Gdyby łaskawa fortuna
Co bez brzytwy innym goli,
Dała strzyc swe złote runa
Mym zadaniom po ich woli,
Daleki od podłéj żądze,
Drugi stoik pełen cnoty,
Wzgardziwszy skarby, pieniądze,
Honorów pełne kłopoty,
Z serca przystałbym na mało;
A bijąc pragnieniom tamę,
Gdyby to się szczęściu zdało,
Tebym chciał mieć rzeczy same:
Pierścień soliter krajczego,
Biskupa Kujaw smak stołu,
Ekwipaż Baranowskiego,
I probostwo bez mozołu.
Coś z urzędu kapituły,
Ni też mam myśl zostać panem;
Wolałbym niźli infuły,
W Międzyrzecu być plebanem.
Ani pański, ani miejski,
Ni szeroki, ani wązki,
Blizko miasta domek wiejski,
Tak naprzykład, jak Powązki.
Dla większego w życiu ładu,
Kładąc mym żądzom hamulec
Chcę mieć, naprzykład, dla składu
I podkomorzego Szulec.
Owoce saskie na wety,
Piróg, co go robi Ruzia,
I dwa słodkie klarynety,
Skrzypce z gitarą i Józia.
Jeźlić przykrości nie czyni
I nie zatrudni pamięci,
Przenajłaskawsza bogini!
Słuchaj jeszcze jednéj chęci.
Chciałbym nabyć świeże prawa
Od trzech przyjaznych sąsiadów,
Na kraje, co im w moc dawa
Dziedzinę naszych pradziadów.
Nie żebym wyssał krew z ludu,
Ni się mienił królem Sanu,
Bez kontraktowego trudu
Wróciłbym je swemu panu.
Wtenczas kontent z moich losów,
W wybraném przyjaciół gronie,
Słuchając Parnasu głosów,
Bluszczem bym wieńczył me skronie.
A po długiém czerstwo życiu,
Pełen troski i zabiegu,
Widząc Polskę w dobrém byciu,
Na mych myśli żartkich zbiegu,
W śmierci nie tracąc nałogu,
Chcę w mym myślenia sposobie,
Mieć ostatnią myśl o Bogu,
A przedostatnią o tobie.