Żyjmy dla siebie miły Stanisławie,
Gdy mamy myśleć, myślmy o zabawie;
Tobie ma przyjaźń, mnie twoje kochanie
Za świat niech stanie.
Co robią inni, niech cię to nie dziwi,
Ludzie są głupi, próżni i złośliwi.
Niech czynią co chcą, przy tém ich zostawmy,
A my się bawmy.
Ten wir nudności, co go świat nazwali,
Nie wart, żebyśmy nim się zaprzątali.
Ten będzie tylko wysoko go ważył,
Co go nie zażył.
Już my widzieli rozmaite stany,
Doznali różnéj fortuny odmiany.
Niech każdy co chce o świecie nam prawi,
My nie ciekawi.
Widziałeś krzesła, ordery, infuły,
Obszerne władze, wysokie tytuły;
Cóż jest ta dziwna licznych stanów różność?
Głupstwo i próżność.
Ja z méj nizkości gdy na ten świat patrzę,
Wystawiam sobie, żem jest na teatrze:
Każdy przedemną w swéj roli się stawi,
I mnie to bawi.
Adrast po mieście grzmi z wielkim łoskotem,
Wypchał swój pojazd próżnością i złotem;
Świat czci Adrasta, a my z naszą cnotą
Idziem piechotą.
Ale natura słuszna i wspaniała
Za jego złoto spokojność nam dała;
On się z nudności w swéj karecie kręci;
Gdy my kontenci.
Niechaj się troszczy majtek pośród toni,
By mu pomyślny w żagiel dął Fawoni,
Niech suszy głowę gospodarz troskliwy
O swoje niwy.
My lubo żyjem jak inni na świecie,
Inném prawidłem rządzimy się przecie;
Mniejsza o herby, wstęgi, parentele.
Lepsze wesele.
Śmierć nieużyta w jednakowéj parze,
Równie zabiera kmiotki jak mocarze.
Czas prędko bieży, a my póki żywi,
Żyjmy szczęśliwi.