CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaMarian Gawalewicz

Marian Gawalewicz · Modernismo

Z pomiętych kart

polaco

Pod osłoną chmur czarnych złote słońce zgasło,

W dali grom huczał głuchy, niby walki hasło,

Smutne brzozy, jak płaczki rozpaczą targane.

Zawodząc szum żałosny, chwiały się rozwiane,

A wiatr szarpał im liście i unosił w górę,

Jakby draźnić chciał niémi nasrożoną chmurę....

Za brzozową aleją, zdala — w głębi sadu

Stała altana, liściem skryta winogradu, —

Przez okienka jéj barwne, jak złamane strzały,

Błyskawice się cicho do nóg nam rzucały.

Było nas tylko dwoje i — burza nad nami....

Ty strwożona i drżąca, jak powój u ściany

Tuliłaś się do łona mojego ze łzami,

Ilekroć jasne blaski wpadły do altany,

I szeptałaś mi zcicha, cisnąc ręce moje,

Niby spłakane dziecko: „Ja się burzy boję“....

A jam musiał tłomaczyć tobie, jak dziecięciu,

Że przed burzą schronienie znajdziesz w mém objęciu.

Pamiętasz, że przed każdą potém błyskawicą,

Memi usty twe łzawe oczy zamykałem?

O! tych słów nie zapomnę nigdy, w życiu całém:

— „Mym pierwszym pocałunkom, luba, gromy świécą,

„I niebo dziś za świadka méj miłości służy!“...

Ale ty się skarżyłaś wciąż na myśli smętne,

Na jęki drzew, łamanych potężnym tchem burzy

I na me usta, ciągle twym oczom natrętne.

Pamiętasz, jak się potém w to schronienie nasze

Zabłąkał i ktoś trzeci, ścigany wśród drogi?

Płoszone jękiem wichrów, biedne jakieś ptaszę,

Przyleciało, ćwierkając rozpaczliwie z trwogi

I w ciemnościach się skryło gdzieś pod samym dachem

I zmilkło nagle, jakby oniemiałe strachem.

Ten towarzysz skrzydlaty dodał ci otuchy,

Bo choć w dali się toczył odgłos gromów głuchy,

Spokojniejsza, oparłaś skroń na mém ramieniu:

Własnych myśli słuchając, — twoje serce śniło....

Jam o burzy zapomniał, jak ty — w rozmarzeniu,

I tak nam lubo, błogo, tak nam dobrze było.

Że wśród burzy spłakanéj wreszcie deszczu strugą,

Siedzieliśmy tak troje razem, długo, długo....

Ja, ty i ptaszę małe, co z kłótliwym grzmotem

Rozmawiało niekiedy lękliwym świegotem.

Dawno temu — a serce ciągle na uwięzi

Owych wspomnień, do znikłéj wciąż przeszłości wzdycha,

Dziś, świéży liść się zwiesza z tych samych gałęzi,

Niebo jasne, pogodne.... noc zapada cicha,

Słońce niby w myriady iskier się rozprysło,

A każda gwiazda płonie wśród błękitów fali....

Kilka chmurek niezwianych na niebie zawisło....

Spokój taki!... pastuszy słychać flet w oddali,

W tchnieniu nocy z łąk płynie zapach sianożęci....

Czemuż z zwieszoną głową smutny pytam siebie,

Gdzie burza, co tak lubém echem gra w pamięci?

Czemu niéma błyskawic i gromów na niebie.

Dlaczego choć to ptaszę małe nie przyleci

Przypomniéć ową chwilę rozkoszną świegotem?...

Dlaczego teraz cicho, jasno, niebo świeci —

Kiedym ja sam i smutny, — kiedy myślę o tém:

Czemu serce na przekór téj pogodnéj chwili

Za dawną burzą tęskniąc, tak żałośnie kwili, —

I ciężko mu dziś patrzéć, jak się z twarzą bladą

Mary krótkiego szczęścia w trumnę wspomnień kładą...

Sigue explorando

Por su autor
Marian Gawalewicz · 95 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Z pielgrzymich piosnekZ starych motywów na nową nutę →

Expediente

Autor
Marian Gawalewicz
Título
Z pomiętych kart
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-z-pomietych-kart--marian-gawalewicz-637381
Cita recomendada
Marian Gawalewicz, «Z pomiętych kart», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-z-pomietych-kart--marian-gawalewicz-637381.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.