CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Asnyk

Adam Asnyk · Modernismo

Replika (Asnyk, 1898)

polaco

Lubię święte oburzenie,

Lubię pathos ten dziewiczy,

Co przy każdej śmiesznej scenie

Swoje „shocking” głośno krzyczy

I tragicznej czeka roli,

By wypłakać się do woli.

Lubię czułość, co się pasie

Wierzb płaczących gorzkim listkiem.

W poetycznym cienkim kwasie

Lubując się przedewszystkiem,

I co w niebo-by leciała,

Gdyby tylko skrzydła miała.

Ja to lubię... bo to właśnie

Przypomina mi Angielkę,

Co nad książką zanim zaśnie,

Zlewa swoje łzy w butelkę,

Żeby mogła wszystkim dowieść,

Że ją wzrusza tkliwa powieść.

Tych Angielek dziś bez liku

Na wysokich nogach brodzi,

Pełno płaczu, pełno krzyku:

„Słońce zaszło! księżyc wschodzi!”

Dzień się kończy lub zaczyna —

Do łez zawsze jest przyczyna.

Wielkie słowa, małe smutki

Lecą tędy i owędy;

Czuć kolońskiej zapach wódki,

Dużo piżma i lawendy,

A westchnienia brzmią tak śpiewnie,

Że niechcący człowiek ziewnie.

A gdy ziewnie... hałas wielki:

O bezbożnik! o bluźnierca!

„Shocking” — krzyczą te Angielki, —

„Ach, ten człowiek nie ma serca!

„Ziewnął: jest to znak cynizmu;

„Trzeba użyć egzorcyzmu.”

Więc z kolei po porządku

Każda zacznie głos podnosić,

I ze łzami od początku

Wszystkie swoje cnoty głosić:

Ile w piersiach ma zapału

I poczucia ideału.

I wypowie bez wytchnienia,

Śpiewnym głosem katarynki,

Post, jałmużnę, umartwienia...

Wszystkie dobre swe uczynki:

Całą duszę wyspowiada:

Powiedziawszy — jeszcze gada...

Poetyczne czyste dusze,

Namaszczone muz kapłanki!

Jeszcze raz was zgorszyć muszę,

Dusze bielsze od śmietanki!

Gdyż w mych piersiach siedzi szatan

Brzydszy jeszcze niż Lewiatan.

Ten, jak każdy duch przeklęty,

Na święconą wodę parska,

A z nienacka napadnięty

Kiereszuje, het, z tatarska;

Mając usta śmiechu pełne,

Nie obwija słów w bawełnę.

On dziś moim jest suflerem,

Trzyma pióro w koźlich łapach;

Kiedy piszę... nad papierem

Ulatuje siarki zapach

I mój każdy rym najprostszy

Swoim rogiem szatan ostrzy.

Czyste dusze, wiedźcie przeto,

Że czasami śmiać się można;

Że niewielką jest zaletą,

Zjadłszy dobrą pieczeń z rożna,

Nad nieszczęściem łzy przelewać

I przy cytrze dumki śpiewać.

Śmiech jest dobry, śmiech jest zdrowy:

Uspokaja słabe nerwy;

Cały Olymp bóstw różowy,

Nie wyjmując i Minerwy,

Śmiać się lubi, i swawolą

Wszystkie muzy i Apollo.

W śmiechu szukać trza lekarstwa

Na te spazmy, palpitacye,

Serc choroby i kuglarstwa, —

Które młodą generacyę,

Rozkochaną w ciągłym żalu,

Wiodą prosto do szpitalu.

Odkąd humor i jowialność

Przepędzono precz za bory,

Znikła wszelka naturalność,

Znikło zdrowie i kolory;

Nawet praczka, bieląc płótno,

Jak Elektra wzdycha smutno!

Dziś już niema lubych psotnic,

Rzucających blask wesoły;

Pełno zato jest suchotnic —

Same duchy i anioły...

W niebo lecą, gdy wychudną:

Więc na ziemi jest tak nudno!

Smutnych cieni cała legia

W ossyanicznych mgłach się chowa.

Co krok stąpisz — jest elegia

Tajemnicza i grobowa;

Chorobliwe wszędzie cnoty,

Nigdzie wdzięku i prostoty.

A z chłopcami większa bieda:

Skończy który lat szesnaście,

Już pozuje na Manfreda;

Idzie błądzić nad przepaście,

Do poświęceń wszystkich zdolny...

Tylko nie do pracy szkolnéj.

Dużo uczuć, mało pracy —

Pracą gardzi nasza dziatwa;

W kąt Iliada, w kąt Horacy!

Bohaterstwo — rzecz tak łatwa:

Dosyć wstąpić na koturny,

Mieć wzrok czuły i pochmurny.

Gorszy jeszcze tworzą rodzaj

Nasi wieszcze rozkiełznani.

Na tych wielki jest urodzaj:

Wschodzą — chociaż niezasiani,

Z bajronicznych wschodzą grządek,

Głusząc piękno i rozsądek.

Bo ich muzy to nie owe

Helikońskie wdzięczne muzy,

Ale jakieś ćmy wężowe,

Niby Furye i Meduzy:

Co im tylko w rękę wpadnie,

To poszarpią w lot szkaradnie.

Nad bachantki, co rozniosły

Orfeusza krwawe członki.

Sroższym jest ten niedorosły

Zastęp zbrojny w dzikie mrzonki,

Gdyż się pastwi wciąż nanowo

Nad ojczystą słodką mową.

Czyż więc można brać na seryo

Ten Tytanów ród skrzywiony?

Widząc z jaką fanaberyą

Kładzie Ossy na Peliony,

By się gwałtem dostać w wieczność,

Gdzie króluje — niedorzeczność.

Sigue explorando

Por su autor
Adam Asnyk · 185 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Rada (Asnyk)Rodzinnemu miastu →

Expediente

Autor
Adam Asnyk
Título
Replika (Asnyk, 1898)
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-replika-asnyk-1898--adam-asnyk-09070c
Cita recomendada
Adam Asnyk, «Replika (Asnyk, 1898)», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-replika-asnyk-1898--adam-asnyk-09070c.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.