CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaJózef Kościelski

Józef Kościelski · Modernismo

Psalm sromu

polaco

Podług ciebie, mój grabarzu,

Byłem pobielanym grobem,

Rozkochanym w swym mirażu,

Wciąż myślącym nad sposobem

Jak ludowi oczy mydlić

Komedyancko, teatralnie,

By nakoniec tryumfalnie

Sławę u swych stóp usidlić.

Nie tak, nie tak, kościotrupie!

Bo mój duch — nie duch anemii,

To nie fanaberye głupie

Rabinatu Akademii,

Nie włażenie na koturny

Ze zwinnością akrobatów,

Nie grzebanie starej urny

Za szczątkami antenatów.

Nie tak, nie tak, trupów sługo,

Bo czyn ludu nie paszkwile,

Nie lamenty na mogile,

Co ma, podług was, spać długo;

Nie przywilej jednej kasty,

Którą samolubstwo toczy,

Nie przesądów bujne chwasty,

Nie zropiałe w bielmie oczy;

Bo mój duch jest duchem ludu,

Jego snów ostatni wyraz,

Symbol prac, poświęceń, trudu,

Jego sił najtrwalszy kiras;

Bo mój duch — to jest wcielenie

Sił, zarazem sił narzędzie,

I najwyższe objawienie

Czem był naród, i czem będzie!

A ty, smutny dziwolągu,

Bo cię nie znam, ale słyszę

Że ktoś w długich rozpraw ciągu

Jadem i potwarzą dysze,

Że ktoś nakształt się znachora

Stawia ludziom, ale chłodny,

Akademii nagród głodny,

Gdy mu dusza jadem chora,

Zatraciwszy wstyd z kretesem

Argumentów swych mieliznę

W kościotrupich takt hołubców

Wysłał na świat siać zgniliznę,

I napełnił wóz prezesem

Jak żyd mądrym swym rabinem,

I chełpiąc się wielkim czynem

Zbawia świat — tumaniąc głupców!

................

Honor myślom, z których błyska

Nowy duch, i forma nowa,

Bo są światu jak zjawiska,

Jako jutrznia są różowa.

Bo ten bierze zasług złoto

Kto w lud nową myśl zaplątał,

Ducha niecił, mniejsza o to

Kto plon sprzątnie, byle sprzątał!

Ale w hańby wiecznej piętnie

Niech Herostrat nowy chodzi,

Co bezdusznie i namiętnie

W serce ludu grotem godzi;

Co gdy zdobycz ducha mnoga

Między plonem tworzy przedział:

Prawdę mówisz? nie, na Boga

Wiem, żeś prawdy nie powiedział!

Wchodząc w moich nauk ślady,

Byłbyś świecił nam kagańcem,

Ale wiodąc ducha zdrady

Tyś nam ducha jest zaprzańcem,

A nikczemna twa robota

Za srebrniki Iskaryota!

Dlaczego nędzny, przekupiony płaz

Na pierś mi rzucił nienawiści głaz?

Dlaczego piętrzy gruzy na mój grób,

Na mię żywego on, nieżywy trup?

Dlaczego podjął taki wstrętny bój,

Zamącił wodę, zbrukał czysty zdrój?

O ludu, w ciebie godzi jego raz,

Bom ja przewidział że twój przyjdzie czas,

Bom ja cię wołał, budził, w czyny słał,

Bom ja umierał — byś ty żywot miał,

Więc dziś on na mię rzuca oszczerstw brud:

Bom ja lud przeczuł, — a mię odczuł lud!

Kto na ojca wzniesie rękę

Ten przeklęty, więc się bój:

Bo mój duch — to ojciec twój,

Przez mą moc i przez mą mękę

Jam jest waszych myśli władcą,

A ty jesteś świętokradzcą!

Więc się bój! mój duch nie raczy

Grozić tobie, boby zmalał,

Lecz ci naród nie przebaczy

Żeś świętości mu pokalał.

On jest gotów wołać: biada!

Choć pacierze poczniesz szeptać,

I na ciebie, jak na gada

Iść, i dalej pójść, — i zdeptać!

Cóż tak bardzo cię przelękło?

Że przy wspólnym naszym grobie

Tych maluczkich grono klękło,

Co przyklękać zwykli tobie?

Może strachem pierś ci skrzepła

Że w zapadłej gdzieś chałupie

Zatlał promyk mego ciepła?

A tyś zląkł się, — kościotrupie!

