CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaStanisław Wyspiański

Stanisław Wyspiański · Modernismo

Śmierć Ofelii

polaco

Wieniec mój, wieniec;

rwałam go sama i wiążę.

Na ciebie czekam, na ciebie czekam

kochanku —

Mości Książę.

Czekam co dnia, co godzina;

Lecz on o mnie zapomina.

Blady, milczący, — usta zaciął dumne.

Śpisz ojczulku, — dobranoc; — przynieśli ci trumnę.

Dobranoc ojcze, — dobranoc.

Pocałuj mnie w czoło;

lubisz widzieć mię wesołą.

To mieszkanie moje,

moje to gniazdeczko:

panieńskie pokoje,

panieńskie łóżeczko.

Podobam się Waszej Książęcej Miłości?

Panna jestem, dziewczyna;

czekałam na Asana.

Panna jestem, dziewczyna;

czekałam cię do rana.

Nie przyszedłeś kochany,

czekałam cię daremno; —

inny przyszedł, był ze mną.

Te są pokorne, — te są dumne.

Te się pysznią, pożal się Boże.

Te są zazdrosne; jad jest w nich; są złe.

Te tkliwe: a te gładkie i mdłe.

Te są do śmiechu.

Te się skarżą; — A to litościwy,

osaczony w koło przez pokrzywy. — — —

A kto to tak ten ogród ściele?

Sklepienie duże, jak w kościele.

Jestem w kościele z niemi,

sama kwiat uklękły przy ziemi.

Czuję dech ich oddechu,

Polatująca muszko,

czyś jest już wolną duszką?

W błękicie skrzydły goni

I dzwoni, skrzydłem dzwoni.

To jest pasożyt; — słodycz pije

z nich bezbronnych; krwią ich żyje.

Ach osa, — pójdź precz! — Wracasz do mnie?

Wiem, to królowa.

Jej Królewska Mość zawsze mnie lubiła

jak świeże ciasto.

Daj ci Boże zdrowie

a po śmierci: niebiosa.

Sami koło mnie: królowe i królowie.

Mocarze świata kłaniają mi się za wiatrem.

Nawzajem, nawzajem, nawzajem.

Myśl myślą, zwyczaj zwyczajem.

Czyli mogę liczyć na litość waszą?

Czy tylko wiatr ku litości chyli wam głowy?

Czy wy czujecie, — czyli w takt mej mowy

powiew was gnie, — jak ludzi?

Dochowacie mi tajemnicy?

Dochowamy.

Czyli skłamiecie tak, jak ludzie kłamią?

Nie skłamiemy.

Bo ludzie przysięgę łamią.

Wiecie? — — — Wiemy.

Kto z ludzi mówi prawdę?

Niemy.

Kto wiary dochowa?

Umarły.

Kto szczęśliwy: czy ten co się rodzi,

czyli, za kim się wrota zawarły,

lub ziemi przysuła gruda?

Czy kto nad ziemią fruwa,

czy ten, co po niej chodzi?

Czy lepiej, że mrą starzy,

czy lepiej, żeby marli młodzi? — —

A jak się zowie świat?

Obłuda,

Oj chciałabym to wiedzieć,

żeby umieć powiedzieć;

żebym kwiat ten trafiła,

co z mem sercem związany:

gdyby kwiat był zerwany,

jabym wtedy nieżyła.

Szukam kwiatu przez pola,

bo mi życie niewola:

Wtedy bym się cieszyła,

gdybym kwiat ten trafiła;

gdyby kwiat był zerwany,

jużbym wtedy nieżyła.

Jestem bez grzechu, jestem dziewczyna;

ino mi w wieńcu marnie.

Kochałam, kocham. — Kochałam. kocham:

miły mnie nie przygarnie.

Wieniec mój, wieniec; — —

rwałam go sama i wiążę.

Na ciebie czekam, na ciebie czekam

kochanku — —

Mości książę.

Wianek, wian na mojej głowie,

Hej la li, — he li la la....

Rozum mi się zmięszał — —

w mowie.

Hej la li.....

Słuchaj: jak to ptaszę śpiewa;

ptaszę to jest tu...

Bóg się gniewa — —

Ptaszę śpiewa — —

Cyt — duszo — do snu — —

W sen mnie matka ukołysze,

do snu w kolebie.

Będą króle i dworzany

na mym pogrzebie.

Ty nie matka! — Ty od szatana gadzie!

O jak jasno: — Anioł kładzie

na lica dłonie;

głaszcze włosy, plecie kosy.....

Uciekł!

O tu! — —

Tonie!

Dzisiaj, wczoraj, — woda bieży.

Jutro — .....

Co jutro? —

Szukali, szukali;

po lasach chodzili.

Wołali, w dłonie hukali.

Wiatr głos niósł w oddali

po wrzosie, po fali; —

zaklętej dziewczyny — —

nie znaleźli.

Znaleźli, znaleźli

na wodzie, na fali;

od smutku, od żalu

w oddali...

Oni myśleli, że mnie żyć przymuszą

na swoich kłamstw pościeli

i w kole zbrodni! —

że duszę we mnie zdepcą, że ją zgłuszą

ziemscy królowie niegodni.

Liść twój siny, sine kosy,

wierzbo, wierzbino.

Twój kochany jutro wróci.

Nie płacz dziewczyno. —

Dzień się dłuży, łza cię smuci

dziewczę, dziewczyno.

Jutro wróci, — fala nuci:

łzy twoje miną.

Idźże panno, idź do zamku;

narwij kwiatów świeżych z łąk;

weź ich pęk do rąk.

Dasz każdemu takie zioło,

jaki grzech mu plami czoło.

A te wianki, te moje

na wodę pójdą ze mną,

Ja żyłam nadaremno.

Ja — się — żyć — boję...

Jestci śpiewka śpiewana,

taką śpiewkę śpiewuję;

co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,

ze śpiewki to zgaduję.

we wianeczku z wierzbiny

najprzystojniej mi będzie.

Koniec mojej kolędzie,

poniechanej dziewczyny.

Jak mię woda utopi,

przyjdą kopać dół chłopi:

We wianeczku dziewczyna,

do wianeczka wierzbina.

Taka śpiewka śpiewana,

taką śpiewkę śpiewuję;

co się w sercu dzieje, co się w sercu dzieje,

to ze śpiewki zgaduję.

Woda śpiewa, — ptaszę śpiewa;

gałązka się rwie.

Sen się zacznie, — sen się skończy.

W śnie było, jak w śnie.

Wieniec, — mój wieniec!

rwałam go sama i wiążę. — — —

Na ciebie czekam, na ciebie czekam

kochanku — — — Mości Książę.

Sigue explorando

Por su autor
Stanisław Wyspiański · 91 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Sił tysiąc trzeba i mocy stu czarów...Śpiewałem wielkość ojczystego kraju... — Aforyzmy →

Expediente

Autor
Stanisław Wyspiański
Título
Śmierć Ofelii
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-smierc-ofelii--stanisaw-wyspianski-d33fbc
Cita recomendada
Stanisław Wyspiański, «Śmierć Ofelii», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-smierc-ofelii--stanisaw-wyspianski-d33fbc.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.