W oczy nam patrzył tak prosto i pewnie,
jakby żołnierzem był szarym od dawna...
chłopię nieledwie — dziecina zabawna —
iż w piersiach litość wzbierała nam rzewnie.
Żałosną wspomnień rozedrgał w nas strunę,
którą tak krwawo zawichrzył los srogi...
On o Klimontów pytał! — O te drogi,
któremi ojciec szedł pod śmierci łunę!
A już tam w oczach sierocych chłopczyny,
gdy słuchał twardej żołnierskiej powieści,
nie ujrzysz żalu ni łez ni boleści —
jeno w nich płomień rozgorzał jedyny,
płomień, co w sercu maleńkiem wypieści
żar czynów — w życia dalekie godziny!...
Piotrków, w czerwcu 1915 r.