Rzekła róża do lilii:
— „Usiądźmy na twarzy czyjéj.“
Radę tedy z sobą robią,
I Chlorydy postać zdobią.
Jagody, usta, piersi kawałek nie duży:
Były działem wdzięcznej róży;
Lilia zaś resztę ciała
W swe panowanie zabrała.
Chociaż dostała tak wiele,
Zazdrośnym jednak okiem pogląda
Na to, co miała róża w podziele;
Im więcej kto ma, tém więcej żąda.
By ją ztamtąd rugowała,
Nagłéj bojaźni wezwała.
O kochanego pasterza
Śmierci, wieść bajeczną sieje,
Chloryda temu uwierza
I z przelęknienia blednieje.
Lecz ta wieść była fałszywa:
Przyszedł pasterz, gdy się go Chlorys nie spodziéwa,
I czujne na bok oddaliwszy stróże
Lilie zamieniła w róże.