CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMikołaj Rej

Mikołaj Rej · Renacimiento

Żywot Józefa — VI

polaco

VI.
Tu już, gdy Józef był przełożon pirwszy po
królu, ociec jego Jakób w onym głodzie nic
o nim nie wiedząc, wyprawuje syny do Egiptu
po zboże, i jaką tam dziwną sprawę mieli nie
poznawszy go, to będzie

ROZPRAWA SZÓSTA

ROZMÓWCE:
JAKÓB — JUDAS — RUBEN — JÓZEF

JAKÓB mówi do synów:
Ach, me namilejsze dzieci,
cóż się to wżdy dzieje?
Jużechmy o swoim panu
4570takież złej nadzieje!...
Dziwnie już jakoś nad nami
podniósł swoję rękę,
Azażem ja już przez ten czas
przetrwał jednę mękę?
4575Straciłem miłego syna
(każdy z was wie) marnie,
A teraz się zasie znowu
wszytko złe k nam garnie.
Szpetne to nowiny u nas
4580już po stronach słychać:
Poczęli snadź z wielkich głodów
wiele ludzi zdychać.
Że u nas już sami znacie
wielki niedostatek,
4585A snadźby wczas lepiej ważyć
na to wszytek statek;
Bo co wiedzieć rychłoli Bóg
uśmierzy swą srogość,
A lepiej wczas, niźli zboża
4590przyda w wielką drogość.
Słyszę, iże gdzieś w Egipcie
zboża barzo wiele;
Proszę, abyście się tego
pilnie dowiedzieli.
4595Nabierzcież wołów i osłów,
nabierzcież pieniędzy,
Bo snadź lepiej wszytko stracić
niż pozdychać w nędzy.
Jedżcież wszytcy, a ja już was
4600tam poruczam Bogu,
A nie dajcie nam na starość
pozdychać od głodu.

SYNOWIE żegnają Jakóba do Egiptu jadąc:
Dobrze mówisz, panie ojcze,
4605a i mych my radzi,
Bo więc o każdej przygodzie
wczas myślić nie wadzi.
Poruczamy cię tu Bogu
a my już idziemy,
4610Co nam tam szczęście przyniesie
i sami nie wiemy.

RUBEN idąc w drogę ujrzał miasto Egipt:
Owoż ci już podobno to
Egipt miasto widać...
4615Jakoś teszno kto nie przywykł
w cudzych stronach bywać,
A zaż my tu w tej krainie
z kim się namniej znamy?
A zaż kogo by nam pomógł
4620namniejszego mamy?
Pódźmy przedsię naglądając
chociaj tak sprzełają,
Wżdyć się kogo dociśniemy,
co zboże przedają.

4625JUDAS już w mieście ujrzawszy Józefa w
wielkiej wielmożności, acz go nie znał, źle sobie
tuszy o odprawie:
Bracia, już ja dobrze widzę,
trudna nam tu sprawa,
4630A z tym tak poważnym panem
dziwna nam rozprawa,
Co to tem królewskim zbożym
jako chce szafuje,
Bo widzę, iż po swej myśli
4635wszytkim rozkazuje.
Widzę, że jest w tym królestwie
jako sam król wzięty,
Widzę, iż też ledwie mówi
czasem i z książęty...
4640A jakoż my, cudzoziemcy,
docisnąć się mamy?
Zwłaszcza, kto by nam w tem pomógł,
nikogo nie mamy;
A do niego trudny przystęp
4645w takim majestacie...
A z nas żądny w tym nie bywał,
sami dobrze znacie.

RUBEN przedsię radzi iść, upadszy na kolana
ku Józefowi:
4650Wżdyć już lepiej, gdychmy zaszli,
iż się pokusimy,
A co nam szczęście przyniesie
to przyjąć musimy.
Zabieżmy mu gdzie na drogę,
4655padńmyż na kolana,
Bywać więc i w zacnych ludziech,
gdy Bóg chce, odmiana.
A snadź go k nam jako szczęście
łaskawie nawróci,
4660A tej jego wielmożności
jako w nim ukróci.

