CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kirszrot

Jan Kirszrot · Modernismo

W polu (Bialik, 1921)

polaco

Nie jako ptak — jeniec, który się z pieśnią z matni wymyka

Nie jako lew ujarzmiony, gdy kraty łamie więzienia —

Jak pies, o drodzy, obity, wzgardzony, od prześladowców,

Jam dzisiaj uciekł het w pole, czując swą słabość, bezsilność.

..........................

Pola, o niwy! Jak cicho!.. Spokój dokoła tu jaki!..

Sam Bóg tu błogosławił bezpieczny kącik żywota.

Widzą tu cisi, jak bujnie kwieci się trudów ich ziarno;

Tu dusza moja iść pragnie... i myśl tu tęsknie się zrywa.

Pójdę, het, w pole, posłucham, co mówi Bóg zpośród zboża,

Co szepcze wiatr, swywowlący po dumnych głowicach kłosów,

Co mruczy strumień rozpędem ze szczytów gór spadający,

Co snuje promień słoneczny i o czem myśli pąkowie.

Pójdę na pola, na błonia i w morzu kłosów utonę —

Zleję się z falą złocistą, jej wolnym ruchem popłynę,

Wsłucham się w lasu milczenie i w tajemniczy szum gajów,

Ucha przychylę do gędźby drzew, cichej a uroczystej.

Do łona ziemi wilgotnej przypadnę, trwarztwarz w niej utulę,

I płacząc łzami gorzkiemi, zapytam się rodzicielki:

Powiedz, o matko-ziemico, szeroka, wielka, bogata,

Czemu mnie piersi umykasz? mnie, parji, ach! łaknącemu?

Cisza dokoła... Za szczyty gór przetoczyło się słońce,

Idę powoli wskroś łanów ocieniających mię kłosów,

Od świata niby odcięty tą ścianą złotą, ruchomą...

Nademną niebo przeczyste... wokoło kłosy i kłosy...

Mgły wiewne tają i cały świat w sieć osnuty pajęczą,

Nikłe ich cienie pełzają po czubach kłosów wilgotnych,

Przygasły złote poświaty. Leciutki wietrzyk porusza

Całą tę falę złocistazłocistą... i dumną i roześnioną...

Wtem się zerwał wiatr... Uderzył,

Wstrząsnął całą zbóż gromadą —

Wszystkie wraz zadygotały,

Jak strwożonych owiec stado.

Jak lawina z górskich wyżyn,

Którą moc rozpędna stacza,

Uciekały coraz dalej

Od mych tęsknych ócz tułacza,

Kłosy złote! Skąd ten popłoch,

Co was pędzi, goni nagle?

Czemu złoto skier sypiecie

Na ptaszęcych skrzydeł żagle?

Czy tam mknięciemkniecie, gdzie obłoki

Dążą, kędy niema cienia?

Tam, gdzie po dniu słońce idzie,

I stęsknionych dusz marzenia?

Pomału jednak wiatr ucichł, rozprostowały się kłosy,

Podniosły czoła pomięte... Uspokoiła się burza...

Lecz inna burza natomiast w duszy się mej rozszalała

I rozdmuchała tlejące iskry w zarzewie ogromne.

Jak nędzarz stoję przed zwartym murem tych kłosów złocistych,

Teraz dopiero przejrzałem, jak wielka nędza jest moja:

Nie moje ręce trudziły się przy was w męce i znoju.

Nie jam kładł w was krew i siły — nie ja też zbierać was będę.

Ni jedna kropla mi potu w tę czarne skiby nie wsiąkła.

Nie moje modły żarliwe dżdżem was od Boga darzyły,

Nie dla mych ócz krasa wasza i pełnych ziaren obfitość,

Nie moja piosenka radosna podczas żniw tutaj zadźwięczy...

Lecz mimo tego jesteście drogie mi, drogie — o pola...

Wasz obraz mi przypomina braci dalekich, w ojczyźnie,

Oni tam hożo pracują — i może właśnie w tej chwili

Pieśń ich rozbrzmiewa odezwem na moje stąd pozdrowienia.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kirszrot · 1 pieza más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Przed posągiem Apollina

Expediente

Autor
Jan Kirszrot
Título
W polu (Bialik, 1921)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-w-polu-bialik-1921--jan-kirszrot-277577
Cita recomendada
Jan Kirszrot, «W polu (Bialik, 1921)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-w-polu-bialik-1921--jan-kirszrot-277577.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.