CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Bohdan Zaleski

Józef Bohdan Zaleski · Modernismo

Sam z Pieśnią

polaco

I.

Okolica dumania,

Luba, cicha i błoga;

Skąd — aż w niebo och droga!

I duch po niej się słania:

Duch — dech — tchnienie to — Boga;

Powiew światów zarania,

W którym wszelkie tu ciało

Wzór i barwę przywdziało:

Powiew jasny, co z wieka

Opromienia człowieka.

Duch — dech — powiew zarania —

Pełną piersią tu chłonę...

Jakże ślicznie olśnione

Wszystko mi się odsłania!

Na zwierciadło to ducha,

Niech nieczysty nie chucha!

Cud mu cudów zamierzchnie.

Na kolanach i w bieli,

Jak pokorni Anieli,

Patrzmy w złotą powierzchnię!

Pan — przytomny w świątyni;

Pod gwiaździstą zasłoną,

Tajemnicę swą czyni.

I niebiosa wskróś płoną.

Drżą stołeczne podnoża.

Wielka służba — cześć Boża, —

Głos podaje. — Swiątynia —

Wzburza — niby organy.

Lik najświętszych wybrany,

Bije czoły, kolany.

Swiaty — złote naczynia,

Które dzierżą przeczyści,

Na około woń zioną.

Pod gwiaździstą zasłoną,

Tajemnica się iści. —

Wieczność księga. Od księgi,

Czas się bujnie strumieni;

Niezliczonych słońc kręgi,

Zwija niby na wstęgi:

Co w kręg cieni — przycieni?

Doby, lata, stólecia,

W niezmierzonej rozstrzeni.

Jako listki od kwiecia;

Co w nich krasy lub woni,

Dotykalne — na dłoni.

Palec — palec och! Boski —

Owej księgi wskazówka!

Jąkam jakieś tam zgłoski:

Domniemywam się słówka...

Człowiek — światów tych chluba;

Czelne Bożych rąk dzieło;

Nim się złe w nim poczęło,

Swiecił w szacie Cheruba.

Teraz próba — o próba!

Z Panem oto w rozterce;

Z głową rozwiódł już serce;

Jedność rozprzągł na dwoje:

Roi rzeczy nielada —

Niesłychane podboje!

Grzesznaż — grzeszna gromada,

Na otchłaniach — w omroce,

Swe lepianki druzgoce...

Pan jak władał tak włada!

Spadłaż gwiazdka gdzie jedna?

Cóż niesiecie z bezedna?

Owoc lichy — rozwiewny!...

Pan wszelako niegniewny,

Krnąbrnych duchów bezprawia,

Objawieniem poprawia.

O szaloneż to gody!

Rozpustujem szermierze.

Smierć, jak rybak u wody —

Swoje sieci, więcierze,

Wciąż rozpina — i bierze...

Insze — insze — skróź matnie —

I straszliwsze: o! pycha —

Aż w kończyny ostatnie,

Ku nicestwu popycha.

Ludzie — wypić chcą morze! —

Pieśni — darmobyś brzmiała:

Po anielsku w pokorze,

Nuć: «O chwała! o chwała!»

Napowietrzna szczebiotko —

Lot gdzieindziej rozpostrzem.

Chwilkę jeszcze leć ostrzem, —

Tam ku Panu o! słodko —

Z kadzielnicą od ziemi,

Dzwoń modlitwą za niemi!...

II.

Pieśni — serc tu królowo,

Ziemskiej braci pociecho!

Tyś rozbrzmienie, mdłe echo.

W niebie nuta i słowo;

Z nieba — z nieba — od Pana,

Zawsze młoda — wiek wiekiem —

Na piastunkęś zesłana!

Żyjem piersi twej mlekiem,

Lubujemy na ręku; —

Głos twój słodki, niewieści,

I czaruje, i pieści,

Że śród płaczu i jęku,

Usypiamy boleści. —

I roskosznie w rozdźwięku,

Wzrok cieleśny się skleja;

Chyżo mkniemy — za burzą —

Mkniemy z tobą — a wtórzą —

Wiara — miłość — nadzieja:

Jak duchowie skrzydlaci,

Krocie lubych postaci;

Swieże myśli bez liku

Cuda gonim po niebie...

Pieśni — Boży senniku!

Prawda w tobie — i z ciebie —

Twe to słowo — i nuta!

Ów dla mędrka świat baśni,

Żyje w sercu — o! tutaj —

Tu — na jawie — na jaśni!

O! na jaśni, na jawie,

Usty polskich dziś synów,

Pieśń zwiastuje łaskawie —

Coś — o cudach — o sławie —

Jakiś — niby sen — czynów!

