CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJan Kasprowicz

Jan Kasprowicz · Vanguardias / s. XX

Szlakiem symplońskiej drogi (1912)

polaco

VII.

SZLAKIEM SYMPLOŃSKIEJ DROGI.

I.

Szlakiem symplońskiej drogi,

po żwirów siwej wstędze,

Snującej się krawędzią

przepastnych, stromych ścian,

Płomienny rozlew słońca

w łyskliwej swej potędze

Pod stopy się nam ściele,

jak dywan, srebrem tkań.

Nad nami Mont’ Leone,

w iskrzystą strojny przędzę,

Majestatycznie władnie,

niby cesarski pan,

Co imię swe na wieki

zapisał w bytów księdze,

Opancerzony grozą,

blaskami chwały zlan.

Jest-li w nim ludzkie życie,

w tym dumnym Mont’ Leone,

Zaklęte czarów mocą

w rozsiadły kolos skał,

Że tak spogląda na nas,

jakby nas przygnieść chciał?

Jest-li w nim ludzkie życie,

że tak w wędrowców stronę

Szle po wierzchołkach lasów

dreszcz wlewający szum,

Jak echo zbrojnych dum?

II.

Źrenice mgłą zachodzą,

w ten straszny szczyt wpatrzone:

To nie kopuła śniegu,

to już nie martwy głaz —

Jak tytan, świat walący,

ruszył się Mont’ Leone,

A za nim płynną rzeką

ciemny się ruszył las.

Na czole spochmurniałem

zwycięzcy ma koronę;

Rubiny krwi w niej błyszczą

słonecznych tęczą kras,

I skrzydła lśnią u ramion,

rozwarte, rozpierzone,

Nad legią, co zalała,

symplońskiej drogi pas...

Powiewa szmat proporców,

radośnie grzmią fanfary;

Wojenna nuta płynie

nakształt dźwięczących fal —

Z mosiężnych surm klangorem

w błękitną płynie dal.

Sam tylko wódz milczący;

utopił wzrok w bezmiary

I sunie, zadumany,

na czele wiernych sług

Ten bitew wielki bóg...

III.

Dlaczego w nim źreniczne

przygasły dzisiaj żary?

Wesele jego wojów

dlaczego ma w nim grób?

Wszakże podważył ziemię,

porządek zburzył stary,

Połowę świata rzucił

do swych kamiennych stóp!?

Wszak spieszy jego pycha

po świeże znów ofiary?

Z pożogi i posoki

wyniesie świeży łup!

Wszak pić on dziś nie idzie

z hańby piołunnej czary,

Lecz z sławą promienistą

wieczny zawierać ślub?...

Rycerski duch ludzkości,

który zapładniał wieki,

Który sam jeden stawiał

i walił kościół swój,

W nim znalazł znów wcielenie,

wystąpił w nim na bój...

Więc czemu, gdy tak w przestwór

zapatrzył się daleki,

Nie uśmiech go rozjaśnia,

lecz smutku mrok swą dłoń

Kładzie na jego skroń?...

IV.

Grzmi, huczy tłum wojenny,

jak huczą grzmiące rzeki,

Kaskadą spadające

z szczytów symplońskich gór;

Sam tylko wódz oniemiał,

rozwarłszy dwie powieki

Nad szklaną ócz martwotą,

jak konający tur.

Czyżby przeczuwał dzisiaj,

że nowe krwi rozcieki

Przemienią w żal i jęki

ten tryumfalny chór?

Że świat z pod jego groźnej

wyrywa się opieki,

Że ludom gdzieś prześwieca

innego bytu wzór?

Że inny duch ogłosi

ludzkości swe orędzie,

Nie ten, co w ręku dzierży

rozpłomieniony miecz;

Że imię jego: Miłość,

a hasło: »koj i lecz!...«

Że ludzkość, pobratana,

okalać już nie będzie

Światłością swojej gloryi,

jak za ginących dni,

Siewaczy łun i krwi?

V.

Raz jeszcze on narodom

narzuci się na sędzię,

By rozciąć węzeł dziejów

przy huku dział i kul;

Raz jeszcze w swym pochodzie,

w szalonych burz rozpędzie,

Zdruzgocze miast bramice,

stratuje zasiew pól.

Raz jeszcze spieszy k’niemu

na krwawej szukać grzędzie

Wrzosów ze zbawczym miodem

zgnębionych rojny ul.

A potem — czyż przeczuwa,

że mrok już sieć swą przędzie,

Że padnie w niej, jak nędzarz,

ten wszechpotężny król?

Zapatrzył się bóg wojny

w dalekie gdzieś przestwory...

To nie słoneczne blaski!

To jakby chmurny śnieg!

A środkiem straszna rzeka

znaczy swój zmarzły bieg.

A tylko tam, gdzie zmierzchy

swe mgławe kreślą tory,

Jak gdyby — nie dla niego! —

jęły się płonić już

Przebłyski nowych zórz!...

VI.

W powietrzu się rozwiały

dzwoniących surm klangory —

Rozwiały się na zawsze...

Darmo wytężasz słuch...

Na darmo wzrok wytężasz:

tłum zginął różnowzory

I wódz się w mgłę rozpłynął,

co wiódł ten zbrojny ruch.

W ciała wędrowców wrócił

duch, do rozmarzeń skory,

Urokiem chwał umarłych

tak przepojony duch...

I tylko Mont’ Leone,

owity w ciemne bory,

Skrzy się w promieniach słońca,

w śnieżysty strojny puch.

W dali Aletschu wstęga,

w sinawe ścięta lody;

Naokół pasma szczytów

drzemią w błękitnych mgłach;

Nad nimi strop niebieski

rozpiął lazurów dach.

Z gardzieli skalnych lecą

siklawic huczne wody,

A przy nich cicho szepce

roztęskniający wtór

Szumny symploński bór.

Sigue explorando

Por su autor
Jan Kasprowicz · 360 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Szaja AjzensztokSzum drzew (Kasprowicz, wyd. 1912) →

Expediente

Autor
Jan Kasprowicz
Título
Szlakiem symplońskiej drogi (1912)
Lengua
polaco
Época
Vanguardias / s. XX
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-szlakiem-symplonskiej-drogi-1912--jan-kasprowicz-ec5fa7
Cita recomendada
Jan Kasprowicz, «Szlakiem symplońskiej drogi (1912)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-szlakiem-symplonskiej-drogi-1912--jan-kasprowicz-ec5fa7.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.