CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

U piramidy Cestyusza

polaco

III.

U PIRAMIDY CESTYUSZA.

CIENIOM SHELLEY'A.

I.

Z kraju, gdzie drzewa jęczą na mogile

Pieśń, co rozdziera pogrobowców serce;

Z kraju, gdzie kwiaty tarzają się w pyle,

Gdzie próżno czekasz na świeże kobierce;

Z kraju, gdzie zmroku rozpaczliwe chwile

Bój przeciw każdej staczają iskierce;

Z kraju, co z sobą cierpieniem mnie wiąże,

Dzisiaj, gdzie wiosna się uśmiecha, dążę.

II.

Myślałem zawsze — już od pierwszej pory,

Kiedy mi w duszy ogień się zapalił;

Kiedy przed oczy stanęły mi twory

Przedziwnych kształtów, gdy byt się skrysztalił

I nieznanymi jął mienić się wzory,

Gdy kamień życia na barki się zwalił —

Myślałem zawsze o tem jasnem niebie

I o kryjącej dawną sławę glebie.

III.

Myślałem zawsze: iść, ujrzeć zwaliska

I na rycerzy wypocząć mogiłach,

Pić z tej kaskady, co im z piersi tryska,

By krew rycerską uczuć w własnych żyłach —

Myślałem zawsze: do tego źródliska

O podwojonych będę dążył siłach!

I oto dzisiaj duch mój wyzwolony

Orlemi skrzydły leci w tamte strony.

IV.

Noc — nie ta mglista, o! nie ta kirowa,

Co nas trupiemi wystrasza widziadły,

Lecz, jak dziewicy, postać marmurowa,

Sennej dziewicy o twarzy wybladłéj,

A która, zda się, ogień swój gdzieś chowa,

By go przedwcześnie tłumy nie wykradły;

Noc to wpółjasna, wpółsenna, wpółcicha,

Że duch do marzeń nie nadarmo wzdycha.

V.

Noc, a w tej nocy tajemniczych blaskach

Odwieczne miasto spoczywa... Ruiny

Marzą o głośnych kwirytów oklaskach:

Snać jakiś histryo opiewa im czyny

Mitycznych ojców... W skórzanych przepaskach

Kończą snać dzieci skityjskiej krainy —

Kończą i jeszcze wzrok wznoszą do góry

I jeszcze szepcą: »Ave... morituri...«

VI.

Widzę ich duchy — ulatują z ciała,

Ponad skrwawionym unoszą się łanem

I lecą, lecą, a droga ich biała,

Gwiazd promienistych wysłana dywanem...

Lecz wnet z tych wyżyn, z pieśnią: »chwała! chwała

Tym, którzy tęsknią za słonecznem ranem«

Spłynąwszy, strojne w zwycięskie egidy,

U Cestyusza zmilkną piramidy.

VII.

U piramidy, lśniącej, jak gromnica,

W gronie tych duchów widzę kształt młodzieńca:

Przedziwna piękność przystraja mu lica,

Choć ani śladu kraśnego rumieńca...

Lecz na nim stara nie błyska zbroica —

Więc to nie postać skityjskiego jeńca?

Nie! po tej skroni, po ócz tych zadumie

Duch mój późniejsze wieki poznać umie.

VIII.

Nie! to Alastor... Wśród ciszy pustynnéj

O mur się oparł i zgłębia początek

Tych prawd najświętszych, którym świat jest winny

I nić nadziei i miłości wątek...

Nie! to Alastor, co mózg swój wciąż czynny

Zmienił na święty współczucia zakątek

I ludzkiej nędzy, ludzkiej łzie, co płynie

Ze krwią zmieszana, postawił świątynię.

IX.

Nie! to Alastor!... Cyt!... słuchaj... pieśń żywa!

To osamotnień czarująca ręka

Do takiej pieśni ulubieńca wzywa...

I oto drzewo zamrożone pęka

I skronie liściem zielonym okrywa,

A tam chór kwiatów przed natchnionym klęka,

A tu ondiny z mitycznych powstają

Dumań i razem z Alastorem grają:

X.

»Wszystko, co żyje, w hymn się wzniosły składa:

Powietrze, gwiazdy i złociste słońce,

Wody czerwone, gdy nad niemi włada

Majestat zorzy, roniąc perły wrzące,

Lasy i pola i stworzeń gromada —

Nawet owady, jako proch niknące —

Wszystko, a w wszystkiem żywot wieczny gości,

W jeden się wielki składa hymn miłości«.

XI.

I dalej śpiewał Alastor: »W głębinach

Własnego serca odnalazłem bóstwo!

Wielkość poznałem po myślach i czynach,

A o świętości świadczyło mi mnóstwo

Przedziwnych zachceń, by po gwiazd wyżynach

Wciąż na duchowe spieszyć rybołóstwo,

By, zastawiwszy miłości więcierze,

Utworzyć wielkie aniołów przymierze.

XII.