JUDAS z bracią padwszy na kolana ku Józefowi:
Zdarz Bóg, miłościwy panie,
dziś szczęsny czas tobie!..
4665Prosimy pokornie mało
daj przemówić k sobie;
Bo jestechmy cudzoziemcy
z dalekiej krainy,
A nie mamy, aby nam był
4670sprawił to kto iny.
Prosiemy pokornie, panie,
każ nam zboża przedać,
A nie daj nam z nędznym ojcem
od głodu pozdychać.
4675A co mamy już bychmy snadź
radzi wszytko dali,
Abychmy go jeszcze żywo
z drugiemi zastali.

JÓZEF usłyszawszy podobieństwo języka
4680żydowskiego zastanowił się i pyta ich:
Zkądeście to? dziwne słowa
jakieś w sobie macie,
A jakoby na żydowski
język zatrącacie;
4685Bowiem mi to wyrozumieć
jakoś snadnie przyszło,
Iż więc też czasem czytam
to żydowskie pismo.

HUBEN powiada o swym narodzie i krainie:
4690Jestechmy, nasz miły panie,
z żydowskiego kraju,
A z ziemie barzo obfitej,
nie inak by z raju.
Ale teraz u nas na wszem
4695wielki niedostatek,
Wie-ż to Pan Bóg, nie zginieli
nas i ten ostatek.
I tak się nas snadź nie wiele
już po światu warta,
4700Niewiem by nas już została
ledwie i cześć czwarta:
Jedni morem, drudzy walką
zeszli, aż źle słychać,
A drudzy już z wielkich głodów
4705snadź poczęli zdychać:
A cóż sobie pomożemy
iż będziem narzekać?
Jestli że się nami Pan Bóg
nie raczy opiekać...

4710JÓZEF pyta, którego są stanu:
Któregoście stanu ludzie.
kupcy czy ślachcicy?
A z jednego społu kraju
tuście wyszli wszytcy.
4715Czyliście się z różnych krain
pospołu zebrali,
Kiedyście się w nasze strony
tu jechać udali?

BRACIA powiadają, iż są wszytko rodzeni:
4720Jako nas tu, panie, widzisz
wszytkochmy rodzeni,
Chociaj jedon od drugiego
twarzą trochę mieni.
Ojcachmy swego starego
4725doma odjechali,
Daj Boże, bychmy go jedno
tam żywo zastali!..
Bo już ten był na tym świecie
nie w jednej przygodzie,
4730Teraz wie Bóg, co z nim będzie
tam w tym srogim głodzie.

JÓZEF pyta, jako zwano ojca ich:
A jako waszego ojca
tam w tej ziemi zwano?
4735Albo jestli mu urzędy
jakie było dano?

JUDAS powiada dowodnie o ojcu:
Nie był żadnym urzędnikiem,
był wolnym człowiekiem,
4740Bo się barzo ten cnotliwie
opiekał swym wiekiem:
Nie chciał się ten iście nigdy
w świeckich sprawach parać,
Wżdy jednak dziwnie pan Bóg
4745przed się raczył karać,
Jakób jego własne imię
tak nazwane było.
Dziwnie zawżdy na tym świecie
szczęście go trapiło,
4750Na żonach też i na dzieciach
co marnie ginęli...
A bodaj już ty złe czasy
wżdy kiedy minęły!
Rachel, tu poślednia żona,
4755przy synu umarła,
Co się to pośledź urodził —
ten jam zbawił garła.
Drugiego, co się w nim kochał,
to mu zwierzę zjadło,
4760A dobrze mu się z żałości
serce nie rozpadło!...
I dziś i tak snadź do śmierci
póki jest w żywocie,
Nigdy po nim bez frasunku
4765a zawżdy w kłopocie.
A drudzy mu też pomarli,
któremu przyszedł czas,
Tam ten przy nim został mały,
tu jechało sześć nas.
4770I to jestliże ta nędza
nas rychło nie minie,
A snadź mu i ten ostatek
nas marnie poginie...