Pogrążeńcy otchłani,

Łzy powszednim ich chlebem,

Tacy wątli, znękani,

A ku niebu — pod niebem,

Jak pokutne Anioły,

Hymn śpiewają wesoły, —

Hymn przeczysty... jak rosa —

Którą leją niebiosa,

Zdala skrami połyska,

I tęczuje się z bliska:

Hymnu tego — z ich duszy —

Grzmot światowy nie zgłuszy.

Pieśni — serc tu królowo,

Gościu mego dziś łona!

Tak pieściwie, duchowo,

W swe mnie tulisz ramiona;

Że od nieba aż słowo,

Ja lepianka olśniona,

Czuję — wielbię — w mém ciele,

Niby Boga w Kościele, —

Chromy oto u wody —

Cudownego tu źródła,

Odpasuję me szczudła,

By gdzieś lecieć na gody.

Pan — śród ziemskiej świątyni,

Tajemnicę swą czyni,

Służba — cześć się poczyna:

Pieśń sprawuje organy.

Hymn lechicki ograny;

I lechicka rodzina,

Bije czoły, kolany.

Pełna duchów świątynia.

Na około przeczyści,

Dzierżą święte naczynia:

Tajemnica się iści —

Za bezprawia och! świata —

Chrystusowa objata!

Jako kłosie — w głos dzwonka —

W ziemię chylą się głowy.

Amen — amen! chórowy,

Amen — amen się błąka;

Amen — amen! raz trzeci —

W niebo bracia niech wzleci!

Dzieci skłońcie kolanka!

Bo miłuje Pan dzieci:

Wasz paciorek woń kwiatka.

Skłońcież — skłońcie kolanka!

Za rodzinę swą matka;

Za swym lubym kochanka;

Za pokrewne, za bliźnie,

Za pomyślność w Ojczyznie,

Nućmy: «Chwała! o chwała!

«Cud wypełnia się — w cudzie!

«Łaska na lud! na ludzie!

«Łaska Pańska i cała!

«Chwała! chwała! o chwała!

Swięta pieśni z pośrodka,

W łono Ojca płyń słodka!

Z kadzielnicą od ziemi,

Dzwoń modlitwą za niemi!

III.

Bracia moi — co chcecie?

Dumam sobie po świecie;

Bujam po tym obszarze;

Jak wiatr więzień gdzieś w jarze,

Skróż obecny szelestem,

Poświstuję i marzę,

Niewidomy — a jestem!

Pieśni — pomnisz o dziecku,

O burzliwym młodzieńcu,

Swieżaś — strojna — w rumieńcu —

O swawolnie, po świecku,

Podrzeźniałaś mej wiośnie!

Jako źrebce w poskoku

Wrące, rżące radośnie;

Rok umykał po roku;

Aż step hukał roznośnie:

Ani siodła, ni wozu,

Ani znały obozu,

Źrebce szły mi w zawody.

Nudne, insze dziś czasy!

Kwiat ów bujnej urody,

Pełen woni i krasy,

Zronił listki na wody:

Lecąż — lecą po wodach!...

I uczęstnik na godach,

Mój najmilszy — jedyny,

Co od cichej Taśminy,

Jak skowronek — głos w głosie,

Dzwonił w górę po rosie,

Dzisia ze mną ku burzy,

Sercem sercu nie wtórzy!...

O! nikogo nie winię,

Ni ku sobie tu nęcę:

W szarej oto godzinie,

Jak za nutą w piosence,

Roję — co się nawinie!

Opadają już ręce.

Jakoś widok zamglony!

I ponurość okola

Cudze — dzikie te strony.

Sępne niebo i pola!

Jednak będzie — coś będzie

Jakaś drżączka sokola,

Napastuje mię wszędzie.

Co ten wróży niepokój?

Będąż burze? lub łowy?

Pieśni — bój mi prorokuj!

Wnet ja sokół stepowy

Na ramieniu hetmana,

Pójrzę szerzej — w około:

Grzmiącą piersią Bojana.

Och! — z pod serca — wesoło —

Jako surma miedziana,

Przez orężne pokosy,

Huknę — Ura! w niebiosy.

Bracia moi — co chcecie?

Mdło mi dzisia na świecie;

Mrowie zbiega oblicze;

Zmora piersi me gniecie;

Że trzech oto nie zliczę:

Niby bielmo na wzroku!...

Więc sumuję na boku

Tulę smutek — i płaczę!

Bo jak pisklę sokole

Tam na żerdzi — to kracze —

Ale wyjdźmy-no w pole!

Niech wiatr pocznie poświsty!

Step zapachnie ojczysty!

Nuta ozwie się w dumie,

Obaczymy w tym szumie!...