Widmo w duszy strachem jękło

Że lud, syty twej zgnilizny

Zmienia ścieżkę twą rozmiękłą

W bitą drogę do ojczyzny;

Że z twych dróg się naigrawa,

Sam na lepsze głazy łupie,

Bo ma prawo, — i chce prawa:

A tyś zląkł się, — kościotrupie?

Więc duszyczka się przelękła

Że mydlana twoja bańka

W błoto się zmieniając, pękła

Tchnieniem Maćka, albo Wańka,

Że jak pałac z kart rozrzuca

Cham dziecinne hecki głupie

Bo ma w piersi lepsze płuca:

A tyś zląkł się, — kościotrupie?

Sam wyznając liczne „izmy“,

Innych nienawidzisz szczerze,

Więc cię trwożą socyalizmy,

A czy wiesz, co lud wybierze?

Mego ducha biorąc własność,

Gdy go siłą moją skupię

On przez męty pójdzie w jasność,

A tyś zląkł się, kościotrupie!

Więc ty drżysz na objaw życia!

Gdy zdobycze nowe piętrzy,

Gdy z gminnego gdzieś spowicia

Duch mój wraca lepszy, świętszy,

Drżysz, gdy z pod serc demokrackich

Idzie zwiastun nowych łupów

Do Krakowa, gdzie was, trupów

Straszy teraz twarz Słowackich!

Czy ty śnisz, że śród metropol

Na męczeństwo, lub zwycięstwo

Ty jedyny masz monopol

Tak jak hrabstwo, albo księstwo?

Czy ty sam wyznawca boży?

Dziś męczeństwa los nie ścieśni:

A czy to nie było Kroży?

A czy to nie było Wrześni?

Fałsz postępu nie uśmierca;

Licz się z prawem tej potęgi

Że największe dzisiaj serca

Duch dobywa z pod siermięgi.

Mimo płaczu sów, puszczyków,

Innych torów on nie depce,

Bo najnowszych męczenników

Bierze w polskiej dziś kolebce.

Serca proste, dłonie młode

Zmyły dawnych win ochydę,

A ty nie wiesz — kędy wiodę,

A ty pytasz — dokąd idę?

Toż to wszystko moje tory,

Moja siejba, moje modły,

A ty mówisz — żem ja chory.....

Nie, jam żyw, a tyś jest podły!

Nie robaku, nie to cud

Z szlachtą polską — polski lud,

Ale większym będzie cudem

Szlachta polska — z polskim ludem!

Aby dożyć tego cudu

Wszechjedności trzeba trudu.

Trzeba by ten, co chce szlachty

Współdziałania w noc pokutną

Karmazynów zdarł z niej płachty,

A odział ją w siermięg płótno.

Trzeba by ten, co chce zbawić,

Z szlachty „wczoraj“ mógł wysączyć:

Co w niej dobrem — z ludem złączyć,

Nie lud do niej przykoszlawić!

Na dzień wielki, zmartwychwstanie,

Z ludem staw ją w jednym rzędzie,

Bo gdy szlachtą być przestanie,

Razem z ludem — znów nią będzie!

A ty, w przemian świętej dobie,

Gdy lud myśli o sposobie

Jak się zewrzeć i zogniwić

Aby czynem świat zadziwić,

Jak nam stać, a jak nam nie paść,

Ty nam nową kopiesz przepaść?

Co jest koniecznością ducha

Ty kaprysem zowiesz tłumu,

A że grobów tłum nie słucha

Więc odchodzisz od rozumu.

Nie przestawisz, lżąc i wyjąc

Drogoskazów nam na drodze,

Lecz dzisiajszem życiem żyjąc

Gdy masz siłę, — ujmij wodze.

Gdyś rozwagą wyższą dumny,

Gdy masz prawo prawa głosić,

Bądź kolumną, lecz kolumny

Na to są — by ciężar nosić.

Noś i znoś! gdy chcesz kapłanić

Krew w ofierze z łona wylej,

Bądź hetmanem, bo hetmanić

To ofiara — nie przywilej.

Chcesz przewodzić? stań na czele,

Chętnie słucha lud starszyzny,

Lecz nie prowadź w swoje cele,

Lecz do całej wiedź ojczyzny.

Nie wódź ścieżką zakazaną,

Prowadź wszystkich jednym szlakiem:

Polak, to najwyższe miano,

A najmniejszy jest polakiem.

Lecz dopóki wy, pachołki

Butwiejących win i przodków

Nie wyjrzycie po za kołki,

Waszych szańców i opłotków,

Póki macie cześć nazwiska

A na nowy prąd nieuctwo,

Powracajcie w uroczyska

A zostawcie mnie dowództwo.

