Patrz no, czym się nie odmienił?
Dziśem się przez sen ożenił.
Ach! bracie, jaka wygoda,
W pierwszych nocach, żona młoda!
Pomyśl sobie tylko proszę,
Jakie mogą być rozkosze?
Aż mi jeszcze idzie ślina;
W piętnastu leciech dziewczyna,
Na twarzy z różą lilija,
Gębusia à la Davia.
Oczy duże, żywe, czarne,
Miłe, lubieżne, figlarne;
Usta świeże, ząbki czyste,
Piersi twarde i toczyste;
Rączki pulchne, nóżka mała,
Wszędzie równa piękność ciała.
Patrz, wnetem się jéj uchwycił,
I pókim się nie nasycił,
Starałem się robić dziwy,
Nigdy syty, zawsze chciwy.
Osobliwszą jakąś mocą,
Dzień był u mnie nawet nocą,
A choć w najdłuższéj ciemnocie,
Nie zbywało na ochocie.
Lecz z czasem ustały siły,
Te igraszki się sprzykrzyły.
Żona była jeszcze młoda,
W samym kwiecie jéj uroda:
Tłum się gachów o nią kręci
Gdy ja nie mam do niéj chęci.
Odpowiem, rzekłem, przed Bogiem,
Jeśli ją puszczę odłogiem,
I przez jakieś sentymenta
Dam zakopać jéj talenta.
Nie jestem z siebie bogaty,
Będzie mi czynić intraty;
Nikt ubóztwem nie utyje,
Każdy z tego co ma żyje.
A skorom się zbył zazdrości,
Aż wnet u mnie suto gości;
Przybywali w dom mój rożni,
Goli, fircyki i możni.
Żona z każdym była grzecznie,
Starzy wzdychali serdecznie,
Fircyki mi się chlubili,
A bogaci zaś płacili.
Sprzyjało szczęście łaskawe,
Miałem dusie i zabawę:
Ani mi mieszały szyków
Żarty drwiarzów, złość języków.
Zawszem na to mówił: — Przecie
Trzeba coś znaczyć na świecie.
Ach! jak błądzą lata młode!
Do czasu dzban nosi wodę,
Z tym czasem wszystko ustawa.
Przyszła ospa niełaskawa,
Groźnéj jéj zlękły się ręki
Śmiechy, umizgi i wdzięki.
Znikła krasa a z nią w szlaki
Wyniósł się też jaki taki.
Dali nam na miejsce swoje
Gniewy, zwady, niepokoje.
Poszły z wiatrem wszystkie zbiory,
Dary, grzeczności, honory.
Lecz moja kochana zona
Pańsko żyć przyzwyczajona,
Wkrótce zjadła swoje grosze
I mnie skubała po trosze.
Obu nas czekała nędza:
Szedłem czém prędzej do księdza.
— „Mój ty wielebny prałacie,
Tuszę, że mi rozwód dacie.
Oto mam przyczyny słuszne
Jak cielesne, tak i duszne.“
— „Pojmuję, rzekł, twoje żądze,
Ale masz że ty pieniądze?
Trzeba mi zapłacić wprzody,
Nie dają się tak rozwody.“
— „Niech się prałat upamięta!
Oto są impedymenta.“
— To są tylko wszystko drwiny,
Bez dusiów nie ma przyczyny.“
Jam prawił morał z méj strony,
Lecz on był nieporuszony,
Z gniewem prośby me odrzucił...
Jam się tymczasem ocucił.