CADA PIEZA VIVE EN UNA DIRECCIÓN · NADA VIVE EN UNA SOLA SALA  

PoetósferaLa BibliotecaAdam Asnyk

Adam Asnyk · Modernismo

Poezye T. 1 (Adam Asnyk) — Asceta

polaco

W Tobie, o Panie, zamknąłem życie;

Ku Tobie dusza jawnie i skrycie

Płynie drogami wszystkiemi...

I wciąż katuję wzgardzone ciało,

Chcąc Twoją tylko oddychać chwałą

A zostać obcym tej ziemi.

Tyle lat klęczę tutaj w pokorze

I wzrok zatapiam w jasności morze,

Za którą mam Cię pożądać...

Nie dość, że Ciebie myśl ma odgadnie:

Ja Cię przeniknąć pragnę dokładnie,

Oczyma ducha oglądać!

Więc zapatrzony w wieczyste blaski,

Spragniony widzeń natchnionych łaski,

Krwawemi świecę stygmaty

I, wylatując za ziemską glinę,

W nieskończoności pożądań ginę,

W Twoje wdzierając się światy.

Lecz próżno miłość świętą rozpalam,

Próżno się z więzów ciała wyzwalam:

Nie mogę jeszcze, nie mogę

Przedrzeć ostatnich mroków zasłony

I przez serafów jasne legiony

Ostatnią otworzyć drogę...

Jeszcze królestwo Twoje nie spadło

Na duszy mojej smutne zwierciadło,

By się tam zawrzeć jak w grobie;

I nie leżałem w prochu zdrętwiały

Przed majestatem straszliwej chwały,

Widząc Cię w ogniach przy sobie.

Czasami tylko, bólem targany,

Duch mój porzuca cielska łachmany,

W nowe przedzierzga się życie

I do twych niebios biegnie promienny

W apoteozie rozlać się sennej —

A ja umieram w zachwycie...

I już się oczom moim odsłania

Przez rozstawionych grobów błyskania

Ta Jeruzalem bez zmazy,

Co na zburzonym świata porządku

Staje bez końca i bez początku —

Przybytkiem wiecznej ekstazy.

Lecz ledwie pierwszym świtem ogrzany

Zrywam objawień kwiat pożądany,

Uduchowione upajam zmysły,

Gdy nagle z natchnień moich zenitu

Do dawnej wracam martwości bytu...

I rajskie widzenia prysły.

Panie! z otwartym duszy kielichem,

W unicestwieniu pogrążon cichem,

Nowemi ogniami płonę.

Niema już dla mnie czasu, przestrzeni,

Tylko się zorza wiecznie promieni:

Nie jestem — lecz w Tobie tonę,

Wznoszę się, lecę... Głębia bez końca,

A chociaż niema ziemskiego słońca,

Oczy znieść blasków nie w stanie:

To nie są gwiazdy, to nie są chmury,

Ale skrzydlate anielskie chóry,

Co wiodą w świateł otchłanie.

O! to krzyż wielki tę jasność miota,

A u stóp jego źródło żywota

Rozlewa wieczne strumienie;

Tłumy wybranych, miliony całe,

Niby błyszczące gołębie białe,

Piją zeń swoje zbawienie.

Wszyscy swe oczy wznoszą w tę stronę,

Gdzie zakrwawioną cierniów koronę

Trzymają złote Cheruby;

A pod nią wyższe orszaki świętych,

Na nieskończonej tęczy rozpiętych,

Jako gwiaździste tkwią szruby.

Jedni z otwartą księgą wyroków

Przestrzenie mierzą okiem proroków

A chwałę ustami niosą;

Drudzy weselne śpiewają psalmy,

Strojni w zielone męczeńskie palmy,

I krwawą myją się rosą.

Błękit się coraz rozszerza dalej...

W tych sfer duchowych ruchomej fali

Dziewic przeczystych rój płynie —

Każda z srebrzystym na głowie wieńcem —

W godowych szatach przed oblubieńcem

Stanąć w tryumfu godzinie.

