Spadał potok w wielkiéj mocy,
(Dziś mi się to śniło w nocy;)
I deszczem go z wiatr nadymał,
Prosiłem go, by się wstrzymał.
Szumnej burzy mały płodzie!
Hamuj twe nurty spienione,
Pozwól mi miejsca w twéj wodzie,
Bym mógł przejść na drugą stronę.
Chlorys moja ukochana
Ma się tam znajdować z rana;
Niecierpliwość mi doskwiera,
A twa woda jeszcze wzbiera.
Pomnę, że przed burzy przyściem,
Sączyłeś się strumyk lichy,
I gałązka swojém liściem
Wstrzymałaby twój bieg cichy.
Dzisiaj deszczami nabrzmiały,
Toczysz twój impet zuchwały,
I twa zapomniałość głucha
Głosu mojego nie słucha.
Ciesz się wielkością mniemaną,
Zniknie ona jak sen płochy,
A gdy powodzie ustana
I twe koniec wezmą fochy.
Wtenczas dopiero z pogardą
Przeskakując twoje łoże,
Rzeknę: z każdą głową harda
To się stać łacniuchno może.