Przyszedłem dzisiaj do Cię, zapomniany
Boże potężny dni starożytności,
Który pieśniami władniesz ludów młodych,
Wykwitem siły ich świeżej, młodzieńczej!
Boże potężnych pokoleń olbrzymów,
Któryś wywalczył miejsce nieśmiertelne
Dla bohaterskich synów swych o czołach
Dumnie wieńczonych gałęzią wawrzynu —
Któryś podobny sam do bohaterów,
Jeden z dzierżących berło tego świata,
Pan ludów zdrowych i pijanych życiem,
Obcych bolesnym i chorym narodom;
Boże młodzieńczy, urodziwy, świetny,
Wszechwładco słońca i tajemnic życia
Radosnych, pełnych, barwnych i kwitnących,
Co żyjesz w pieśni, w dźwiękach i promieniach —
Do Ciebiem przyszedł dzisiaj.
Czyś mnie poznał?
Żyd jestem. Walka wieczna między nami...
Wszystkie ogromne wody oceanu
Jeszczeby zdolne nie były zapełnić
Otchłannej głębi między mną a Tobą...
I bezdeń niebios i pustyń roztocze
Mniejsze niżeli dal, która oddziela
Twych wielbicieli od wiary mych przodków,
Dziś mnie tu widzisz! Na drodze życiowej
Już niecierpliwym krokiem wyprzedziłem
Wszystkich, co za mną szli i co przedemną, —
I pierwszy dzisiaj do stóp Twoich wracam!
Już mi obmierzły jęki i konanie,
Łamię dziś wszystkie kajdany mej duszy,
Duszy, co kocha i ziemię i życie!
Lud się zestarzał, a wraz z nim Bóg jego —
Siły, tak długo zduszone przemocą,
Ożyły znowu i w świat pragną lotu!
Światło, o światło! drga we mnie nerw każdy;
Życie, o życie! woła każde tętno,
Światło i życie!...
Więc do Ciebie idę —
Boże — i klękam oto u stóp twoich —
Któryś symbolem jest światła i życia!
Pokłon oddaję wszystkiemu, co piękne,
Co jest potężne w tajnikach stworzenia,
Co bohaterskie, wspaniałe i wielkie!
Pokłon tym wszystkim skarbom, zniweczonym,
Przez małych ludzi z trupią, zgniłą duszą.
Zdrajcy! Skarb życia, wzięty z dłoni Boga,
Pana zastępów i pustyń tajemnych,
Pana zdobywców krainy Chanaan,
Związali ciasno pasami thefilim.