Ach! i ta płynie... jasna, natchniona,

Z takiem spojrzeniem niebios jak ona,

Co stała drżąca i blada,

Gdym usta topił w złotym warkoczu...

................

Gdzie jesteś, Panie? tracę Cię z oczu —

I niebo Twoje przepada!

Cóż mi ta ziemia? jej się wyparłem.

I cóż mi ludzie? dla nich umarłem,

I nic mnie z nimi nie łączy.

Ziemskie pociechy, ziemskie boleści —

To tyleż bluźnierstw odmiennej treści,

Których jad w serce się sączy.

Niechaj krwią dymi czara ohydna,

Niech się urąga tłuszcza bezwstydna,

Tryumfy święcąc zwodnicze!

W kłamstwie upadną kłamstwa czciciele,

Co na jałowym wieków popiele

Nietrwałe łowią zdobycze.

Niech obłąkane dumą anioły,

Co chcą zapłodnić martwe popioły,

Ziemskiej oddani ojczyźnie,

Dotknięci słusznym niebios wyrokiem,

Nie dojrzą Boga stęsknionem okiem,

W dziejowej niknąc krwawiźnie...

Ponad tą lichą robactwa wrzawą,

Co się dobija o życia prawo

W fałszu chwilowych zapędów,

Niezmienna prawda, do której dążę,

Jedna warunki życia rozwiąże

I skruszy kajdany błędów.

Tam! za tą wstrętną plamą nierządu

Bić już zaczyna godzina sądu

Dla ciemnych ludzkości marzeń;

I duchy, trwogą przeczuć miotane,

Patrzą się, dzikim bólem złamane,

W niebiosa pełne przerażeń.

Czas się wiekowej wypełnia zgrozy,

I na gwiaździste wstąpił już wozy

Żelaznem berłem rządzący.

Ten, co go nie zna nawet z imienia

Świat, choć pokazał twarz Swą z płomienia

A w ręku swojem sierp lśniący —

Idzie na żniwo; przed nim anioły

Równają ziemskie góry i doły

Pługami ostatnich zniszczeń,

I przewracając glebę cmentarną,

Zbierają ważne i czyste ziarno

W omłocie boskich oczyszczeń.

Duchy brylantem zasług bogate

Wdziewają świetną zwycięstwa szatę,

W nadziemskiej stają ozdobie;

Nawet skalane krwią ludzką zbójce,

Przeszedłszy męki Twojej ogrójce,

Wznoszą się czyste ku Tobie.

Jacyż to biedni i odtrąceni,

Idą w czerwone morze płomieni,

Okryci hańby swej piętnem?

Ach! to ostatni z mojego ludu,

Co próżno w jasnych zmartwychwstań cudu

Oczekiwaniu stał smętnem.

Bezpłodne męki dostał w udziale,

Choć zawsze świadczył o Twojej chwale,

I dziś go czeka zagłada!

Takąż robotnik Twój bierze płacę?

................

Gdzie jesteś, Panie? z oczów Cię tracę —

I niebo Twoje przepada!

Sigue explorando

Por su autor
Adam Asnyk · 185 piezas más en la casa
Dónde vive
La Biblioteca

← Poeci do PublicznościPoezye T. 1 (Adam Asnyk) — Aszera →

Expediente

Autor
Adam Asnyk
Título
Poezye T. 1 (Adam Asnyk) — Asceta
Lengua
polaco
Época
Modernismo
Sala
La Biblioteca
Identificador
ws-pl-poezye-t-1-adam-asnyk-asceta--adam-asnyk-7c6e5f
Cita recomendada
Adam Asnyk, «Poezye T. 1 (Adam Asnyk) — Asceta», Poetósfera, poetosfera.com/p/ws-pl-poezye-t-1-adam-asnyk-asceta--adam-asnyk-7c6e5f.html

Las obras de dominio público se reproducen íntegras, con atribución y en la ortografía de su impreso. ¿Ves una errata o conoces una fuente mejor? Escríbenos desde Sobre la casa.