Brodziłam nad strumykiem, po kolana w śniegu,
Księżyc lśnił się w kryształów cudownem przezroczu
A modre niezabudki rosły u wód brzegu,
Podobne do Alfonsa rozmarzonych oczu.
Słońce piekło jak ogniem, a błyskawic węże
W pośród chmur się migając, wciąż ciskały grzmoty,
Ach! gdy złączone serca przeciwność rozprzęże,
Dusza błądzi jak bocian zszargany od słoty.