Schodzisz Ty ku mnie z tęczowego tronu,
który na gwiazdy odnieśli anieli —
schodzisz Ty ku mnie w błękitach i w bieli,
pośród niemego dusz czystych pokłonu —
i szepcącemu na klęczkach pacierze
przynosisz szczytne łez i krwi przymierze...
Schodzisz Ty ku mnie w purpurze i złocie
i w surm wojennych gromowem zawyciu...
za Tobą znaków chorągwianych krocie —
przed Tobą w szczęku trąb i w harmat biciu
jak tronu Twego i sławy zwiastuny,
stepowych orłów podnoszą się łuny!
Schodzisz Ty ku mnie w skrwawionej swej szacie,
w kajdan żałobie, w więzień aureoli...
w smutnym męczeństwa Twego majestacie...
w urągowisku hańby i niewoli
i Twe — łzawemi obmyte ukropy,
bolesne dajesz ucałować stopy...
Niegodzien jestem... wszak wiem, zali w łonie
serce tak czyste mam, jako gołębie
Twych strzech wieśniaczych? Czy w sercu mem płonie
Znicz, na Twych świątyń zapalony zrębie,
tak jasnym ogniem, bym gromem nietknięty
mógł Twych objawień przyjąć Sakramenty?
Otom jest słaby — od wnętrznej małości
życia, co szarą przygniata mię zmorą —
iż sny mam chore — i duszę mam chorą —
a serce moje z tęsknot i żałości
pękło, i w piersiach skrwawionych kołacze —
i miast Ci śpiewać — u stóp Twoich... płacze!..
Weź serce moje — i złóż u stóp tronu
Twej dawnej chwały — niech paziem Ci będzie!
niechaj w rycerskim się prawi urzędzie,
niech bierze w siebie hart i siłę dzwonu,
co dawnej sławy Twej pamiętny godzin,
wyśpiewa przyszłej godzinę narodzin! —
O Polsko Moja! Spraw cudów Twych mocą,
przez Twych objawień wizye pałające —
niechaj się piersi tak moje wyzłocą,
jako Cyboryum, klejnotami lśniące —
iżbym mógł godnie — wśród hymnów anielich —
stawić w niem święty Miłości Twej Kielich!!...
Widacz — w ziemi sanockiej 1910 r.