Przy błyskawicznych światłach i przy gromów

Poruszającej muzyce rozwala

Anioł mej myśli posady tych domów,

Gdzie tłum całował pokrowce Baala,

I śród tych bożnic marmurowych złomów,

Porosłych zielskiem, skrę jasną zapala,

Co się po świecie złotą tęczą snuje

I ze serc ludzkich kościoły buduje«.

XIII.

I dalej śpiewał Alastor: »O pójdźcie!

Tajemne szczęścia otworzymy wrotnie;

Dziś się do bóstwa własnego nawróćcie

I jego światłu ufajcie ochotnie,

W łonie znów zapał zaklęty rozbudźcie

I stwórzcie wielką bohaterów sotnię,

I, ustawiwszy w bojowe się roty,

Idźcie, gdzie celów wzniosłych ogień złoty!...

XIV.

Skarłowaciały rodzie Prometeja!

Nie drżyj, gdy brwi swe ściąga Gromowładny!

Czemu powieki bezsilność ci skleja?

Czemu nie widać w tobie siły żadnéj?

Czy cię przestrasza przyszłości zawieja

I nieprzyjaciół twoich zastęp zdradny?

Nie drżyj, lecz poznaj, żeś jeszcze olbrzymem,

Co umie gardzić ofiarniczym dymem!...«

XV.

I dalej śpiewał Alastor... A echem

Porannych dźwięków odrzekły mu pola.

I z nadzwyczajnym niebianów pośpiechem

Płynęła pieśń ta na skrzydłach Eola,

Aż, powitana szyderczym uśmiechem,

Znikła, gdzie zimy rozkazuje wola,

Lecz, będąc uczuć potężnych wynikiem,

Wnet niebotycznym strzeliła pomnikiem.

XVI.

Ludzie tam przyszli w płaszczu hipokrytów,

Pierścieniem węża, co ich samych tłoczy,

Pragnęli pierś mu owinąć; »do szczytów

Trupiego wzgórza« mówili, »niech kroczy,

Aż wymarzonych odwyknie błękitów« —

I w imię krzyża plunęli mu w oczy

I pozbawili go drogiej spuścizny:

Własnego domu i własnej ojczyzny...

XVII.

I szedł, zwyczajem natchnionych krzyżowców,

Klękać przed martwą narodów Nijobą;

Pośród samotnych przeszłości manowców

Zagłębiać w myśli północną się dobą

I szeptać świętych mieszkańcom grobowców:

»Grachu! ja z tobą! Spartaku! ja z tobą!«

Szedł i korale swej pieśni, wygnaniec,

Nizał na szczytnych nabożeństw różaniec.

XVIII.

I potem chodził w gajach cyprysowych,

Dziwiąc się liści tajemniczym głosom.

I na poranku obłokach różowych

Wzlatywał smętny ku czystym niebiosom,

Szukając myśli i zapałów nowych. —

Orzeźwiającą skrapiał piersi rosą,

Kiedy, tęsknoty ogniem rozżarzone,

Pchały w niewdzięcznej krainy go stronę.

XIX.

Nad jeziorami patrzał swojej »Maby«,

W tańczących ondin bawił się szeregu —

Ondin, swych siostrzyc; lub zasypiał, słaby,

Na miękkiem łożu — u kwietnego brzegu,

Lub słonecznymi nęcony powaby,

Pływał z duchami po błękitnym ściegu,

Aż, o przedziwnem śniąc raz wniebowzięciu,

Spoczął na zawsze w tych siostrzyc objęciu.

XX.

O Alastorze, zapalony wieszczu!

Twoje popioły czczę pod tą kolumną...

Po skrze wewnętrznej, po tajemnym dreszczu

Czuję, że żywot zostanie mój trumną;

Że śród pocisków kamiennego deszczu

Tak, jak ty, złożę przed czasem skroń dumną,

Tak, jak ty, skończę śród tęsknych zawodzeń,

Nie doczekawszy chwili oswobodzeń.

XXI.

O Alastorze! pomiędzy narody

Naród mój jeszcze w najgrubszym pomroku!

Jeszcze go dążeń i męczeństw zawody

Nie sprowadziły z fałszywego toku,

Jeszcze na stare, spróchniałe zagrody

Rzucać błędnego nie poprzestał wzroku,

Jeszcze, patrz! nowych klnąc duchów zastępy,

Kontuszowymi okrywa się strzępy!

XXII.

O Alastorze, potężny lutnisto!

Podnieś się dzisiaj, ożywion, z swej urny

I zanuć dumę wspaniałą i czystą

O wiecznym ludów spokoju, o górnéj

Myśli braterstwa i ukaż przejrzystą

Twarz mu jutrzenki po tej nocy chmurnéj,

To zardzewiałą szablicę wysunie

Przeciwko tobie, lub w oczy ci splunie...

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Tyle kwiatów opada zawcześnieU stóp cysterny w Sychar →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
U piramidy Cestyusza
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-u-piramidy-cestyusza--jan-kasprowicz-b339a4
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «U piramidy Cestyusza», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-u-piramidy-cestyusza--jan-kasprowicz-b339a4.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.