Bracia! znacież Bojana?

Dziw omroczny, — wieść stara,

Jarych moich snów mara,

A słowiańska, kochana:

Bojan, zmierzchłych stóleci,

Oho! leci — już leci!

Wieszcz ten, — niby wcielona

Prawda Boża, — w polocie

Jak kometa z ogona,

Trzęsie w koło gwiazd krocie;

Miesi wiatry pod stopy

Skrzydły bije w nieb stropy.

Gdzie po drodze zapuka,

Wszystko na głos odpowie:

Starosławni ojcowie,

Z mogił wstają do wnuka.

Skinie, — ptastwo niech wtórzy!

Przyhukuje — niech ziemia!

Głos pokoju — to burzy, —

Wyprowadza — oniemia:

Każe jęczeć — i jęczą.

Niech się naprze za tęczą;

Każdy śliczny wnet prążek,

W koło ręki obwinie:

Dla kochanki — siedm wstążek!

Bogacz, w swojej dziedzinie!

Owe jasne błękity,

Co słońcami wskróś gorą;

To kraj jego podbity

Modlitwami, pokorą.

Tajemnice — a czary,

I miłości i wiary,

Które mądrość jałowa

Choć się sili — nie ima;

On, piastuje oczyma,

Pod swém sercem je chowa.

Posłuchajcie-no pieśni!

Mocarz, mocarz na tronie!

Co się duszy tej nie śni?

Póki gości Bóg w łonie!

Póki mokre powieki!

Wieszcz po Bogu — Bóg w sobie!

Twórca w swoim sposobie!

Guślar-gęślarz na wieki!

Bracio moja — co chcecie?

Niewsmak dzisia na świecie:

Jednak z pieśnią sam na sam

I ja miewam narowy!

Brat-koń oto stepowy,

Niepohasa — jak hasam:

Wiatry w nogach się plączą,

Posuwiście — i rączo

Pędzę lekki — wesoły.

Patrzę w słońce — aż łzawo.

Myśli moje sokoły,

Biją w lewo — i w prawo.

Witaj Sawo! Motławo!

Krążę między otchłanią:

Mgłę rozgarniam nadziemną.

Polska moja — przedemną,

Sercem padam się za nią!

Bohatéry hetmanią:

Najezdników precz płoszą.

Dycham — rajską roskoszą!

Och! oklaski godowe;

Uczęstniki uciechy,

Krewne Serby i Czechy,

Czczą słowiańską królowę.

Pieśń ku niebu wybucha,

Kornie chylą się głowy:

Bojan — dzwoni coś — nowy!

Łowię dźwięki do ucha;

Cudotworną tę rosę,

Na mogiły gdzieś niosę.

Wstaję z martwych plemiona,

Stąd, i z owąd, i tłumnie,

Poklaskują och ku mnie!

Ziemia oto rodzona,

Występuje do syna!

Och — i moja drużyna,

Tuli mi się do łona!

Och, i moja jedyna..,

Czołem przed nią, w pokorze,

Łzami niebo otworzę;

Czary — czary — jej oczy,

Przewodniczki me zorze:

Bracio — jużem ochoczy!

Drum — drum — torban mój drumka...

Komuż dumka? lub szumka?

IV.

Snów — urojeń bez liku —

Jak opadłych tu liści:

Pieśni — boży senniku!

Co mi z nich się uiści?

Będzież — w mojej jesieni —

Niźli w lecie, zieleniej?

Toż co w życiu kochałem;

Com pożądał lat wiele,

Z tak płomiennym zapałem:

Ma mi zamrzeć w popiele?

Niech się święci Pan nieba!

Toż pożegnać się trzeba,

I z miłością? i chwałą?...

Bądźcie zdrowe — me dziwy!

Bylem widział tu żywy,

Polskę wolną i całą!

Bracia — duch moj w zamieci,

Znowu leci — gdzieś leci!

Jestem kędyś — śród boru:

Takie lube zacisze;

Tak roskosznie pierś dysze,

A z wieżycy klasztoru,

Jęk po jęku — dzwon — w pysze —

Wieść roznosi nieszporu.

Głowa moja wciąż młoda,

Po dawnemu się żarzy.

Och! a siwa w pas — broda —

Marszczki w czole i twarzy.

Włosiennica się ciału,

Przypomina po cichu.

Dzwon — gdzieś głuchnie pomału.

Spiesz — pośpieszaj no mnichu!

Pan przytomny w świątyni.

Hymn się wzbija ograny;

Bracia moja pustyni,

Krew gorąca Rusini,

Chwalą Pana nad Pany!