JÓZEF zrozumiał, iż to bracia, i łzy mu się
4775z oczu rzuciły i mówi:
Aż mi się łzy rzuciły,
acz mi nic do tego,
Bo przysłuszy żałować
upadku każdego.
4780A cóż macie narzekać
chociaj się tak stało,
Atoli was wżdy jeszcze
zostało nie mało.
Tego, co zwierzę zjadło,
4785ten wżdy marnie zginął,
A cóż, gdy był czas przyszedł,
ten go krys nie minął,
A zwłaszcza, iż się to w nim
ociec nędzny kochał.
4790Co wżdy było za dziecię?
jakoż go był przezwał?

RUBEN powiada, jako Józef zginął:
Józef mu było imię,
dziecię na wszem godne,
4795Urodą i rozumem
nad zwyczaj osobne.
Mychmy byli na polu
z owcami, z wielbłądy,
Kiedy się nam trefiły
4800ty nieszczęsne błędy.
Posłał ji ociec do nas
na pole samego,
Tamże nam marnie zginął —
żal się Boże tego!

4805JÓZEF szydzi z nich:
Albo też gdzie zabiegło,
albo też kto mógł wziąć,
Jestli się obłądziwszy
mogło czego lęknąć...
4810Boć dziwne tu na świecie
bywają przygody,
A bez wieści na ludzi
przypadają szkody.

JUDAS pewnie powiada, iż Józef zginął:
4815Ciężkieć jego zbłądzenie...
wszędychmy szukali,
Ażechmy potem tego
już prawie doznali;
Naleźlichmy to miestce
4820i suknią skrwawioną,
A o nim ani znaku,
nigdziej żadną stroną!..

JÓZEF żałuje tej przygody, a po chwili im przyść
każe do siebie:
4825Gdyż już tak pewnie wiecie,
toć szpetna przygoda;
Ale wszytko musimy
cirpieć, co od Boga.
A że mi i samemu
4830żal tego dziecięcia,
Bo to szpetna przygoda
zginąć od zwierzęcia.
Nu, już teraz idźcie precz...
po chwili przydziecie,
4835A tam mię na pałacu
wieczór zastaniecie.

RUBEN powiada, iż się trudno docisnąć:
Ale, nasz miły panie,
snadź nas tam nie puszczą,
4840Bo się trudno docisnąć:
przed tak wielką tłuszczą.
A my tu niebożątka
jako błędne owce,
Musimy ustępować,
4845bo nas popchnie kto chce.

JÓZEF powiada, iż im je każe puścić:
Oto was moi słudzy
już więc ci poznają,
A kiedy im rozkażę,
4850tedy tam puszczają.
Ja was każę odprawić,
kiedyście z daleka,
Bo zawżdy baczyć trzeba
każdego człowieka.

