1. O nie płacz dziecię rycerzu.
Cóż tobie jedna kochanka?
Zdobędziesz inną żołnierzu,
inna przytuli cię branka.
2. Najdzie cię inna kochanka,
dobędziesz inną żołnierzu,
inna przytuli cię branka, —
o nie płacz dziecię rycerzu.
O matko, idziesz strojna w wód dziwne obsłony.
O matko, jak okrutnie jestem poniżony.
Zwiastujęć synu tobie dnie twoje najbliższe.
Będziesz sławą wyniesion nad męże najwyższe.
Słowom twoim wierzyłem zawdy, matko miła.
W bolu twoim najwyższa dla cię syna siła.
Nie uwodzisz mnie chyba zwodną obietnicą?
O dziecię, daj mi dłonie twe i przytul lico
ku moim piersiom.
Bogini srebrzysta...
Synu Peleusa, sława twoja wiekuista.
Więc przez miecz będę sławny?
Nadejdzie godzina,
gdy miecz się stanie żagwią w ręku mego syna.
Więc przez miecz będę sławny, gdy w gniewie zwyciężę?
Najpierwszy z mężów Trojej pod ciosem twym lęże
Ja mam zabić Hektora?! Nigdy!
Przez cię zginie.
Ciebie jeno się lękać będzie w swoim czynie.
Co mówisz? W jakim czynie Hektor mnie się strwoży?
Gdy najmilszego z ludzi twych trupem położy.
Kogo?
Gdzie twój druh?
Czyli poszedł poić konie?
Czyli źrebce paść na błonie?
Czyli bawi się z dziewczyną?
Czegóż się lękam?
Przyjaźni dotrzymaj.
Precz przeklęte widziadło! Zmora!
Za miecz imaj!
Zabrał mi moją zbroję i miecz! —
Mścij się synu!!
O matko, jakąż zemstą wołasz mnie do czynu?!
Jako mgła się rozwiała. — Myśl to jeno moja.
Wybiegnę. Tam z daleka zalśni jego zbroja.
Konie same wracają, — pobiegły do żłobu.
.......Któż się w bolu wije?
Padł, przybiegł z wieścią, — —
Włady,.... Patroklos nie żyje.
Spadł? Konie go poniosły?
Nie. — Zabit. — Powleczon.
Kto go powlókł?
Tam leży, we krwi w szczerem polu.
Pędziłem całą siłą, — bo Hektor mnie goni,
Hektor, który go zabił.
Do broni! do broni!!!
— Kto jest przy nim?
Przy trupie nie było nikogo.
Nikt koło nas nie walczył, patrzono z oddali.
Nikt nie bieżał z pomocą.
O nędzni i mali.
Myślano, że to jestem ja w tej mojej zbroi.
Myśleli, że ty giniesz, przyjaciele twoi.
Podli! — Coprędzej zawróć. — Pij tu z tego kruża.
Odzyskasz moc.
Przeprzążcie konie!
Jakowyś mrok przesłania nadrzeczne wybrzeża.
To Apollon, niechętny nam, Hektora strzeże
i okrywa go chmurą.
Rozegnam te chmury.
Krwią Hektora opluję Ilijońskie mury,
Trzymaj lejce. — Tarcz dajcie. Podajcie dziryty.
I lecieć za mną pędem, łup będzie obfity.
Czego chcesz?
Wieść przynoszę.
Już wprzódy przed wami
nieszczęścia wieść czarnemi przybiegła skrzydłami.
Precz.
Ajas odbił ciało i przegnał zwycięzcę.
Niech Ajas weźmie zbroję. — Leć z wieścią o klęsce!
Ja Hektora zabiję! — Ziem Trojej zaorzę!!
Zamorduję!!! Hektorze, Hektorze, Hektorze!!!