Brzękająca szabelka i srebrne ostrogi,
koń ułański z rozwianą na wywiadach grzywą —
śniły mi się w godzinę tęsknot niecierpliwą,
w czas dzieciństwa mojego szczęśliwy i błogi:
Wiodłem nocą powstańców przez śnieżne zamiecie —
albo — z sercem bijącem i rozpłomienionem —
jechałem w świat szeroki pod Napoleonem
szukać sławy — i Polski dalekiej po świecie!
A gdy sen rozmarzone całował mi skronie,
<o naszych snów dziecięcych czarowna pieszczoto)
widziałem Polskę moją szczęśliwą i złotą,
i dziedziniec Wawelski i Króla w koronie!
Wyśniła mi się szabla i ułańskie czako —
i legiony zwycięskie pośród obcej niwy —
i wszystko co marzyłem przyjęło kształt żywy
chociaż może nie zawsze — nie zawsze jednako...
Więc żyję dziś na jawie, jako żyłem we śnie —
gdzie każdy dzień jest słowem stającej się baśni
i już się dziś nie lękam, że sen się rozjaśni,
przyjdzie jawa — i usta wykrzywi boleśnie...
Tylko nie wiem... gdy głowę położę znużony
gdzieś wśród wrzawy wojennej — na krwawym zagonie,
czy ujrzę w mgłach przedsennych, — w słonecznej koronie
koniec bajki czarownej — w dzieciństwie wyśniony!..
Na postoju, dn. 19. sierpnia 1916.