4855JÓZEF odszedszy na stronę, dziwując się a
płacząc, sam w sobie mówi:
Ach, wszechmogący panie,
któż to kiedy zgadnie,
Jako dziwnie we wszytko,
4860gdy chcesz, trefisz snadnie!..
Co się mnie teraz dziwnie
nie chcąc przytrefiło,
O czym me serce nigdy
snadź tak nie myśliło:
4865Toć się ono proroctwo
teraz wypełniło,
Co mnie od miłej matki
powiedano było,
Gdy mi o onych snopkoch
4870sen mój wykładała!..
Wszytko co tu czas przyniósł,
jawnie powiedała:
Iż mi się bracia moi
wszytcy kłaniać mają...
4875Otóż już k temu przyszło,
chociaj mnię nie znają.
Żałościweż me serce,
kiedy patrzę na to,
Ale tobie mój panie
4880cześć i chwała za to!..
Nie mnie ku czci, lecz wiecznie
imieniu twojemu,
Że się wszytko stać musi
co się widzi jemu.
4885Ach, moje miłe serce,
toćeś rozdwojono
A rozlicznych przysmaków
teraz napojono!
Radość społu z żałością
4890wszytko się zmieniło;
Zaż ja teraz kłopotu
w swej głowie mam mało?
Matka miła umarła,
ociec, słyszę, iż żyw,
4895A iż w wielkim kłopocie,
z tegom jest żałościw.
Ach, mój ojcze jedyny,
nie wiesz, co się dzieje,
Lecz, dalibóg, w krótki czas
4900serceć się rozśmieje.
Bom ja nędznik nie myślił
o jego żywocie,
A on i teraz po mnię
jest w wielkim kłopocie.
4905Oczu wściągnąć nie mogę,
aby nie płakały,
Co wspomione ty rzeczy
co się teraz stały,
O którychem nie myślił
4910iście dziś i wczora...
A wszak mi z wielkich dziwów
głowa jakoś chora.
Cóż mam czynić? — jeszcze im
o sobie nie powiem,
4915Aż się prawie wszytkiego
jeszcze pewniej dowiem.
Poślę je teraz z żytem
co rychlej w tej nędzy.
Nasypawszy im wory
4920nakładę pieniędzy.
Aby z samą pieczęcią
do ojca donieśli,
A tu młodszego brata
do mnie go przynieśli.
4925Bo snadź miłego ojca
tak tu rychlej zwabię,
Iż słyszę, iż miłuje
to tam liche żabię.
I sam z niego pociechę
4930będę nie małą miał,
Bo mi ten nic nie winien
też mi nań nic nie żal.
A z tymi nieboraki,
już co Pan Bóg raczy
4935Niechaj się z nimi dzieje,
bo ten wszytko baczy.
Acz widzę, iż po części
już ich jakoś teszno,
Choć jeszcze nic nie wiedzą,
4940przedsię im nie śmieszno.
Bo serce pewny prorok
a nigdy nie myli,
Każdemu co winszuje,
da znać w krótkiej chwili.

4945RUBEN idąc z tej rozprawy mówi ku braciej:
I baczyliżeście wżdy
co się owo toczy?
Ów pan odszedszy od nas
iż ucierał oczy...
4950A pilnie jakoś pytał
o naszej krainie!..
Strzeż Boże, snadź nas jaka
przygoda nie minie!
Musiał iście o niej coś
4955słyszeć nie dobrego,
Bo było znać z rozmowy
i z postawy jego.
Alboć ją kto zwojował
albo wziął w niewolą...
4960Wszak mię już i samego
oczy z troski bolą.

JUDAS się też dziwuje, iż widział, iż się łzy
miotały z oczu Józefowi, gdy z niemi mówił
Bóg wie, żem i ja widział,
4965gdychmy z nim mówili.
Iż mu się łzy kilkokroć
wnet z oczu rzuciły:
Gdychmy ma wyliczali,
naród ojca swego,
4970Barzo mu było miło
jakoś słuchać tego.
Alboć mu ociec umarł,
alboć też bracią miał,
Gdy na nas społu patrzał
4975a snadź je wspominał.
Jestli mu też pomarli,
albo poginęli,
Tedy mu wspominając
tak ty łzy płynęły.
4980Ale to nie nasza rzecz
a co nam do tego,
Pódźmy przedsię dla swych spraw
co rychlej do niego;
Boć go wżdy jakoś Pan Bóg
4985k nam z łaską obraca,
A prawie nam tych naszych
kłopotów ukraca.

Sigue explorando

Por su autor
Mikołaj Rej · 12 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Żywot Józefa — IIIb

Expediente

Autor
Mikołaj Rej
Título
Żywot Józefa — VI
Lengua
polaco
Época
Renacimiento
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-zywot-jozefa-vi--mikoaj-rej-16f2dc
Cita recomendada
Mikołaj Rej, «Żywot Józefa — VI», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-zywot-jozefa-vi--mikoaj-rej-16f2dc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.