Moia wdzięczna Orszulo, boday ty mnie była,
Abo nie umierała, lub się nie rodziła.
Małe pociechy płacę wielkim żalem swoim,
Za tym nie odpowiednym pożegnaniem twoim.
Omyliłaś mię, iako nocny sen znikomy,
Który wielkością złota cieszy zmysł łakomy:
Potym nagle uciecze, a temu na iawi,
Z onych skarbow ieno chęć, a żądzą zostawi.
Takeś ty mnie Orszulo droga uczyniła,
Wielkieś nadzieie w moim sercu roznieciła:
Potymeś mię smutnego nagle odbieżała,
I wszytki moie z sobą pociechy zabrała,
Wzięłaś mi, zgoła mówiąc, dusze połowicę:
Ostatek przy mnie został na wieczną tesknicę.
Tu mi kamień Mularze, ciosany połóżcie,
A na nim tę nieszczęsną pamiątkę wydrożcie:
Orszula Kochanowska tu leży kochanie
Oycowe, abo raczey płacz i narzekanie.
Opakeś to niebaczna śmierci udziałała,
Nie iać onej, ale mnie ona płakać miała.