Nie! W twarz tę gałąź chciałem rzucić tobie.
Wiesz-li kto jestem?
Wiem, idziesz z Iljonu,
nadziałeś zbroję, gotuj się do boju.
Twoi w obozie głoszą dzień pokoju.
Czyli uznajesz mir ten z Atrydami?
Kimkolwiek jesteś, przybyłeś z łotrami.
Z tych idziesz grona, których nienawidzę.
Wiedz: jak ty równie, nienawiść mam dla nich,
Ale są moi i mścić chcę się za nich.
Wiedz: równy tobie jestem w mojej woli;
walczę w obronie sprawców mej niedoli.
Widzę, że działasz przeciw tym, co w grodzie,
gdy inni wszystko sposobią ku zgodzie.
Widzę, żeś wybiegł przeciw samowolny;
w tej zbroi, którą jeno Achill dźwignie.
Sądzisz, żem zbroi udźwignąć nie zdolny.
Zabij mnie, jeźli żądasz, bym zszedł z drogi.
Poznać cię muszę wpierw, czyli nie kłamiesz,
ty co Achilla bierzesz na się postać.
Więc strąć twym mieczem kask, gdy chcesz mnie dostać.
Kask zejmij! — Patrzaj, — oto kask zejmuję.
Hektor!!
O biada ci, gdy zgonu chwila
drugiego każe lękać się Achilla.
Kłamiesz twą postać — i śmierć będzie karą,
żeś śmiał me oczy Pelidą zatrwożyć.
Zadrżałeś! — Możesz mnie zabić, gdy wola;
lecz strzeż się wtedy pojrzeć w twarz Pelidzie.
Kłamca! — Rumienić się będzie we wstydzie,
żeś się zasłaniał chłopcze jego tarczą.
Strzeż się, Hektorze, bo ten za mną idzie,
którego moce mocy twojej starczą.
Więc w proch, chłopaku! Gniesz się pod ciężarem.
Dzień mój ostatni tobie śmierć zwiastuje.
Szedłem tu do cię z Achillesa darem,
z gałęzią miru dla ciebie jedynie
i oto tak to poselstwo sprawuję,
byś mężem woli uznał mnie w mym czynie.