Tego życie niech pognie

Kto nie wierzy w te ognie,

Które dzisiaj dla jutra rozżarza,

Woli siły swe stępić,

Niż do czynu się zsępić,

Niż wychylić się z kresów cmętarza.

Bo straszliwa ta zmora,

Która zowie się: wczora,

Tak jak wampir wysysa nam łona:

Wszystko, co nas zmogilnia,

Co nas w dziejach zbezsilnia,

Zawsze ona, i ona, i ona!

Jak nietoperz przed słońcem

Nocy trwoży się końcem,

Radby skrzydłem przesłonić mu promień,

Tak jej męstwo obwiśnie

Gdy lud za mną się ciśnie

ło zorzy, — i w blask uświadomień.

O nikczemny ty puchu,

Co świat wstrzymać chcesz w ruchu,

Prawd odwiecznych ścierając zeń osad!

Gdy potrząśniesz gdzieś przęsłem

Mówisz: światem zatrzęsłem!

A świat stoi niewzruszon u posad!

I te niecne zasadzki

Bom ja sprawił, Słowacki,

Że się łono na jutro rozwarło;

Więc na blask ten mkniesz chyłkiem

By z rozpaczy wysiłkiem

Bronić tego co gnije, — bo zmarło!

Lecz jak świat stoi wiecznie

Tak ja będę koniecznie

Z siły w nową przeradzać się siłę:

Z drogi, płazy i karły,

Co przed zgonem już zmarły,

Ja ruch — życie, — wy macie mogiłę!

Daremnie! oszczerstw waszych kał

Napróżno stłumić mię się kusi:

Bo to ożyje, com ja chciał,

Co ja wskrzesiłem — to żyć musi.

Daremny trupa z duchem bój,

Choć mu urąga w swej ochydzie,

Bo wskrześnie tylko dogmat mój,

I będzie żyć — kto ze mną idzie.

Ażeby mój mógł powstać czyn

Niech w proch się korzą wasze syny:

Bo tylko odkupiony z win

Przebaczyć może stare winy.

Daremnie, z tej roboty nic!

Jedyna krzywda, iż zapłakał

Lud, wstydząc się rumieńcem lic

Że mógł urodzić taki zakał!

We łzach wychudłe ręce podnosimy do Ciebie

Duchu, mnóż nasze błędy,

Niechaj na wskroś porytej grzechami naszej glebie

Wyrasta oset wszędy;

Niechaj się na niej piętrzą zawody, bóle, straty,

Na krzyżu przybij ręce,

Tylko nam nie bierz, Duchu, naszej śnieżystej szaty,

Niepokalanej w męce!

Błagamy Cię w pokorze, niech zginą nasze czyny,

Duchu, chłostaj nas dalej,

Niech się pokurczą w bólu nasze córy i syny,

Niechaj się stos nasz pali.

Niech cała ludzkość będzie na krzywdy nasze głucha,

I niech wróg nas bezcześci,

Tylko nas zbaw, o Duchu, od proroków bez ducha,

I od ludzi bez cześci!

W takim hymnie ludu stój,

Bo pieśń taka pójdzie górą

Nad krakowskich dusz naturą

Panująca, boży strój,

Taką pieśnią zmywaj plamy

I dąż, nad przesądów ramy,

Nad potwarzy wieniec z cierni,

Coraz wyżej w majestacie,

Coraz silniej, moi wierni

Moją pieśnią stalcie męstwo,

Aż z mym duchem się spotkacie,

A spotkania plac — zwycięstwo!

..............

Lecz dopóki ty i twoi,

Duchem bożym nieskrzydlaci

Chcecie stać na głowach braci,

Tak jak szatan dotąd stoi,......

..............

..............

To my święci, to my młodzi

Jutrzenkami i błyskaniem,

Charonowej waszej łodzi

Pełnej trupów, — poprzek staniem!

Nie mów, zuchwalstwo że mię pokusza

Przywdziewać lśniącą zbroję Juliusza:

Mój cios jest wątły, ale nie kłamie,

To miecz Juliusza, nie jego ramię.

Walczmy tą bronią, bo takim mieczem

Może potwarcy ucho odsieczem,

I tyle będzie z boju korzyści:

Co dłoń nie zdoła, — to szabla ziści!

Sigue explorando

Por su autor
Józef Kościelski · 5 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Giewont pod śniegiemWschód słońca (Kościelski) →

Expediente

Autor
Józef Kościelski
Título
Psalm sromu
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-psalm-sromu--jozef-koscielski-c318d2
Cita recomendada
Józef Kościelski, «Psalm sromu», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-psalm-sromu--jozef-koscielski-c318d2.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.