Serca — usta — drżą w hymnie:

Tak mi błogo — na chwili;

Jakbym świętych czuł przy mnie,

Jakby z nieba zstąpili,

Pańscy — Paweł, Bazyli.

Kazalnica tam woła:

Spiesz się mnichu! o — spieszę,

Cieszyć wierną tę rzeszę.

Błogosławię do koła.

Rozerwańców Kościoła,

Pod nogami już mieszę.

Carogrodzka waśń pusta,

Którą pycha zaciekła

Wybluźniła przez usta,

A Cezarów rozpusta,

Podsycała dla piekła:

Pusta waśń ta minęła;

Jako przędza pająka,

Gdzieś na wiatrach się błąka.

Ale wskrześcy są dzieła;

Szatan hufce prowadzi:

Potępieńcy niekarni!

Oto zburzyćby radzi,

Spokój Pańskiej owczarni.

Kościół stoi widomie,

Na opoce — na Pietrze!

Ślepcy jednak w niesromie,

Wiatry gonią — na wietrze —

Aż Pan ozwie się w gromie,

I źrenice im przetrze!

Z nami święty Duch; — Ducha

Łaska u nas — na ziemi!

Lud się kaja i słucha.

Swięte ziarno się plemi. —

Mnichu — módl się ty z niemi!

«Oby w Polsce — twym kraju —

«Pośród mórz tam — a stepu —

«Słowiańskiego kwiat szczepu,

«Wiecznie Panu woń raju

«Buchał, jako na dobie —

«Ku wszech światów ozdobie!»

Boje — znoje — te lackie,

Och! łez tyle — krwi tyle; —

Długie smutki tułackie; —

To się śniło — niemile;...

Mnichu — pieśnią jak z młodu:

Uczcij świątki narodu.

Noc — noc ciemna i cicha.

W kratowaném okienku —

Mruga światło u mnicha.

Głową wsparty na ręku:

Snać w jakoweś głębinie,

Żartką myślą przenika:

O! w duchowej dziedzinie,

W swej kopalni języka!

Cud — a czary — gdzie skinie!...

Tam zdrój błyska żywota;

Tu i owdzie znów żyła —

Żyła srebrna, to złota;

Samorodna znów bryła;

Różnych kruszczów — och siła!

Mnich radośniej się miota:

Skarb to wielki, nietkniony,

Na ołtarze — korony!

Pochylone znów skronie.

Słychać — pisze — coś słowy,

Latopisiec surowy,

A chodzący w zakonie,

Nad swą księgą przy stole,

Wciąż w zapale pobożnym,

Karci bezrząd, swawole;

Zbija rogi wielmożnym,

Prawdą w oczy im kole.

Czasem żywiej się rzuca —

Snać się wzdryga na waśnie:

Pogrzmiewają coś — płuca,

Złość — to wiedzie na jaśnię.

Lampa — lampa już gaśnie.

V.

Och! snów — rojeń — bez liku —

Jak opadłych tu liści:

Pieśni — boży senniku!

Co — mi z nich się uiści?

Będzież — w mojej jesieni —

Niźli w lecie, zieleniej?

Serce w łonie radośnie,

Puka — kuka — zozula;

Chyba ma się ku wiosnie —

Że tak mi się rozczula?

Co mi wróży? co grucha?

Żebyż złowić do ucha!...

Bracio moja — co chcecie?

Marzę sobie po świecie,

Bujam po tym obszarze:

Duch — więc bujam i marzę —

Aż wypełni się próba!...

Człowiek ziemi tej chluba,

Celne bożych rąk dzieło,

Nim się złe w nim poczęło

Swiecił w szacie Cheruba.

Po swej próbie — na nowo,

Wdzieje szatę godową...

Tą nadzieją ja dumny —

Puch — skrzydlatej mej dumy —

Gonię — łowię jej szumy,

Na węzgłowie do trumny!

Na niém smaczno i mile,

Snić się będzie w mogile.

Wieczor — Kończy się praca.

Pan oblicza się z kmieciem;

Skinie — «Do dom niech wraca!»

Bracia — sypcież mi kwieciem!

Toż się kopniem! pomieciem!

Endoume nad morzem Śródziemném,

w październiku 1837.

Sigue explorando

Por su autor
Józef Bohdan Zaleski · 48 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Rusałki (Zaleski) — SkargaSmutnoż tu smutno, bracia za Dunajem →

Expediente

Autor
Józef Bohdan Zaleski
Título
Sam z Pieśnią
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-sam-z-piesnia--jozef-bohdan-zaleski-9bd194
Cita recomendada
Józef Bohdan Zaleski, «Sam z Pieśnią», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-sam-z-piesnia--jozef-bohdan-zaleski-9bd194.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.