Nieba toń się jeziorem blado złotem stała
Nad doliną tuloną cichem zamyśleniem.
W powietrzu rozszerzonem pustką i milczeniem
Dusza Nocy się wielka i smutna rozlała.
Gdzieniegdzie już pokorne światełka migocą
Parami białe woły powracają z błoni
A starzy z głową wspartą na zczerniałej dłoni
U chat progu się cichą napawają nocą.
I dzwon bije — i tęsknym jest ponad wyrazy
Ten widok, jako proste te dawne obrazy
Gdzie jagnię białorune dobry Chrystus chowa.
Srebrno‑gwiezdnym się pyłem kir nocy rozśnieża
A tam w górze starego sylwetka pasterza
Nieruchoma się rzeźbi cicha, białogłowa.