CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaStanisław Wyspiański

Stanisław Wyspiański · Modernismo

Achilleis — Scena IV

polaco

Przez to ciebie lubiłam, żeś ty miał mnie za co

i zrozumiał, że jestem sierota

i że ten człowiek, gdy mnie wziął ku sobie

a mnie czekała zbrodnia i sromota;

to życie moje dziś zawdzięczam tobie, —

żeś moje piosnki śpiewał przed Pelidą,

aż litość jego serce skruszyła

i miłością ku mnie zniewoliła.

miałam ci ja dwór i dom,

byłam jedną z siedmiu cór,

króle o mnie wiedli spór....

Patrzysz, czy po mnie idą?

Jeśli mnie przyjdą wziąć i on pozwoli,

nóż ten położy koniec mej niewoli.

Ty się chcesz zabić?

Nie mówiłam tego.

Cóżeś się odgrażała?

Zabiję tamtego.

To pomyśl o tem, by nóż nie był tępy.

Dzieciaku.

Jak cię goźdźmi wywleką na puszczę

będą miały biesiadę z ciała twego sępy.

Wyjdę pojrzeć, czy idą...?

Czekaj tu.

Pies, — zginie!

Nie nudź mię!

Daj mi pokój.

Odejdź precz, — pieścidło.

Już mi ujęcie ramion twych obrzydło.

Pójdziesz innym w uciechę.

Nie kłam!

Milcz!

Rozumiem.

Umiałam kochać i pomścić się umiem.

Mścij się, — niewolną jesteś, — dzisiaj cię oddaję.

Pójdziesz precz, coś więziła mnie czarów urokiem.

Nie pójdę ani krokiem ztąd, nie pójdę krokiem.

Wypędzam cię, — służebni ciebie odprowadzą.

Czy to o mnie królowie na sejmie tym radzą?

Zostaw mnie moje myśli, — caleś mną odwładła.

Teraz widzę, jak wszystko wiesz języku składny

i jak dobrze, że ciebie biorą.

Czy on ładny?

Pójdę. — Jutro obaczysz kto jestem, ktom była;

czylim ja go przyjęła, czylim pogardziła?

Co? Ty byś pogardziła? Marna niewolnica.

Kochanka Achillesa! Wstyd bije mi w lica.

Jabym miała pójść w łoże z innym?

Ruszaj sobie.

Oto wiedz, że ja miłość ślubowałam tobie.

I że jeśli się waży król mnie wlec do łoża,

zamorduję.

Już idą.

Zapominasz noża.

O najmożniejszy królu świata, o człowieku,

któryś godzien królować królom...

Psie, co szczekasz?

O łaj mnie; krzycz, co zechcesz, ty podobny Bogu;

jeno mnie tu od stopy twojej precz iść nie karz.

Wynoś się.

Czy ty chłopcze umiesz to ocenić,

że to jest człowiek wielki?

Myśl tę samą miałem,

jak ty. Już dawno precz ztąd płynąć chciałem.

Bo co za zysk? Nie dla mnie bojowe te harce.

I cóż miał naród zyskać na tej gospodarce

kilku tyranów?

Wyrzuć tego szpiega.

Mówię to, że Atrydzi są łotrzy, bezczelni oszuści.

Powtórzę to, — lecz jeno niech młokos mię puści.

Powtórzę to, coś mówił, synowi Pryama:

Hektorowi...

To jako?

Otworzy się brama

dla mnie, tam gdzie zamknione dla Atrydów zwory.

Wiem, że Pryam wysłuchać wieści będzie skory,

gdy go ujrzę tej nocy...

Precz stąd niewolniku.

Krzyczysz, wielki Pelido? — Poprzestań na krzyku.

Idę. Zews mnie prowadzi. Myśl miałem tę samą.

Wrócisz, — jak psa cię każę powiesić pod bramą.

Byłeś niczem, dziewką byłeś. Tyle byłeś wart, co dziewka rozrośnięta i głupia.

Byłeś niczem i dopiero ja wywiodłem cię z domostwa niewoli głupoty i nieświadomości. Przybyłeś tutaj z nami.

Możesz być i nadal niczem i nie będę się silił, żeby cię dźwigać co parę staj drogi w górę i pchać, jak ciężki głaz nieociosany.

Trudził się nie będę tobą i twojemi myślami. Borykaj się z myślą sam i truj. Większa to dla takich głów zaraza, niźli ta Apollinowymi grotami przy gnanaprzygnana. Z tej się nie dźwigniesz. A jeno kiedyś, gdy cię szaleństwo obejmie, śmiech mój posłyszysz.

Przy mnie tylko i ze mną i przezemnie być możeszmożesz. Odchodzę. — Teraz rozumiem, że takim jak ty, wyczytać można z oblicza ich przeznaczenie.

Zobacz, czy odszedł?

Cóż on cię obchodzi?

To jest ten człowiek, z którego oblicza

fałsz czytam zawdy, ilekroć fałsz knuje.

Ale to człowiek jest, co patrzy w duszę

i wzlot mój każdy jasno przewiduje.

Moja się dusza tak przed nim kształtuje.

Więc on potrzebny jest do mego lotu.

Rozumem idąc, daremno się trudzi.

Wzgardę zdobędzie u Bogów i ludzi.

Kiedyś się ocknie, żeby mnie wspominać.

Będzie już późno, by żywot zaczynać.

Podaj orfejkę.

Nie. Dźwięk strón mię drażni.

Tylu już ludzi zwodziło mię co dnia.

Twojej jedynej chcę ufać przyjaźni.

Gdy się przed tobą palę jak pochodnia,

czyli ty dziecko płomień ten rozumiesz,

czyli ty czujesz żar i poznać umiesz?

Od ciebie się nauczyłem wiązać zbroje.

Od ciebie się nauczyłem wodzić konie.

Od ciebie się uczyłem bełt rzucać.

Od ciebie się uczyłem imać tarczy.

Tyś pouczał, jak kierować wędzidło.

Tyś rękę ze strónami zapoznał.

Tyś me usta otworzył do śpiewu.

Ty mi dałeś dziewczynę i męstwo,

tyś się cieszył na pierwsze zwycięstwo.

Twoją sławą i prawdą twą żyję,

więc mi za nic są prawdy niczyje.

Oni może będą tobie mówić,

żebyś śledził me kroki i myśli.

Będą może chcieli z ciebie dobyć,

co zamierzam uczynić, gdzie dążę?

Bo, skoro wiedzą, że przyjaźń nas wiąże,

będą chcieli te węzły rozerwać,

bym ja sam był i ostał samotny,

żebym nigdzie nie dobył się serca

i bym uznał mój los za sromotny,

ja, tylu mężów morderca,

ja, mocarz Atrydów najemny,

którym przejrzał dziś, — raz pierwszy poczuł,

że szczuto mnie, jak psa;

że mordowani przezemnie — niewinni

i że w tych czynach szlachetni — — bezczynni.

Sigue explorando

Por su autor
Stanisław Wyspiański · 91 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Achilleis — Scena IIAchilleis — Scena VI →

Expediente

Autor
Stanisław Wyspiański
Título
Achilleis — Scena IV
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-achilleis-scena-iv--stanisaw-wyspianski-948bb1
Cita recomendada
Stanisław Wyspiański, «Achilleis — Scena IV», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-achilleis-scena-iv--stanisaw-wyspianski-948bb1.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.